Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojaKwarantanna2020x2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojaKwarantanna2020x2. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2021

... a ja wciąż szukam Magii ...

Dziś miałam kolejną, fantastyczną dla siebie samej podróż ... po Warszawie oczywiście. Zmęczona szarością chmur i mgieł, zatęskniłam za kolorami. Niewykluczone, że to może brzmieć cokolwiek dziwnie ... bądź też: zabawnie = czasem Ciemność pozwala nam zobaczyć pewne kolory ...

💙 💙 💙 💙 💙 💙 💙 

moje oczy mają kolor szary
niczym kłęby pierzastych chmur
podobne są czasem raczej mgłom
niż ... morskiej wodzie

ta jednak ma tyle odcieni ...
błękitu, granatu, zieleni i bieli
także tych nieszczęsnych szarości
których tak się czasem wstydzę

żywioły mają swoje barwy
mój także ją ma - choć bardzo trudno
dostrzec ją 'gołym okiem'

to wymaga pewnej dozy wyobraźni
oraz dużej też odwagi i motywacji
by dostrzec to, co jest niewidzialne

jestem tylko chwilą
bezbarwnym kłębkiem czegoś
co z łatwością porywa Wiatr 

jestem Mu wdzięczna ...
za co? - ktoś może spyta
właśnie za te momenty
uwagi - podarowane tylko mnie ...



Warsaw by winter evening :)





wtorek, 5 stycznia 2021

... co jest prawdą, a co ... ?

Na to tytułowe pytanie, każdy powinien sobie odpowiedzieć chyba sam. Poszukać własnej wersji. Pozwolić sobie na swobodną interpretację. Takie było moje zamierzenie. Czy się udało?

💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤  💤

Miał nadzieję, że ... tak, że To pozostanie na dłużej jego tajemnicą. Może jeszcze też sekretem jego zręcznych palców oraz kawałka metalu. Spoczywał teraz bezpiecznie w kieszeni jego sportowej marynarki. Nie obawiał się, że z niej wypadnie. Przewiesił ją przez oparcie jednego z foteli, które wyłaniały się z mroku. Tak. Teraz jeszcze było tu ciemno. A on wciąż czekał. Może trochę za długo - jak na jego gust.

Nagle! Wyłowił jakiś dźwięk. Brzmiał jeszcze odlegle, ale .. jakby znajomo. Wstrzymał oddech i skupił się tylko na nim. Zbliżał się. Rósł w siłę. Podobnie jak jego wewnętrzne 'rozdygotanie' na myśl o tym, że ... już może niedługo. To! o czym marzył po nocach, stanie się rzeczywistością, a nie sennym marzeniem.

Tak, teraz już słyszał wyraźnie kroki. Jej stopy otulone tymi jej ulubionymi szpilkami, w kolorze ... Myśl szybko uciekła, a zastąpiła ją inna. Odliczał teraz kolejne sekundy. Już wkrótce! Ona wreszcie dojdzie ... do celu swojej wędrówki. Dotknie klucza i przekręci go kilka razy w zamku. Potem naciśnie klamkę. Może znowu nie włączy światła, które mogłoby zdradzić jego obecność. 

foto: P-G


Tulił w swoim sercu nadzieję. Chciał wierzyć, że ... raczej tylko dotknie lekko 'pstryczka' kinkietu, ulokowanego tuż przy szafce w przedpokoju, na którą zwykle odkładała klucze, czasem czapkę lub rękawiczki - jeśli ich znowu nie pogubiła. Blade światło ukryłoby go w cieniu. Chciał tam pozostać i zrobić jej niespodziankę. Jak zareaguje na jego niespodziewane pojawienie się w jej 'gniazdku'? Wcześniej, nie bywał tu "nieproszonym gościem". Tym razem było inaczej. Wtargnął w tę jej przestrzeń bez pytania o zgodę. Mógł tylko mieć nadzieję, że ... dobrze odczytał sygnały. Był w tym dobry. Potrafił dostrzec więcej, niż inni mężczyźni. Może to właśnie był jakiś jego dar. Nauczył się go wykorzystywać dla własnej przyjemności. 

Czekał w napięciu, osłonięty bezpiecznie pluszem ciężkich zasłon. Stanowiły jakieś przeciwieństwo delikatnego materiału wiszących firanek. "Piękna i Bestia" - przemknęło mu przez głowę. Uśmiechnął się. Czyżby zaczął znowu używać dawnych skojarzeń? Wyrósł już dawno z ... bajek. Był mężczyzną! O, tak! Młodym, pełnym energii oraz poczucia własnej atrakcyjności i wartości, facetem. Wiedział czego chce. Chciał jej. Tylko jej ... nie chodziło jednak wyłącznie o ciało, choć ... tak, intrygowało go. Nie poznał go jeszcze zbyt dobrze. Nie było przecież okazji, aby zsunąć z niej te wszystkie kolorowe, ale jednak grube ciuchy. Ona ciągle marzła. Zrozumiałe więc było, dlaczego nie przepada za późną jesienią, ani za zimą. Mogła ją podziwiać, ale tylko ... z okna swojego pokoju w akademiku. Zachwycać się muzyką deszczu, jego pukaniem w szyby lub wzorami, które na nich malował mróz.

Chciał znowu chwycić ją w objęcia i zobaczyć to zaskoczenie w oczach. Usłyszeć jej śmiech. Zobaczyć jak zmienia się jej twarz. Sprawić, że pozostanie tam ten jej wielki uśmiech i roziskrzone oczy. Tak, o tym właśnie marzył, gdy tak czaił się w jej przestrzeni ... a może znowu? Tylko śnił na jawie ...

💧  💙💙  💧  💙💙  💧  💙💙  💧 💙💙 💧


#DreamOfTwoWizards

środa, 30 grudnia 2020

... jestem tuż za Tobą ...

Nie mam chyba dziś Odwagi w sobie, aby dokładnie wszystko tłumaczyć. Rzucę więc - iście po królewsku { taki gest } => garść wskazówek ... może kluczy ... a może "dekoderów" ... ha-ha .. Niechaj Każdy ma szasnę dokonać własnego wyboru: wchodzi do mojej przestrzeni i GRA, czy ... jednak zachowuje "chłodne spojrzenie" ... Szanuję! Poniższy tekst jest zaledwie ... ha-ha ... spontanicznym fragmentem czegoś, o czym po cichu marzę ... o czym opowiadam najczęściej swojej ... O-M-G !!! ... poduszce ... szepczę jej swoje tajemnice ... wiem, że zachowa je dla siebie. Niektóre wymagają wszak -  zastanowienia ...

💙💙  💥 💙💙 💥 💙💙💥 💙💙

Nie mógł na to spokojnie patrzeć. Nie potrafił zbyt długo. Wiedział, co się stanie. Już wkrótce! Ogarnie go ten ... "Żar!", którego nie chciał ograniczać ... Na razie jednak ... zaciskał swoje kształtne – niczym u pianisty, dłonie. Pięknie by wyglądały na tle dystyngowanej Ciemności, połączonej z Anielską barwą klawiszy. Cóż! Mógł tylko skrycie marzyć ... o fortepianie, tak mu bliskim swoją dostojnością i szykiem, biało-czarnych klawiszy. Niestety. Ta cudowna wizja pozostawała poza jego zasięgiem. Przypadła mu harfa. Ha, ha! Niemal „śmiech przez łzy” … który Facet chciałby grać na takim instrumencie?! Wzdrygnął się lekko ... nadpłynęły wspomnienia o godzinach ćwiczeń. 

Może szkoda, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie ta – wyśmiewana, czy wyszydzana harfa sprawi, że jego palce nabiorą wyjątkowej sprężystości. Może nadejdzie czas, że sobie to uświadomi. Kiedy? Czas pokaże … {dopisek od Autorki}

„Nie wytrzymam. Trudno, znowu lekko nagnę „ZASADY” tej misji. Może jednak później … uda mi się zadbać odpowiednio o swoją garderobę. – pomyślał, ponownie zaciskając swoje ręce. Miał na tym punkcie tzw. „fioła”. Niestety był chyba zbyt wrażliwy. A może właśnie, zbyt wcześnie go wysłano. Był ... wtedy takim: "nieopierzonym kadetem", z głową pełną idealistycznych myśli i wiary we własną "Sprawczość". Zagubił gdzieś ją. Może należało wreszcie zacerować tę ... nieszczęsną dziurę w kieszeni swojego ulubionego płaszcza? Uwielbiał czuć go na sobie. "Jak spod igły" - powiedziałby ktoś może, patrząc na jego sylwetkę. "Jakiego wybielacza używasz?" - spytałaby { być może } jakaś pragmatyczna Pani Gospodyni. Do tej pory = a mianowicie: do jakiejś dekady wstecz, nie zastanawiał się nad takimi kwestiami. Nie zwracał na nie uwagi. Coraz częściej jednak zaczął dostrzegać, że jego ukochana biel odzienia, przyjemnego, bo lekkiego niczym puch, nabiera szarości. "Może to kwestia użytkowania ... ale tak lubię go zakładać ..." - myślał niejednokrotnie, krocząc uliczkami znajomego miasteczka. Oczywiście ramię w ramię z tą, której przysięgał lojalną "służbę". Och! Gdyby tylko wiedział, na co się ... porwał. Ha! Ha! ... i z czym? Nie miał nic poza ... Wyobraźnią i Empatią. "A może to jednak całkiem dobry ... Początek? Niezbyt ciężki plecak, a jednak dająca poczucie bezpieczeństwa czy też otuchy zawartość ...  " - mruczał cichutko, jakby ćwiczył zaklęcia. Musiał je wypowiedzieć na głos. Nie tylko w myślach.

Przeszedł go nagle, jakiś delikatny dreszcz. Coś, jak eteryczna mżawka, która budzi nieśmiałym gestem z drzemki. On był Śpiochem. Nawet jeśli obudził się wcześniej, niż zamierzał, to ... potrafił zwyczajnie i z ogromną przyjemnością spędzać kolejne minuty i godziny pod rozgrzaną jego snami ... kołdrą. Pościelą, która pachniała także i Nią. "Moja Natalie ... Sweet Natalie ... " - zanucił pod nosem. Nie było istotne, czy to jakiś idealnie wyartykułowany cytat, czy forma parafrazy albo jakaś mieszanka ... nie wiadomo w zasadzie czego. Potrząsnął głową, aby odzyskać ponownie jasność spojrzenia. Czuł, że powinien się maksymalnie skupić. Nastawić na obserwację. Naukę. Zrozumieć.

Teraz miał coraz częściej wrażenie, że dojrzewa wraz z nią. Jest niemal jej drugim ja, które się narodziło pewnej zimowej już nocy. Księżyc świecił wtedy niezwykle jasno. Byli tacy, co to doceniali i może nawet po swojemu świętowali. Innych nachodziły myśli, które niczym „trupy z szafy” pojawiały się po raz kolejny. Ciekawe ich reakcji. Pewne swojego zwycięstwa. Ta, która pielęgnowała rozwijające się w niej życie, była zbyt zaabsorbowana własnymi przeżyciami – poród wszak to nie przysłowiowa „bułka z masłem”, aby mieć świadomość Magii tej chwili. Dopiero później zrozumiała, jak ogromnie ważną rolę odegrała. Na przestrzeni całej historii. Tej właśnie, która pojawia się przed oczami w postaci liter. Nieistotne w jakim języku, choć … polski jest chyba najpiękniejszy … Matka brzmi przecież => Magicznie {dopisek od Autorki}. 

Uważał się, za Odpowiedzialnego. Dorosłego = Dojrzałego. Takiego, który ma odwagę i gotowość, aby wziąć "na klatę" ostateczny wynik z własnych działań. Niezależnie, jakie przyniosłyby efekt. Do tej pory radził sobie bardzo dobrze. Ufał wewnętrznemu głosowi. Instynktowi może. Słynnemu „Szóstemu zmysłowi” – lekko uśmiechnął się na gonitwę swoich myśli. Kolejny uśmiech pojawił się wtedy, gdy nagle – ot! Tak! uświadomił sobie, że taka cecha jest wspólna dla nich obojga. „Hummm ... Podobieństwa i Różnice … Ale! których jest więcej??” – zamruczał cicho pod nosem.  – „Niezależnie od bilansu … to nas też zbliża, moja droga … jesteśmy oboje bardzo Emocjonalni. Jesteś mi bardzo bliska i nie mogę być obojętny na to, co ciebie spotyka. Nie po to masz mnie, abyś pogrążyła się w otchłani. Zasługujesz na coś więcej. Ja to wiem. Naprawdę to czuję, więc … mam to w nosie! Działam!” – wysłał jej ostatni ze swoich pięknych, ciepłych uśmiechów i … potarł swoje delikatne palce, wyćwiczone na strunach. Nie, nie! Nic się takiego wzniosłego nie zdarzyło ... 

foto: P.-G.

(...) trzy kropki wymownie brzęczały. Jakby nauczyły się tej "sztuczki" od Echa, podczas tegorocznych wakacji. Cichutko coś jakby szeptały. Drgania powietrza wciąż były wyczuwalne. Nawet jeśli ... zamknęła plik tekstowy.

💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚

Na tym w zasadzie polega Największa Magia. Nie „zaburza” tego, o co się ociera.
{dopisek od Autorki}.


poniedziałek, 28 grudnia 2020

... co pozostanie?

Często słyszymy coś w stylu: "Nie oglądaj się wstecz! Żyj chwilą tudzież teraźniejszością. Śmiało patrz w przyszłość!". Poniekąd sama jestem zwolenniczką takich wskazówek. Czasem jednak nachodzi mnie refleksja, że o tej Przeszłości nie mogę zapomnieć. To ona mnie ukształtowała. Myślę sobie też, że to nie są tylko moje doświadczenia, które zebrałam na przestrzeni swojego dotychczasowego życia. To też przeżycia moich rodziców, dziadków, pradziadków itd. Zdarzenia, w których - może mimowolnie, może świadomie - brali udział oraz działania, które z większą, bądź mniejszą ochotą podejmowali. Ich wybory. Ich decyzje. Zapewne nie byłabym dziś takim człowiekiem, jakim jestem, gdyby to właśnie nie moja rodzina, a także ludzie wśród których oni sami się obracali. 

Zaliczam się do pokolenia obecnych czterdziestolatków. Nigdy nie interesowałam się jakoś specjalnie sprawami zahaczającymi o sprawy polityki, czy sytuacji gospodarczej. Gdy dorosłam, zaczęłam się jednak trochę uważniej im przyglądać. Nie zawsze jestem na bieżąco, gdyż te kwestie jakoś mnie odstraszają. Być może dlatego, że wielu rzeczy w nich nie rozumiem. Hipokryzja ludzi będących u władzy mierzi mnie. Automatycznie od tego uciekam. Być może nie powinnam. Niewykluczone też, że popełniam błąd - należy się interesować sprawami własnego kraju. Prawdopodobnie trzeba w nich aktywnie uczestniczyć. Może jednak dobrze byłoby mieć najpierw pewną wiedzę o przeszłości, mieć na względzie zmiany ustrojowe, które zaprowadziły nas do momentu, w którym jesteśmy. Może to powinni sobie też uświadomić obecnie rządzący, aby uniknąć "pomyłek" swoich poprzedników.

Trochę chyba, jak przez mgłę pamiętam przełomowe momenty w Polsce. Oczywiście kojarzę ideę "Solidarności" i późniejsze transformacje. Byłam coraz starsza i pewnie bardziej świadoma. Tylko, że wtedy żyłam swoją wczesną młodością i skupiałam się na "przyziemnych" kwestiach. Relacjach z moimi rówieśnikami, zabawach, przyjemnościach itp. Myślę, że historia ma często to do siebie, że ewoluuje - przekazywana z ust do ust zmienia się. Nigdy już nie będzie miała formy pierwotnej. Może być ukazywana na różnorakie sposoby, w zależności jaką interpretację przedstawi opowiadający ją. Warto niekiedy dotrzeć do źródeł, zagłębić się w stare zapiski i wyciągnąć własne wnioski. 

Wspominam o tym, ponieważ jestem świeżo po lekturze pierwszej książki mojego Znajomego - Krzysztofa Sofulaka pt. "Ocalona". 


Czytając historię głównych bohaterów, odświeżałam sobie tę, która właśnie dotyczy mojego kraju. Nadpłynęły stare obrazy widziane w telewizji, treść dawnych rozmów prowadzonych w domach, w których przebywałam. Mieszanka ta wprowadziła mnie w nastrój do przemyśleń. Zatrzymała na jakiś czas. Zasmuciła jakoś chyba też. Najbardziej chyba myśl, że nasza pamięć bywa ulotna. Warto ją zachować - choćby na kartach książki. Może są bardziej trwałe niż dawne czasopisma i gazety. 

Jeśli Ktoś byłby ciekawy, dlaczego sięgnęłam po tę publikację, to mogę otwarcie napisać: Lektura "Kotki w KORPO" - drugiej pozycji napisanej przez Krzysztofa mnie zachęciła Jak również rozmowy z Tymże. 

Na pewno nie jest to książka historyczna, choć wplecione w całą opowieść fragmenty drukowanych treści ze znanych tytułów warszawskich gazet, mogłyby nadać jej jakiś taki rys. To próba zachowania dawnych czasów, które dla pokolenia moich rodziców i dziadków były teraźniejszością, dla mojego są jeszcze w jakimś stopniu też bliskie, a już dla młodszych zupełnie obce. Myślę, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie i warto ją przeczytać. Czytelnik znajdzie tam też wątki romantyczne - ach! ta słynna atmosfera Paryża ... Autor - miłośnik pszczół, znowu zawarł trochę ciekawych informacji na ich temat. Może faktycznie powinniśmy częściej brać przykład z tych nie tylko bardzo pożytecznych, ale również mądrych owadów. W różnych obszarach naszego życia.

Książkę można znaleźć w internecie zarówno w formie papierowej wersji, jak i tej elektronicznej. Dla przypomnienia najważniejsze informacje:

Autor: Krzysztof Sofulak
Tytuł: "OCALONA"


piątek, 25 grudnia 2020

... dla Dzieci?

Kilka dni temu, w swojej ulubionej "galaktyce Li." udostępniłam jeden z dawnych rysunków mojego Starszego Syna. Wiele z nich udało mi się zachować, z czego ogromnie się cieszę. Przywołują dobre wspomnienia. Może nawet lekko prowokują, aby ... wrócić do zapomnianych pomysłów. Jednym z nich było, aby do prac mojego Dziecka napisać jakieś bajki lub opowieści. Zabawne, że właśnie dziś! - chyba mi się udało zrealizować to swoje małe marzenie. Co z tego wyszło? Zerknijcie sami 😁

💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙

Nie wiedział, co właściwie go obudziło. Coś jednak dźwięczało mu jakoś niezbyt przyjemnie w uszach. Zacisnął powieki, próbując zatrzymać obrazy, które jeszcze chwilę wcześniej były tak bardzo prawdziwe. Były przyjemne i nie chciał ich tracić. Niestety - niczym motyle - wystraszone gdzieś już pofrunęły. Szanse, aby do niego wróciły, były bardzo małe. Otworzył ostrożnie jedno oko, próbując odczytać godzinę na stojącym niedaleko budziku. Chciał wiedzieć, czy warto już wstawać, czy jednak lepiej nadal leżeć pod ciepłą kołdrą. Widok jednak był lekko zamazany. Niechętnie podniósł powiekę drugiego, ale to wcale nie przyniosło spodziewanego efektu. Tarcza zegara wciąż ukrywała w sobie zagadkę. Wcześniejsze poczucie niezadowolenia z wibracji w uszach zamieniło się teraz w irytację. Zezłoszczony lekko obrócił się na bok i sięgnął w stronę pobliskiej szafki nocnej. Po chwili już trzymał w ręku okulary. Wylądowały mu na nosie i pomogły odgadnąć tajemnicę budzika. Wskazówki - niczym wąsy, smutnie mu zwisały, pokazując godzinę 7.25. Westchnął. Mógłby pospać sobie dłużej. Była przecież sobota i nigdzie mu się nie spieszyło. Co go więc obudziło? Odsunął od oczu szkiełka i podrapał się po nosie. Tak, już wiedział. Smaczny sen, w którym chciał trwać jak najdłużej, przerwała ... cisza. Może nie do końca nią była, ponieważ za oknem słychać było delikatny szum cywilizacji, a także przyrody. Ta jednak, o której myślał była inna. Była pustką, samotnością. Zacisnął znowu powieki, jakby to mogło sprawić, że coś się zmieni. Policzył powoli do dziesięciu, wypowiadając słowa swojego życzenia. Wiedział, że to trochę dziwne, aby ktoś taki jak on, zachowywał się tak dziecinnie. Tylko w bajkach było możliwe, aby za sprawą czarów, można było w jednej chwili zmienić swoje życie. Nie posiadał ani złotej rybki, ani nie miał Chrzestnej, która byłaby wróżką. Nie miał w swoim otoczeniu nikogo, kto potrafiłby dokonać takiej magicznej sztuczki - odmienić jego samotny los. Oczywiście, miał grupkę Przyjaciół, z którymi lubił spędzać czas. Całkiem dobrze bawili się w swoim towarzystwie. Często rozmawiali o przeczytanych książkach, obejrzanych filmach lub sztukach teatralnych. Gawędzili przy kominku o podróżach, które będą ich udziałem. Czasem spotykali się, aby urządzać wspólne gotowanie. Śmiechu było wtedy co niemiara, natomiast kuchnia wyglądała potem tak, jakby przeszło przez nią tornado. Pasemka rozsypanej mąki, lepkie plamy po sosach, malutkie kałuże rozlanej wody. 

Na myśl o jedzeniu zaburczało mu w brzuchu. Nie miał wyjścia. Musiał wstać. Nie było nikogo w pobliżu, kto mógłby zrobić dla niego śniadanie i podać je do łóżka. Skrzywił się na tę myśl i przygryzł wąsy, sterczące mu teraz jak antenki w różne strony. Niezadowolenie w nim rosło. Na dodatek za oknem znowu nie było słońca, tylko chmury przesuwały się po niebie, popychane lekko przez wiatr. 

"Czyżby znowu dziś miało padać? O, nie ... Nie! tylko nie to. Ciekawe, kto zagarnął dla siebie tę cudownie ciepłą gwiazdę. Już ja bym go odpowiednio potraktował ..." - prawie zawarczał, opuszczając łóżko. Poczłapał w stronę kuchni. W przelocie złapał swoje odbicie w lustrze. Przystanął i spojrzał uważniej. Tafla nieubłaganie pokazywała rzeczywistość. Niezadowoloną minę Pana Tygrysa.

autor: eF.Ce

"Może jak coś zjem, to poprawi mi się humor?" - pomyślał i leciutko się uśmiechnął. Po chwili już stał przed lodówką, sprawdzając jej zawartość. Nie do końca wiedział, na co właściwie ma ochotę. Nagle doznał olśnienia i to dodało mu jakiejś ... energii do działania. Szybko się zakrzątnął w kuchni i już po zaledwie może 10 minutach mógł usiąść do stołu. Widok, jaki miał przed sobą sprawił, że znowu zaburczało mu w brzuchu. 


Raźno zabrał się do konsumowania swojego śniadania. Wkrótce oba talerze świeciły pustką. Odniósł naczynia do kuchni i wrócił do pokoju. Spojrzał znowu przez okno w nadziei, że może jednak pomiędzy chmurami zrobiła się jakaś przerwa. Tak bardzo chciał, aby pokazało się przez tę szczelinę słońce. Niestety nic nie wskazywało na to, aby aura miała się zmienić w najbliższych godzinach. Nie podobało mu się to. Coś trzeba było z tym zrobić. Nie wiedział jednak, co mogłoby sprawić, aby nastąpiła oczekiwana przez niego zmiana w pogodzie. Zamyślił się, bawiąc delikatnie wąsami. Nagle, przyszła mu do głowy pewna myśl. Wydała się bardzo interesująca. Nie zwlekał. Podszedł do biurka i obudził uśpiony komputer. Po paru minutach już logował się na jednym z komunikatorów. Liczył, że on tam będzie. Na szczęście małe kółeczko świeciło żywą zielenią. Odetchnął z ulgą.

- Hej. Masz może kilka minut? - napisał szybko na klawiaturze i kliknął "wyślij". Czekał w napięciu, kiedy otrzyma znak, że on dojrzał jego wiadomość.

- Elo, elo ... średnio teraz - okienko ukazało kilka słów.

- A co niby takiego robisz? - zainteresował się.

- Chłopie, a co ja niby mogę robić? Oczywiście przygotowuję się do ... hahahaha ... kolejnej inwazji - tym razem wyrazów było więcej.

autor: eF.Ce

- Znowu? Na serio nie masz tego dość? - odpisał, lekko rozbawiony odpowiedzią.

- Ja? Nigdy! Hahaha ...

- No tak ... - Pan Tygrys pokiwał głową. - Dobra, Marcyś ... nie zabiorę ci w takim razie dużo czasu. Potrzebuję jednak, abyś coś dla mnie zrobił. Zajmie ci to pewnie kilka chwil. Z twoją technologią, to z pewnością możliwe.

- Czego ode mnie oczekujesz? Wiesz, miałem za chwilę odpalić lont - odczytał kolejną wiadomość.

- Sprawdź proszę, gdzie jest słońce. U mnie go nie widać, a warstwa chmur tak gruba, że obawiam się kolejnego deszczowego dnia. Mam dosyć takiej pogody. Napisz mi, gdzie mam go szukać.

- Dobra, moment. Spróbuję zerknąć, co i jak. Daj mi chwilę.

- Jasne. To czekam.

To były chyba dla Pana Tygrysa najdłuższe minuty tego dnia. Z niecierpliwością wpatrywał się w monitor. Czy Marcysiowi uda się uzyskać jakieś przydatne informacje? Miał nadzieję, że tak. Chwilę później okienko komunikatora znowu rozbłysło.

- Stary, mam kiepskie wieści. Chyba coś mi się zepsuło w mojej maszynerii. Może to efekt niedawnych eksperymentów. Nie naprawię tego tak szybko. Sorry, przyjacielu. Na serio mi przykro, że nie mogę ci teraz pomóc. 

- Hmmm ... a ja tak liczyłem na ciebie ... pfffff - Pan Tygrys cicho prychnął. - Trudno. Będę musiał jakoś inaczej sobie poradzić.

- Sugeruję iść na spacer i rozejrzeć się. Może tylko nad twoim domem są te gęste chmury. Inna aparatura podpowiada mi, że macie tam na ziemi teraz dość silny wiatr. Może on jednak przegoni te deszczowe, szare puchatości. Trzymaj się ciepło. Daj potem znać, czy ci się udało odnaleźć to twoje słońce. Ja kończę. Misja czeka ... hahaha - odpisał jeszcze Marcyś, po czym zielone kółeczko straciło swoją intensywność barwy.

- No tak. Cały on - mruknął pod nosem Pan Tygrys. - Może to jednak całkiem niezła myśl, aby wyjść z domu. Co będę tak sam siedział?

Pytanie jakoś zmobilizowało go do działania. Znowu poczuł energię w ciele. Ubrał się szybko, a potem jeszcze włożył do kieszeni paczkę chusteczek, małe opakowanie swoich ulubionych ciastek i komórkę. Był gotowy do wyjścia. Zamknął kluczem drzwi i schował go w zakamarki ciepłej kurtki. Miała wiele przydatnych przegródek, w których można było ukryć potrzebne w podróży drobiazgi. Wkrótce na chodniku zabrzmiał cichy odgłos jego kroków. Wędrował uliczkami rodzinnego miasteczka, co jakiś czas witając się z okolicznymi mieszkańcami. Każdy gdzieś się spieszył, więc poza zdawkowym "dzień dobry" rzuconym w biegu, nie padało więcej słów. Pan Tygrys trochę tego żałował. Miał nadzieję, że jakaś miła pogawędka poprawi mu trochę nastrój. Może nawet uzyska od kogoś wskazówkę, co ma robić. Chwilę później skręcił w prawo za jednym z domów i skierował swoje kroki do parku. Bliskość drzew działała na niego kojąco. Nagle ujrzał w oddali znajome postacie. Przyspieszył kroku.

- Cześć, miło was widzieć - przywitał się, podchodząc do jednej z ławek, przy której stali jego kumple.

- Kogo my tu mamy! Co tam słychać Panie Tygrysie? - usłyszał od jednego z nich standardowe pytanie.

- Słońca szukać zachciało mi się - odparł, delikatnie się uśmiechając. - Może wy wiecie, gdzie ono jest?

autor: eF.Ce

- Eeee ... sorry, ale ja nie mam pojęcia - mina małego Bubu potwierdzała jego słowa. - Yogi, może ty wiesz? Jesteś wyższy i masz chyba lepszy ogląd sytuacji - misio spojrzał z uwagą na swojego starszego kuzyna.

- Ale, że niby skąd ja mam wiedzieć? - Yogi aż łapy podniósł w obronnym geście. - Nie jestem jakimś meteorologiem, aby posiadać taką wiedzę. Ale to prawda, dobrze by było znowu je ujrzeć. Te, szkapa ... haha ... może ty masz jakieś informacje na ten temat?

- Tylko, nie szkapa - skrzywił się zapytany. - Jak będziesz się przezywał, to przestanę się z tobą kolegować. Niestety - zwrócił się teraz do Pana Tygrysa - nie wiem, gdzie jest słońce. Te chmury wszystko zasłaniają. Płyną tak po niebie i końca ich nie widać. Kurczę, mam nadzieję, że chociaż nie będzie padać. 

- Cóż, warto było jednak zapytać. Trudno. Idę w takim razie dalej. Może uda mi się je odnaleźć. Albo kogoś, kto wie, gdzie go szukać. Do zobaczenia!

- Trzymaj się. Mam nadzieję, że dasz radę poradzić sobie z tym zadaniem. Dobrze byłoby znowu je mieć nad głową - Bubu pomachał na pożegnanie Panu Tygrysowi, łapką.

Ten odszedł powolnym krokiem w głąb parku, zostawiając za sobą sylwetki znajomych. Kroczył niespiesznie przed siebie, a różne myśli kłębiły mu się w głowie. Tak się na nich skupił, że nie zauważył, jak dotarł na skraj małego lasku. Wzdłuż jego granicy wiodła wąska dróżka. Postanowił nią pójść, słuchając szumu wysokich drzew.

- Co jest, Doktorku? Jakiś taki markotny dzisiaj jesteś - usłyszał nieoczekiwanie zza jednej z sosen. Po chwili wyłonił się w całej okazałości kolejny jego kumpel.

autor: eF.Ce

- O! Hej, Bugs. Sorry, zamyśliłem się ... Szukam słońca. Może ty wiesz, gdzie ono się chowa? - Pan Tygrys z uwagą spojrzał na stojącą przed nim postać.

- Niestety chyba nie pomogę. Mogę cię jednak poczęstować marchewką. Chcesz?

- Ha-ha ... bardzo śmieszne. Czy ty widziałeś kiedyś tygrysa wcinającego marchewkę? No, proszę ... - Pan Tygrys spojrzał lekko rozbawiony, po czym pokręcił głową.

- Cóż ... zawsze możesz zacząć. Warzywa są zdrowe. Ale spoko. Nawet lepiej. Ha-ha. Będzie więcej dla mnie - roześmiał się Bugs i po chwili już było słychać odgłos chrupania. 

- Masz rację. Mogę, a marchewki są zdrowe. Nie mam jednak na nie ochoty teraz. Muszę odnaleźć słońce - odrzekł Pan Tygrys, po czym się pożegnał i ruszył dróżką dalej. 

- Powodzenia! - usłyszał jeszcze za swoimi plecami.

"Przyda się. Trochę szczęścia by mi się przydało" - pomyślał, nagle lekko zasmucony. Tak bardzo tęsknił. Poczuł się nagle strasznie osamotniony. Wąsy smętnie mu zwisały, a krok stracił swoją sprężystość. Nagle do jego uszu dobiegł jakiś dźwięk. Zatrzymał się i wytężył słuch. Odgłos go w jakiś magiczny sposób przyzywał. Coś obiecywał. Co? Tego jeszcze nie wiedział. Poczuł jednak w sercu nową nadzieję. Odzyskał trochę energii i chęci do działania. Wydłużył krok, chcąc jak najszybciej dotrzeć tam, skąd dochodził ten czarodziejski szept. Z każdą sekundą i pokonywanym metrem, ten głos przybierał na sile. Brzmiał coraz wyraźniej. Wkrótce Pan Tygrys dotarł do celu swojej wędrówki. Przed nim rozpościerał się iście cudowny widok. Bezkres ciemnej niebieskości, przetykanej delikatnymi szarościami i zieleniami oraz puszystą pianką bieli. Zapatrzył się. Otulił go znajomy szept morskich fal. Poczuł się znacznie lepiej. Wiatr psotnie krążył wokół niego, szumiąc w uszach. Nagle poczuł coś jeszcze. Ruch. Zapach. Dotyk. Odwrócił się szybko i szeroko, radośnie uśmiechnął.

- Jesteś! Wreszcie cię znalazłem, moje kochane słońce - rozpostarł szeroko ramiona. 

- Szukałeś mnie? Dlaczego w takim razie tyle trzeba było na ciebie czekać? Dobrze wiesz, że uwielbiam spędzać czas nad morzem. Trzeba było od razu przyjść tutaj ... mój, kochany - usłyszał jeszcze, po czym wpadł w objęcia swojej przyjaciółki. 

autor: eF.Ce





środa, 23 grudnia 2020

... a po zmroku ...

Co mi tam - jawnie to napiszę: z autentycznym podziwem oglądam wybrane zdjęcia, jednego z moich Przyjaciół. Zaskakują mnie, niekiedy takim … hmmm … „artystycznym pazurkiem”. Ja nie odkryłam w sobie takiego talentu, choć na serio! => staram się, aby moje zdjęcia … były przynajmniej ostre … hahaha.

Nie wiem, co mnie podkusiło wczoraj, aby przesłać Mu jedną ze zrobionych fotografii. Nie wyraził ani swojego zachwytu, ani dezaprobaty. W odpowiedzi natomiast otrzymałam … pewną „przeróbkę” mojego oryginału. Obraz był inny. Jakiś taki … bardziej chyba mroczny, a jednocześnie ... na swój sposób wciągający. 

Chyba właśnie już wtedy, przyszła mi ta myśl do głowy => aby stał się ilustracją do jakiejś historii, opowieści. A przynajmniej jakiegoś jej ... hahaha ... choćby fragmentu ?? Wszak po zmroku ...
... najchętniej się słucha takowych ... 😎


foto: P-G

                          🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅🔅 🔅 🔅 🔅 🔅 🔅


Tak bardzo potrzebowała tej … ‘Bliskości’. Tego zwykłego Ciepła – drugiego, ludzkiego ciała. To miasto wydawało się jednak, takie strasznie… oziębłe. Tłumy ludzi na ulicach, a jednak … to wwiercające się w uszy – jak silny wiatr nad morzem – uczucie, osamotnienia i może pustki. 

Nie chciała tu przyjeżdżać. Zmusiło ją jednak do tego … tzw. „życie”. Tak bardzo pragnęła studiować ten kierunek. Zagłębić się w tajniki. Odkrywać, poznawać, doświadczać tego, co poruszało struny jej wewnętrznego ‘ja’. Żadne chyba inne miasto w Polsce nie oferowało lepszych warunków. Nie do końca wierzyła, że … znajdzie się na liście przyjętych. Rywalizacja był dość ‘ostra’. Miejsc na roku było naprawdę niewiele. 

Najbliżsi nie rozumieli jej zainteresowań. Starali się jednak ją wspierać. Na tyle, ile potrafili. Wiadomość o przyjęciu na listę studentów tej szanowanej Uczelni, zelektryzowała jednak w jakimś stopniu całą najbliższą rodzinę. Może dlatego właśnie decyzja o wyborze nie była tak do końca jej. Tak, chciała tu zgłębiać wiedzę, ale … bała się, że stawia sobie nierealne cele. Mogła przyjąć propozycję z mniej znanej uczelni, a wciąż dającej dyplom – mile widziany przez pracodawców. Teraz już chyba sama nie była pewna, co ostatecznie zadecydowało, aby dokonać takiego właśnie wyboru. Wysoko plasowała się teza o ambicjach … gonił ją ‘doping’ rodziny, który wzbudzał u niej osobną chęć sprostania wyzwaniu. Myśl, że mogłaby się chcieć przeprowadzić z … Jego powodu … tkwiła milcząco, uwięziona w jej głowie. 

Nie miała odwagi tego głośno przyznać. Nawet ze sobą samą unikała wszelkich rozmów na ten temat. Czy mogła to logicznie wytłumaczyć? Raczej nie. Jak można bowiem wyjaśnić, że … przy nim ... nagle stawała się kimś innym, ale wciąż sobą. Oczarował ją - jej serce dostawało … hahaha … przysłowiowego „małpiego rozumu”. Nie potrafiła nad tym zapanować. Może nawet nie zależało jej na tym. On miał To! - w sobie - Coś, czego ona ... tak bardzo potrzebowała do życia. Energię. Radość. Fantazję.

… i te jego dłonie i usta … - lekki dreszcz przeszył jej ciało, na wspomnienie spędzonych z nim godzin. Lekko zawstydzona uciekła wzrokiem, chwytając w biegu … jakiś obraz. Chyba do niej pasował. Ona też miała - taką lekko „mroczną naturę” ...

Zawiadiacki uśmiech zatańczył na jej wargach. 

- AaaaUUUUUuuuuu – wydała z siebie niezbyt głośne brzmienia i … roześmiała się wesoło. Ważne było to, co teraz. A obecnie … czuła się bardzo szczęśliwa.

* * * 

To poczucie Szczęścia utrzymało się dłużej, niż sądziła. Poranek co prawda niespecjalnie zachęcał do tego, aby opuścić przyjazne objęcia pościeli - obie stworzyły wspólnie, cieplutkie "gniazdko". Zegar jednak uparcie przypominał, że to jeszcze nie dziś - może za dwa dni, dłużej poleży w łóżku. Może właśnie z nim, a nie ... mając za towarzyszki zaledwie poduszkę i kołdrę. Niechętnie wysunęła się z łóżka i niespiesznym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Myślami była oczywiście zupełnie gdzie indziej. Śniła na jawie - to wczorajsze spotkanie mieszało się z sennymi wizjami. Zapewne to właśnie sprawiło, że "zabalowała" pod prysznicem dużo dłużej, niż zwykle. Strużki ciepłej wody spływały po jej włosach, na których rozsiadła się piana szamponu. Biegły z dzikim uporem w dół, czasem może tylko, zmieniając kierunek i dostosowując się do wypukłości i zagłębień jej ciała. Lubiła to uczucie lekkich łaskotek. Potrzebowała też rozgrzać się, aby stawić czoło kolejnemu zapewne dniu osnutym mgłami i chmurami.

Wychodząc z łazienki spostrzegła, że ... niepotrzebnie zostawiła włączone światło. Skarciła się w duchu za takie nie-ekologiczne zachowanie. Nie było jej chyba przecież z pół godziny w pokoju. Doprowadzenie do ładu umytych włosów, które poskręcały się od wilgoci w sprężynki, trochę jednak trwało. Doliczając do tego czas spędzony na słuchaniu szeptów jednego z żywiołów - pod słuchawką prysznica ... tak, mogła spędzić na toalecie dużo więcej minut, niż sądziła. Wyciągnęła rękę, aby nacisnąć kontakt. Zatrzymała ją nagle, gdyż ... 


... już to wiedziała - to Słońce przekomarzało się z nią. Znowu. Teraz niby skryło się za chmurami, niczym kiedyś - dama za swym wachlarzem. Była jednak pewna, że sytuacja za chwilę się zmieni ... Oboje przecież, tak za sobą tęsknili ...


niedziela, 20 grudnia 2020

Warszawskie obrazy ...

Ostatnio, jeden z poznanych Przyjaciół spoza Warszawy zapytał, jak do mnie zwracano się, gdy byłam mała. Odpowiedziałam machinalnie trochę, że ... nie pamiętam. Bo! W tamtym momencie tak właśnie było. Dopiero po jakimś czasie napłynęły do mnie obrazy z dawnych lat. Wspomnienia, do których w zasadzie już nie wracam. Może tylko wtedy, gdy - całkowicie przypadkowo ... hahaha ... spotkam się z Ludźmi, którzy byli kiedyś częścią mojego świata. 

"Dawna ja ... dawna Warszawa" - jakoś mimowolnie nadpłynęły takie skojarzenia. Kocham swoje miasto, choć ... niekiedy mnie irytuje. Swoją za głośną Muzyką tworzoną przez miejską cywilizację. Tłumem, w którym czasem człowiek czuje się taki samotny. Osobiście rzadko mam poczucie osamotnienia. Towarzyszą mi zazwyczaj różne myśli, pomysły, analizy rozmów z Przyjaciółmi lub Znajomymi. Czasem noszę Ich w sercu i mam wrażenie, jakby stali obok mnie. Przyzwyczaiłam się chyba za bardzo do "pracy zdalnej". Aura za oknem - od chyba pięciu dni (najmarniej ... ech!) w stolicy słońca zupełnie nie widać, tylko osowiałe mgły rozsiadły się na budynkach i drzewach. Może tym ostatnim to tak bardzo nie przeszkadza. Lekko zaborcza Pani Jesień pozabierała im liście ... stoją teraz takie smutne i nagie przy ulicach lub parkach. Taka zatem mgła, to jak lekka i zwiewna sukienka, która okrywa ich ciemne ciało pnia oraz wyciągnięte w górę gałęzie, niczym ramiona, może dłonie. Zatem tak ... pogoda za oknem wcale nie nastraja mnie do tego, aby wyjść z domu. Jakby tego było mało, dzień się jakoś dziwnie skurczył i już od około 15.30 powoli zapada grudniowy mrok. Pani Zima zaraz zapuka do drzwi. Ciekawe, czy przyniesie ze sobą puchate i zimne drobinki wody. Czy będzie miała fantazję i wymaluje na szybach okien swoje autorskie obrazy ... Tęsknię trochę za tą porą z czasów dzieciństwa. Za Warszawą, w której tyle się zdarzyło. Miejscem, które ma swoją Muzykę - nawet jeśli właśnie czasem bywa zbyt męcząca. Miasto w okresie letnim rozbrzmiewa też zupełnie innymi dźwiękami. Trzeba je jednak odnaleźć. Wiedzieć, gdzie ich szukać. 

"Jak mają to zrobić Ci, którzy tu nie mieszkają?" - pomyślałam sobie w sobotni poranek. Taka refleksja jakoś mnie nagle poderwała na nogi. Miałam dzień wolny od pracy. Za oknem mimo szarości mgieł i chmur było ... widno. Wreszcie! 😁 Plan w mojej głowie dojrzewał wraz z upływem kolejnych godzin. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ... galaktyka LI. Znowu mnie w siebie wchłonęła ? 😎 Chwyciła mocno za rękę i pociągnęła w głębię swojej krainy. Skusiła ... Dobrym Towarzystwem oraz ciekawymi pogawędkami. Zanim się obejrzałam, zapadł mrok, a jeden z zegarów wskazywał dobitnie, że ... "pokpiłam sprawę". Może gdyby nie ta jego delikatna nuta "politowania", wzruszyłabym ramionami i bym ... odpuściła. Biała tarcza z uniesionymi brwiami wskazówek wciąż prowokowała. Nie zastanawiałam się długo. Czasem tak właśnie działam: "na Spontanie" ... to jak jazda z górki bez trzymanki ... tak, że aż zapiera dech ... a jednocześnie jest dokładnie tym, o czym wspomina czasem na LinkedIN'ie pewien zabawny w sumie 😁 { myślę o poczuciu humoru } Gość o imieniu MACIEJ

Tak: jako Dziecko to czułam ... żyłam właśnie w myśl tej zasady #ĆpajŻycie. Znowu zapragnęłam tak się właśnie poczuć. Szybkim ruchem zagarnęłam więc komórkę, bilet miesięczny (dobrze, że jeszcze jest ważny ... hahaha), rękawiczki (bo przecież ciągle mam zziębnięte ręce) i .. tak, oczywiście. Nieodłączny obecnie .. "modny gadżet", czyli = maseczkę.

Moją podróż postanowiłam zachować na zdjęciach. Może chciałam się znowu pobawić w ... Podróżnika? "Powsinoga" - tak czasem na mnie mówiono, gdy byłam mała. Przypomniałam to sobie. Coś mnie kusiło, aby nie siedzieć w miejscu. Choć podobno należałam do raczej tych "grzecznych dzieci" ... może dlatego, że zawsze miałam swoje światy. Te z czytanych książek. Te stworzone w wyobraźni ...

Te fotki w zasadzie będą ukazane przeze mnie w odpowiedniej kolejności (poza tym pierwszym, ale .. jakoś mi się tak spodobało, że postanowiłam uświetnić nim ten wpis. Nie wszystkie obrazy udało mi się zachować. Brak ostrości .. hahaha ... tak, to chyba moje ... "Waterloo" .. Cóż, może jeszcze się podszkolę. A może zwyczajnie zrzucę to na karb faktu, że nie założyłam jednak tych rękawiczek. Siedziały sobie bezpiecznie w mojej kieszeni. Czasem tylko poszturchiwane dłońmi, gdy chowałam telefon lub chusteczki. No, nie było może tak zimno, ale ... cóż! Może skupmy się jednak na opowieści.


Tak, jak wspomniałam ... moja podróż zaczęła się od innego obrazu. Jakiego? Hmm! Otóż i on! => jestem Wielbicielką II Linii ... 

Szczęśliwie dla mnie - co widać od razu - nie miałam zbyt długo czekać na swój pierwszy w zasadzie środek transportu. Wkrótce już siedziałam wygodnie w raczej pustym pociągu - te nowsze składy przypominają w zasadzie taką gąsienicę ... nie mają oddzielnych wagonów. Na zakrętach widać niemal przód - szczególnie teraz, gdy mieszkańcy ograniczają wyjście z domu. Wypełniała mnie tym razem jakaś dziwna Euforia ... jakbym znowu ruszała w jakąś podróż. Zastanawiałam się, czy przypadkiem się nie zgubię - jak zwykle zresztą. Przekonywałam jednak samą siebie, że to niemożliwe. To moje miasto i choć tak bardzo się zmieniło na przestrzeni mojego życia, to ... znajdę drogę do domu .. hahaha 

Pozbyłam się wątpliwości. Może to te kolory mnie pozytywnie nastroiły?


Bardzo rzadko zdarza mi się gościć na tej stacji. Mam zwykle przesiadkę na innej. Nie zmienia to jednak faktu, że lubię ten przystanek. Kojarzy mi się z Uniwerkiem Warszawskim, na którym chciałam kiedyś studiować. Schody ruchome poniosły mnie w górę, ku ulicy tętniącej życiem. Nawet wybrałam dobre wyjście. Wyszłam bowiem prawie na samo skrzyżowanie znanych ulic: Świętokrzyskiej, Nowego Światu i ... jeszcze chyba paru, bo ... tam zbiegają się faktycznie różne drogi. Ta druga może być Osobom spoza Wawy znana. Taki miejski 'deptak' ... ruch pojazdów ogranicza się w zasadzie do autobusów i taksówek. Pełno tu różnych knajpek, restauracji, sklepów itp. Ulica, która chyba o każdej porze dnia i nocy żyje!!! i to jak! "na Maxa". Słychać tu muzykę nie tylko pochodzącą od aut, gwaru ludzkich rozmów, ale też brzmią tam prawdziwe dźwięki.



Zatrzymałam się na przystanku i wyglądałam pasującego mi autobusu. Na szczęście prawie każdy mogłam wybrać. Wystarczyło, aby jechał prosto - żeby tylko nie skręcał za Nowym Światem w Aleje Jerozolimskie. Dokąd zmierzałam? Poczekajcie jeszcze chwilę. Wkrótce wiele się wyjaśni ...

Pojazd, w który wskoczyłam z energią - a może, by się lekko rozgrzać ... przyjechał po kilku minutach. Czekało mnie sporo przystanków, więc miałam czas, aby przywrócić swoim dłoniom odpowiednią temperaturę - szkoda byłoby przecież, upuścić z nich komórkę 😉 Nawet jeśli nie wytrzymuje za długo w moim towarzystwie .. hahaha.

Nie patrzyłam na godzinę - w końcu nigdzie mi się nie spieszyło - może podróż autobusem zajęła mi 10 minut. Cel wkrótce ukazał się moim oczom. Niedługo miałam przekroczyć bramę do innego świata. 


Pierwsza część drogi okazała się ... ughhh .. no, trochę jednak mroczna. Otoczyła mnie Ciemność. Rzadko ustawione lampy nie potrafiły przebić się przez nią. Droga prowadziła lekko w dół. Nogi więc niemal same mnie niosły. Może dobrze się złożyło, bo dzięki temu powoli wyłoniłam się z objęć czerni. Nie pytajcie mnie proszę, co to za budynek. Takich budowli jest tutaj bardzo wiele. Są pewną historią, atrakcją czasem.


Niedługo później zaczęłam słyszeć szept ludzkich kroków i dziecięce nawoływania. Coraz więcej świateł pojawiało się wokoło. Różnych, także tych specjalnie ustawionych na Święta.


Może innym razem wybiorę się tą drogą. Z pewnością miło się nią spaceruje - zarówno samemu, jak i w towarzystwie. Ja jednakowoż 😎 kierowałam się gdzie indziej. Z lekkim żalem pozostawiłam za sobą te świetliste postacie. Minęłam kolejną bramę ogrodzenia, na którym można ujrzeć stare zdjęcia.


Jeśli ktoś stanie w tym miejscu, co ja ... zorientuje się szybko, że znalazł się między dwoma światami. Oddziela je od siebie dość szeroka ulica, którą często podążają biegacze lub spacerowicze (mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję uczestniczyć ... podoba mi się ta Idea Dobroczynnego SPACERU - { sprawdź-cie } Przekroczyłam kolejną bramę i pomaszerowałam raźnym krokiem przed siebie. Poszukiwałam Muzy miasta i miałam nadzieję, że uchwycę jeszcze choć trochę z jej nut lub kolorów.


Zapytacie może: "Gdzie te kolory? Zdjęcia są okryte odcieniami szarości i czerni ..." - może tak jest. Nie wszędzie jednak.




Dotarłam do kolejnego skrzyżowania i ... wtedy zrozumiałam. Zgubiłam drogę. Znalazłam się zupełnie nie tam, gdzie chciałam. Byłam lekko zła na siebie. To nie tak miało się zakończyć. Zacisnęłam zmarznięte ręce w kieszeniach, zapominając zupełnie, że mogłabym skorzystać z pomocy rękawiczek. Potem wzięłam głęboki wdech i podjęłam decyzję. Zrobię przerwę. Mogę przecież znowu wrócić na ten swój "warszawski szlak" .. wybrać inne możliwości ... skorzystać ze wskazówek. Dodałam sobie tym otuchy i przyspieszyłam kroku. Niestety o tej porze i w tej lokalizacji nie ma dla mnie zbyt wiele dobrych opcji komunikacyjnych. Trzeba było kombinować 😎i liczyć się z przesiadkami. Najważniejsze było jednak to, aby nie stracić więcej ciepła. Domyślacie się pewnie, z jaką ulgą wsiadłam w pierwszy pojazd, który podjechał. Kierowca nieźle 'napalił' chyba, bo już po chwili miałam wrażenie, jakbym lekko odtajała. Rozejrzałam się po wnętrzu i ... no, uśmiechnęłam się szeroko ...


Spojrzałam przez szybę. Lekko rozmazane, a zarazem ... odbite obrazy zewnętrznego i wewnętrznego świata zazębiły się o siebie. Sięgnęłam znowu po telefon. To zdjęcie - w oryginale wyglądało ... "niemrawo". To tutaj jest efektem zabawy mojego Przyjaciela. Podoba mi się ta żywiołowość barw. 



Po chwili miałam się przekonać, że ... to ostatnie moje zdjęcie z tej sobotniej podróży. Komórka całkiem zdechła, a ja ... oczywiście znowu się trochę zgubiłam, potem jakoś odnalazłam i ostatecznie wylądowałam bezpiecznie w domu. Zachwycona swoją podróżą. Zakochana od nowa ... w moim mieście. O, tak! To nie będzie moje ostatnie słowo ... 😆

... a może TY, Drogi Czytelniku nabierzesz ochoty, aby pokazać mi swoje okolice? 
{ jak będą fajne = interesujące fotki, nawet jeśli niezbyt ostre, jak u mnie to - ooO ...  z przyjemnością wielką udostępnię tutaj trochę przestrzeni ... chyba spodobała mi się idea, którą można byłoby określić jako:

#wpisGOŚCINNY ??? - Dlaczego by nie ???
... zgłoszenia proszę  kierować za pomocą komentarza - forma kontaktu, miasto, motywacja 😉

wtorek, 15 grudnia 2020

... to, co teraz ???

Tak ...To się dzieje ... #TuiTeraz jest tak bardzo Prawdziwe ... otaczają mnie słowa, kołyszą dźwięki, obrazy "wywołują do odpowiedzi" Emocje ... myśli tańczą w takt tej dziwnej Muzyki, którą tworzą wszystkie razem. Serce przyspiesza, a moje palce - niczym na klawiszach Eleganckiego Fortepianu, który wciąż mi się śni - układają się na klawiaturze laptopa, by ... dotykać je z uczuciem, próbując odwzorować - jak przez kalkę - To! Co? Teraz ...

******************

... w Podziękowaniu za ...

...

noś mnie w sercu
zawsze blisko
niczym
jeden mały grosz
- podobno -
przynosi Szczęście ...

... nie sprawdziłam tego
choć dopatruję się znaków
- jak małe dziecko się śmieję -
wierząc, że Magia istnieje i jej
właśnie teraz i tutaj doświadczam

chcę słuchać słów
miękko opatulają
dźwięki
jak ciepły szalik
- robiony z Miłością -
na drutach przez Babcię

... jestem sopelkiem lodu
powoli topię się pod wzrokiem
zimowego, doświadczonego słońca
mruczę swoją mantrę: istnieje nie tylko
Magia ... Czego teraz i tutaj doświadczam?!


*****❤❤❤❤❤❤❤*****

Towarzyszyła mi taka oto MUZA  

środa, 2 grudnia 2020

Podejmę ... ten zwierzęcy wątek i ...

 ... i najpierw napiszę szczerze, że nie konsultowałam tych moich poczynań z nikim. Jasno jednak przedstawię sprawę: to moja przestrzeń, moja { już teraz tak } książka, moje zdjęcie, mój pomysł wreszcie. Myślę, że jak będziecie chcieli = Wy, jako Czytelnicy { tak się często mówi } poznać bliżej zamysł, jeszcze go pochwalicie 😁

💢💢💢💢💢

Wspomniałam niedawno w Galaktyce LI.in, że ponownie rozważam ideę wydania zbioru opowiadań, ale nie tylko z moimi utworami, rozsianymi po internecie. Drzemie we mnie - chyba za sprawą MONIKI  - jakaś potrzeba uporządkowania pewnych tematów. Moje teksty (wiersze lub opowiadania, czy też może i rozdziały potencjalnych książek) drzemią sobie na półkach wpisów z poprzedniego bloga. Korzystałam z niego w końcu przynajmniej z rok i ... no, nie byłam "niedzielnym autorem". Chciałabym więc, przywrócić im - bądź może raczej - podarować nowe życie { jestem Fanką teorii o Reinkarnacji 😁} 

Mam upatrzone Osoby, które chciałabym pozyskać do Współpracy. Niewykluczone, że domyślają się tego i nie muszę nikogo "oficjalnie wywoływać do tablicy" - jak bywało w szkole, niekiedy. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie-eee wspomniała ... o czymś, co mnie poruszyło. Ktoś by powiedział: "splątały się nitki", a inny może określiłby to w taki sposób: "przypadki chodzą po ludziach ..." Każde tu trochę pasuje. 

... ja myślę, że to MAGIA, to zgranie = fragment tekstu ze zdjęcia = idealnie pasuje mi na potencjalny/możliwy "ciąg dalszy" wpisu, który był ostatnim - takie moje opowiadanko LISTOPAD-owe  



Panie i Panowie,
poniżej wycinek z tekstu książki (choć jej Autor twierdzi, że to takie dłuższe opowiadanie), którą otrzymałam niedawno, na dodatek z imienną dedykacją.

Metryczka
Autor: Krzysztof SOFULAK
Tytuł: "Kotka w KORPO"
Redakcja: Prof. Izabella Bukraba-Rylska
Korekta: Maciej Stasiowski
Skład i łamanie: Paweł Kamiński
@Copyright by Krzysztof Sofulak
Druk i oprawa: Drukarnia Cyfrowa OSDW Azymut sp. z o.o.; Łódź
#rozpisaniPL

💥💥💥💥💥

Napięcie zatem rośnie ... Przypomnijmy sobie jednak, jak brzmiały końcowe zdania tegoż wspomnianego wpisu ...

"(...) Przeszedł go dreszcz na myśl, jak będzie zaskoczona jego widokiem. Garderoby bowiem ubywało w całkiem niezłym tempie. Ona od dawna takowej na sobie nie miała. Wyobraził ją sobie, jak odsuwa raptownie zasłonkę. Zaróżowione od pocałunków gorącej wody ciało, pokrywałyby kropelki. Chętnie przejechałby językiem po jej skórze. Poczuł suchość w ustach. Zachciało mu się pić. Nie mógł jednak teraz się wymknąć. Całe SHOW trafiłby szlag. A on jej właśnie dziś zapragnął. Nie tamtej, o której niby to mimochodem wspomniała. Liczyła się tak naprawdę teraz ona. Znał ją tak dobrze. Ciało, niczym na jakieś hasło naprężyło się. Dźwięk spadających ze słuchawki drobinek cieczy umilkł. Czekał. Na sobie miał tylko ... w zasadzie nie miał już nic. Plastik zaszeleścił. Czas się zatrzymał ... "

& & & & & 

"Kotka w KORPO" - autor: Krzysztof Sofulak

#wpisINSPIROWANY


poniedziałek, 30 listopada 2020

Andrzej(K)-owe opowiadanie

Tak, teraz to zrozumiał. Od początku traktowała go wyłącznie jak ... "Kurczę! jak mogłem się tego nie domyślić?! To ja bywam Łowcą!" - zazgrzytał mimowolnie zębami, choć od dawna tego już nie robił. Teraz jednak chyba coś poruszyło na tyle jego E.g.O, że nagle wrócił do tego dziwnego nawyku. Nie przynosił przecież żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie. - "Tak, stary ... dałeś się podejść. Byłeś dla niej tylko kolejną 'zdobyczą' do kolekcji. Miało jednak swoje dobre strony" - uśmiechnął się nagle do wybranych wspomnień. 


Musiał przyznać przed samym sobą, że była jak ta znana mu "Kotka ..." - zawsze spadała na cztery łapy. Miękko, subtelnie, z jakąś niezwykłą gracją. Podejrzewał nawet, że gdyby przybrała taką postać zwierzęcą, miałaby nie siedem żyć, ale ... nieskończoność. Pozornie niewinne źrenice kodowały więcej, niż można byłoby się spodziewać. Jednocześnie hipnotyzowały. Były jak ktoś w randze dyrygenta, który ruchami dłoni panuje nad dźwiękami poszczególnych instrumentów = emocji. 

Zbyt wiele drzemało w niej energii. Za dużo, jak na jego wytrzymałość. Nie nadążał. Miał już swoje lata, a granica słynnej serialowej 40-tki dawno minęła na kolejnych zakrętach życia. Czasem nie mógł uwierzyć, że niektórzy - w sumie to całkiem jednak słusznie - mawiali o nim per "starszy pan". Owszem, odstawał już wiekiem od tego siebie, który nadal drzemał w nim - gdzieś głęboko. Tylko jednak z wyglądu. Czy ta cielesna powłoka była tak istotna, aby przysłaniać wnętrze? Wierzył uparcie, że są osoby podobne jemu. Takie, dla których zmysł wzroku jest może nawet lekko "przymglony", a bardziej wyostrzony jest zmysł słuchu. Ta umiejętność odczytywania z liter zaszyfrowanych wiadomości, intrygowała go. Podobnie, jak świat takich swoistych "grypsów", które rozumie tylko wybrana grupa osób, a może tylko dwie. Potrzebował takich intelektualnych zagadek. Pozwalały zachować świeżość umysłu. Poza tym ... sprawiały mu wyjątkową przyjemność. Bawiły. Wprawiały w dobry nastrój, niczym endorfiny. 

Roześmiał się nieoczekiwanie i spojrzał raz jeszcze na publikację. Zaczął zastanawiać się, czy ... gdyby wiedział to, co teraz to ... chciałby to wykorzystać? Czuł przecież od początku, że ta znajomość będzie tylko jednym z "epizodów" w jego życiu. W jej także. Wyjaśnili sobie to na samym początku. Był nawet nieco zdziwiony, że tak szczerze stawia sprawę. Pasowało mu to jednak. Było jakąś miłą odmianą. Taką latarenką, która daje łagodny blask, witając się z Wieczorem, Mrokiem i Nocą. Rozmowy z nią odprężały go, choć niekiedy trochę musiał się nagłowić, aby zrozumieć, co miała na myśli. Otaczały go zupełnie inne kobiety. Nie lepsze i nie gorsze. Po prostu, odmienne od niej. Może to właśnie obudziło w nim jakąś skrytą potrzebę, aby ... no, "wyjść na łowy". Czy może raczej sprawdzić się znowu w roli przysłowiowego "samca Alfa". Nie spodziewał się jednak, że sprawy przyjmą taki obrót. To wszak on okazał się zwierzyną ...


Z trudem oderwała wzrok od monitora. Słowa uparcie trwały na dotychczasowych pozycjach - tak, jak je ujrzała po raz pierwszy. Lekko zadrżała na myśl o tym, że ... będzie to musiała "jakoś odkręcić". Czyżby zawiodła ją umiejętność komunikowania się z drugim człowiekiem? Mężczyzną na dodatek. Obawiała się, że opatrznie zrozumiał jej zachowanie. Gdzie popełniła błąd? Gdzie znajdował się ten projektowy "punkt krytyczny", którego nie zauważyła, ominęła ... a który okazał się dość istotny? Zamyśliła się i poddała dźwiękom, wydobywającym się z laptopa. Koiły, tuliły, pieściły delikatnie i z wyczuciem. Tego potrzebowała. Relaksu. Komfortu. Instrumenty pięknie współpracowały ze sobą, choć nie wszystkie potrafiła nazwać po imieniu. Niektóre znała bardzo dobrze. Była ich fanką. Jak choćby ... fortepian, elegancki w tych swoich bielach i czerniach. Dystyngowany i szykowny. 

- Co teraz? Jak wybrniesz z tej opresji, moja droga "Bohaterko dnia"? Hmm?! - wymruczała do stojącej na parapecie figurki. Ta jednak pozostała tym razem niema. Jak w baśniach, gdy czar trwa. - Oj, tam ... coś się wymyśli. Mamy przecież ten domek po dziadku z fajnym terenem wokół. Możemy na te kilka dni przenieść się właśnie tam. Pogoda co prawda nie będzie pewnie zbyt łaskawa, ale ... kominek tam chyba działa. A i męskich ramion do rąbania drzewa też nie powinno zabraknąć. Olafowi to w sumie dobrze zrobi. Będzie mógł na nowo się przede mną wykazać ... ha, ha ... zapolować na mnie w nowym otoczeniu. Ciekawe, czy odważy się testować swój urok "samca alfa" na innych kobietach. Czy przeszkadzałoby mi to, czy potraktowałabym taką sytuację, wyłącznie jako przedmiot kolejnych badań? - spojrzała ponownie na glinianą postać. Minę miała zdumioną, jakby zupełnie nie zrozumiała przekazu. Skrzywiła się lekko. Zatem nie mogła liczyć na jej pomoc. Wzruszyła ramionami i pobiegła spojrzeniem w stronę ekranu. Delikatny dreszczyk dawno zapomnianych emocji, wywołał nowy przypływ energii. Wiedziała, że może na sobie polegać. Tylko nie była pewna reakcji obu Mężczyzn, których na razie łączyła wyłącznie jej osoba. Szczęśliwie dla niej, miała dość jasny układ z Olafem. Partnerski na tyle, na ile to możliwe między kobietą, a mężczyzną. Dwoma różniącymi się znacznie, bytami o różnej mocy. Nie wszyscy to rozumieli, ale postanowili się tym nie przejmować. Starali się żyć według własnych, wspólnie wytyczonych zasad, reguł. Dopóki oboje dobrze się w takich realiach czuli, dopóty nie trzeba było nic z tym robić. Nie zamierzała przecież, jakoś znacząco burzyć sprawdzającego się obecnie układu sił. Odpowiadał jej.


- Nad czym tak dumasz, Fretko? - głos Olafa wyrwał ją z zadumy. A może jednak zapach kawy. Obiecała wewnętrznemu "Dziecku = ja", że zrobi sobie prezent ... coś w stylu mikołajkowego podarunku "dla Siebie od Siebie". Zapragnęła zamówić jakiś produkt lub może zestaw od ... "Kawosza-Mata-Smakosza"  

Teraz wokół niej zatańczył aromat marcepana, czy może pistacji ...

- Mmhhmmm - zamruczała w odpowiedzi, pewnie wyciągając dłoń po swój ulubiony kubek. Olaf był wspaniałym Partnerem Życiowym. To oznaczało w jej odczuciu, że potrafił niekiedy "stanąć na wyżynach" i trochę ją po-rozpieszczać. Choćby w taki właśnie sposób. Niby mały gest - zaparzenie kawy, wybranie tego konkretnego kubka, wypełnienie go ciepłym i cudownie pachnącym zapachem tajemniczej mieszanki. Być może recepturę znał tylko on, czyli wspomniany Kawosz-Mat-Smakosz, ale finał należał do "Faceta jej życia". Przynajmniej tego istnienia, w które wcieliła się dobrych kilka lat temu. Przyzwyczaiła się i chyba nabrała już dystansu do siebie ( dała sobie przestrzeń na pomyłki i wady ), jak i tych, z których zdaniem się liczyła. Wystarczało to jej. Nie chciała "być dla mas". Nie miała genu gwiazdy, która wciąż musi błyszczeć. Owszem, czasem zalśnić gdzieś - tak. Ale potem przelecieć z iskrami przez czerń nieba - najlepiej. Ceniła sobie jednak też prywatny czas. Taki tylko dla niej samej, gdy mogła pobyć ze swoimi myślami. W spokoju, może przy dźwiękach instrumentów, po-rozplątywać wątki jakiegoś motka, czy kłębka.

Olaf stworzył sobie podobny świat. Miał własne grono znajomych, męskich kumpli oraz ... wiedziała o tym dobrze - kilka Przyjaciółek, z którymi raz na jakiś czas pozwalał sobie na erotyczne igraszki. Mógł. Ona też mogła podobnie sobie poczynać i niekiedy korzystała z tego przywileju. 

"Czy to jednak jest ten czas? Co będzie, jeśli nieoczekiwanie zatracę się? Gerarda przecież nie znam" - upiła łyk czarnego, aromatycznego napoju, uważając aby nie rozlać ani kropli. Szkoda by było. 

- Dobra, no to opowiadaj, zamiast tak teatralnie wzdychać - mężczyzna nagle zawrócił z obranej uprzednio drogi, która miała go zaprowadzić do gabinetu. Usiadł delikatnie obok niej, odstawiając wcześniej swoją szklankę. On wolał takie naczynia. Miały w sobie coś, co go urzekało. Pozwalały delektować się z różnych perspektyw kolorami. Także tymi, nieznacznie - ze względu na lekką nieprzezroczystość szkła - stworzonymi przez siebie. Smukła szklanka z kształtnym uszkiem, dostojnie zasiadła na spodeczku, czekając na rozwój sytuacji. Powietrze lekko zadrgało emocjami.

- Nie wiem od czego zacząć, więc sobie tak .... - cichutko miało być - wzdycham, boooo ... - przeciągnęła sylabę, nie wiedząc, jak skończyć rozpoczęte zdanie. - Pamiętasz, jak opowiadałam ci o takim gościu z Hiszpanii? - odwróciła się do niego nieznacznie, trzymając w obu dłoniach kubek. Właśnie odebrałam wiadomość. Napisał mi, że zjawi się w naszym kraju i to na dodatek niedaleko naszego miejsca zamieszkania. Głowię się właśnie nad rozwiązaniem kwestii, jak go ugościć. Może liczy na naszą opiekę, czy nawet jakiś nocleg. U nas odpada, bo ... to jednak nasza prywatna i intymna w sumie powierzchnia. Rozważałam, czy aby ... nie skrzyknąć przy okazji znajomych i nie udać się do tego naszego domku. Mógłbyś sprawdzić swoje muskuły, nad którymi tak ostatnio pracujesz ... ha, ha - roześmiała się zalotnie, przytulając do jego ramienia. Wyczuła znajomy zapach wody oraz - chyba płynu do płukania tkanin. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Czuła się przy nim pewnie, choć daleka była od "zawłaszczania jego męskiego ciała" dla siebie. Zresztą nie było raczej szans, że mogłaby cokolwiek w tej kwestii zmienić. On był jak Motyl, może ewentualnie zwiewna ważka, której delikatne skrzydełka wywołują prawie niezauważalne drgania. Był Łowczym. Kotem chadzającym własnymi ścieżkami, często bardzo odległymi od tych już wydeptanych cudzymi łapami, stopami, butami. Nie mogłaby go przy sobie utrzymać. Daleki był charakterem od wiernego psa, który potulnie znosi smycz lub łańcuch. Był dla niej Odkryciem, które - jak jakiś mały skarb niemal - przechowywała w swoim sercu.

- Rozumiem, że mnie podpuszczasz. Prowokujesz. Jestem prawie pewien, że robisz to świadomie. Czyżby to twój sposób odreagowania mojej znajomości z ... 

- Proszę cię bardzo, nie kończ już zdania. Nadążam jeszcze, choć bywa, że z trudem. Może by tak przejść na jakąś dietę? - popatrzyła na niego, a on w tej samej chwili złapał w obiektywie jej spojrzenie zza szybki okularów. Zabawny był efekt tej fotograficznej zabawy.


- Koniec świata! Czyżbyś była zazdrosna? - roześmiał się wesoło, przytulając ją ostrożnie do siebie. Miała przecież wciąż w ręku kubek, przynajmniej do połowy pełny. On lubił swoje ciuchy i nie zamierzał ryzykować. Nie wiadomo było przecież, jak odbierze jego słowa. Któż by zresztą zrozumiał Kobietę. Owszem, mile widziane były wszelkie próby - oznaczały dociekliwość i wytrwałość. Miał jednak coraz częściej poczucie, że były to działania, które w przypadku niektórych pań, były ... Hmm ... z góry skazane na porażkę. Nie potrafił zbyt długo przebywać w ich towarzystwie. Z nią było inaczej. Jakby odnaleźli się w tej galaktyce, poznawszy wcześniej inne jej krainy. Byli inni od tych, którzy codziennie wypełniali ich przestrzeń. 

- Nie jestem wcale zazdrosna! Wybij to sobie z głowy! - ofukała go tak szybko, jak dotarł do niej sens wypowiedzianych słów. Wyglądała teraz, jak rozzłoszczona dzika kotka. Dobrze, że na krótko obcinała paznokcie i nie groziło mu raczej z jej strony nic w stylu zadrapań. 

- Dobrze, dobrze ... - uniósł w obronnym geście ramiona. Jedno z nich ponownie opadło miękko na jej - bark. Dłoń poszukała znajomego zarysu karku, odnajdując drogę niemal na pamięć w gęstwinie jej rudych, gęstych włosów. A może kasztanowych. - Gerard. Ciekawe imię. Na pewno hiszpańskie? - nagle wykazał większe zainteresowanie. - Kiedy przyjeżdża?

- W czwartek wieczorem ląduje podobno na lotnisku. Wiesz, tym najbliższym nas. Ja go nie odbiorę i nie wiem co robić ... - popatrzyła na niego wzrokiem zalęknionego spaniela, który całkowicie oddaje się pod czyjąś komendę.

- Wiesz, że cię nie zostawię z tematem samej. Nawet jeśli zamierzasz lekko nabroić. Zamierzasz, tak? - przytrzymał swoją dłonią jakiś niesforny wiewiórczy lok, który zwisał prowokacyjnie przy jej uchu. Może więc zrelaksujesz się już i przestaniesz się zamartwiać. "Co ma wisieć nie utonie, a co ma być, to będzie" - zakończył swój wywód, całkiem z siebie zadowolony. Wybrnął. Nieźle sobie poradził. Sięgnął szybko po szklankę i upił kilka porządnych łyków, stygnącej powoli herbaty owocowej. 

Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i dokończyła swój napój.

- W takim razie ja idę do łazienki. Dzięki, kochany. - uniosła się z mebla i pomknęła z gracją do sąsiadującego pomieszczenia, zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować. Upił kolejne łyki. Po chwili i on zmienił położenie. Przekroczył próg łazienki najciszej, jak potrafił. Dojrzał już jednak tylko, znikającą za zasłonką różową stopę w rozmiarze 39-40 i może coś lekko powyżej. Odgrodziła go od niej tafla plastiku. Niby cienka, a jednak była jakąś granicą. Postanowił poczekać. Przysiadł na klapie sedesu, który okrywało coś w stylu bordowego, futerka. Miękko się na nim siedziało. W jego serce wlała się kolejna fala nadziei. Odgłosy dochodzące zza sztucznego materiału wskazywały, że prysznic był dla niej ogromną przyjemnością. Jakieś pojedyncze kropelki, niczym iskry z ognia, czy też odpryski, osiadały na jego twarzy i włosach. Poruszył lekko głową, co powołało do życia, dawno nie używaną fantazję. Wyobraźnia i znajomość anatomii jej ciała, pozwalała na wyczarowywanie kolejnych obrazów. Każdy przyspieszał bieg jego serca. Krew również żwawiej krążyła, gdy wyłapał cichutkie dźwięki pomruków. Świetnie potrafił odczytać ich znaczenie. Poczuł, że paruje wraz z lustrem, które okryło się wilgotnym matem. Rozpiął koszulę i pozbył się jej całkiem sprawnie. Popatrzył przelotnie na swoje jeansy, potem zjechał wzrokiem do stóp. Gwałtownym ruchem ściągnął skarpetki. Domyślał się, że tak jest, ale dla pewności zerknął jeszcze przelotnie na zegarek. Liczył, że wkrótce nastąpi koniec. Będący jednocześnie początkiem. Czegoś innego, niż wieczorna toaleta. Odpiął szybko pasek i wydobył metalowy drucik z jednej z dziurek na skórze. Klamra zadźwięczała cichutko - jakby w podziękowaniu. Dopasowany materiał, który obiecywał kształtne - w końcu chodził na tę siłownię i dobrze się odżywiał - męskie pośladki, powoli odkrywał tajemnice jego sylwetki. Przeszedł go dreszcz na myśl, jak będzie zaskoczona jego widokiem. Garderoby bowiem ubywało w całkiem niezłym tempie. Ona od dawna takowej na sobie nie miała. Wyobraził ją sobie, jak odsuwa raptownie zasłonkę. Zaróżowione od pocałunków gorącej wody ciało, pokrywałyby kropelki. Chętnie przejechałby językiem po jej skórze. Poczuł suchość w ustach. Zachciało mu się pić. Nie mógł jednak teraz się wymknąć. Całe SHOW trafiłby szlag. A on jej właśnie dziś zapragnął. Nie tamtej, o której niby to mimochodem wspomniała. Liczyła się tak naprawdę teraz ona. Znał ją tak dobrze. Ciało, niczym na jakieś hasło naprężyło się. Dźwięk spadających ze słuchawki drobinek cieczy umilkł. Czekał. Na sobie miał tylko ... w zasadzie nie miał już nic. Plastik zaszeleścił. Czas się zatrzymał ...

                                                                       * * * * * * * * * 




sobota, 21 listopada 2020

LI.stopadowe In.spiracje [ by G.IAN ]

Może Niektórzy z czytających niniejszy wpis, mieliby ochotę zyskać wiedzę, dlaczego { Zaciekawionych odsyłam do wydarzenia pt.#projektPoCo } ?? właściwie przyszło mi do głowy, aby go opublikować. Tytułem wprowadzenia { na pokład, Załogo 😉 } :

Fakt, ostatnio dużo częściej zdarza mi się spędzać wolny czas w ... Tak! galaktyce LI.in { LinkedIn }, jak lubię mawiać o tej wirtualnej przestrzeni, delikatnie podobnej do fejsa. Może? dlatego tak lubię tam bywać, ponieważ zaspokajam jedną ze swoich potrzeb "of the TOP" => kontaktu z drugim Człowiekiem. Któż to wie? Kto zresztą na-Dąży za tokiem myślenia Kobiety ... 

Dołączając do tej Społeczności ( wywodzącej się z Biznesu głównie, ale nie tylko, gdyż powoli nad-pływają również Artyści. A przedstawiciele Kultury zdecydowanie wzbogacają tę Galaktykę.) zyskałam szansę spotykania i poznawania Ciekawych Ludzi. Na dodatek Takich, których pewnie w 'normalnych realiach' raczej nie miałabym okazji napotkać na swojej ziemskiej drodze. Może i całkiem nieźle mówię i piszę { ciekawie (?) }, ale wyłącznie po polsku. Żartuję sobie często, że jeśli ktoś chce skutecznie mnie uciszyć, powinien "zmusić" mnie (?) 😄 do komunikowania się w obcym dla mnie języku. Choćby tym najbardziej znanym, niemal 'uniwersalnym', czyli angielskim. Nie czuję się wtedy komfortowo. Dopada mnie jakiś obezwładniający niemal strach, przed otwarciem ust. Może to wstyd daje o! sobie znać - że mimo tylu lat nauki, nie udało mi się opanować języka na tyle, aby czuć się wyLUZowana, gdy go używam. 

Los niekiedy lubi być hojny i rozdaje wtedy 'na prawo i lewo' różne Podarunki=Niespodzianki. Jak się ma "farta", to można niekiedy faktycznie Coś Cudownego dla siebie "Uuu-polować. Mój wierny laptop padł wczoraj przed godz. 10.00. Na szczęście! uratował mnie { piszę na innym komputerze teraz ... } Kto? Ano, to prosta (?) Zagadka: "Kim jest Rycerz na Białym Koniu"??
[ ciekawe, czy znajdzie się Śmiałek, który odgadnie, kto się kryje za tym określeniem ... Komentujących nagrodzę ... Uśmiechem 😊 ]

Co uważam za swój Piątkowy "Prezent" od Losu? Otóż jest nim, Znajomość z tak Szarmanckim Mężczyzną { Fotograf Freelanser }, jakim jest { Fanfary!!!}
Gianfranco Cavallazzi

Na dodatek, jakoś tak za-szybko poruszył moje Emocje (uwiódł? 😎) - a nie byłam przygotowana na Takowe. Co z tego wynikło? Odpowiedź kryje się poniżej. Ciekawe, jakie Odczucia będziecie mieli Wy ...

foto: GIANfranco Cavallazzi



gdy siedzisz samotnie - choćby w domu
 za-jadasz smutki po kryjomu lub w ogóle się nie wy-sypiasz
namiętnie wchłaniasz w siebie opary dymu lub smogu
bądź - może (?) nawet zbyt często-zbyt wiele wy-pijasz
OBUDŹ SIĘ! wreszcie z tego letargu / marazmu
zobacz, że życie Ci na niczym umyka, a tak szybko ono mija ...

Rusz! więc swój tyłek z fotela / kanapy
ubierz się tak, jak lubisz i załóż wygodne buty
po-Wędruj ze mną - Hen, daleko! Ku Słońcu
gdzie są galaktyki ze światem, który nie jest tak zatruty ...

będziemy Razem, podążać różnymi drogami
może tymi, o których już zapomnieliśmy
po CUDO!wnie barwnych i czarujących krainach
które w dzieciństwie tak dobrze - znaliśmy ...

gdy bowiem już! pokonamy swe lęki
zrzucimy okowy stresu, zerwiemy sznurki bezSilności
znowu zaczniemy ufać sobie i innym
odczuwając na nowo Smaki - Przyjaźni i Miłości ...

* * *
 

#INSPIREDbyGIANCO
Thanks, "my" Italian (?) Fellow 💕