Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PASJONACIwBiegu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PASJONACIwBiegu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lutego 2022

be ... A.rt for yourself ...

Maybe you that know yet ... Dear Reader ... I'd like to welcome in my butterfly space you for the first or again .. ha, ha ... In world full of flying leters and thoughts too .. 😉 i like that word ... "freedom" so much ... it is connected with another which sounds: birds .. i love to observe them on the sky ... their move ... gentle of wings which try to catch suitable wind ... elegancy and sensiveness ... It's my own and private associations of course ... ha, ha .. 

photo made by DORA

Some of my friends are like birds too ... We joke sometimes in Poland and called that people as a "blue birds" ... They have artistic soul and needs ... impulses who can made them more creating and happy ... Each story has some true ... where is it hiden? Sorry, but i can't give you more keys or suggestions .. Open your's mind please and try to feel ... atmoshpere from artist lab ... energy from witches ... art vibes ... Try to recreated own memories and feelings from meetings with friends and make them - more fresh by photos ... maybe 😎

I hope that ... these pics from tuesday = 08.02.2022 will be useful or helpful for you ... Enjoy, please .. with me .. and with my friend named Dorota ... and man who i always will named ... Maestro A. .. That Magic Energy ...

Art lab of Maestro named Adam

 
Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam
[ it's not so easy to make good selfie ]

Art lab of Maestro named Adam
[ photo made by Dora ]

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam


Ok, ok ... Yes! i want to believe that Good Energy from chosen people won't die with their bodies ...

See you, Dears ...
[ photo made by Dora ]

 

#piszęBoLubię     
#różneTEKSTY

It was funny and spontanic photo session with friend named Dora ... 




sobota, 21 listopada 2020

LI.stopadowe In.spiracje [ by G.IAN ]

Może Niektórzy z czytających niniejszy wpis, mieliby ochotę zyskać wiedzę, dlaczego { Zaciekawionych odsyłam do wydarzenia pt.#projektPoCo } ?? właściwie przyszło mi do głowy, aby go opublikować. Tytułem wprowadzenia { na pokład, Załogo 😉 } :

Fakt, ostatnio dużo częściej zdarza mi się spędzać wolny czas w ... Tak! galaktyce LI.in { LinkedIn }, jak lubię mawiać o tej wirtualnej przestrzeni, delikatnie podobnej do fejsa. Może? dlatego tak lubię tam bywać, ponieważ zaspokajam jedną ze swoich potrzeb "of the TOP" => kontaktu z drugim Człowiekiem. Któż to wie? Kto zresztą na-Dąży za tokiem myślenia Kobiety ... 

Dołączając do tej Społeczności ( wywodzącej się z Biznesu głównie, ale nie tylko, gdyż powoli nad-pływają również Artyści. A przedstawiciele Kultury zdecydowanie wzbogacają tę Galaktykę.) zyskałam szansę spotykania i poznawania Ciekawych Ludzi. Na dodatek Takich, których pewnie w 'normalnych realiach' raczej nie miałabym okazji napotkać na swojej ziemskiej drodze. Może i całkiem nieźle mówię i piszę { ciekawie (?) }, ale wyłącznie po polsku. Żartuję sobie często, że jeśli ktoś chce skutecznie mnie uciszyć, powinien "zmusić" mnie (?) 😄 do komunikowania się w obcym dla mnie języku. Choćby tym najbardziej znanym, niemal 'uniwersalnym', czyli angielskim. Nie czuję się wtedy komfortowo. Dopada mnie jakiś obezwładniający niemal strach, przed otwarciem ust. Może to wstyd daje o! sobie znać - że mimo tylu lat nauki, nie udało mi się opanować języka na tyle, aby czuć się wyLUZowana, gdy go używam. 

Los niekiedy lubi być hojny i rozdaje wtedy 'na prawo i lewo' różne Podarunki=Niespodzianki. Jak się ma "farta", to można niekiedy faktycznie Coś Cudownego dla siebie "Uuu-polować. Mój wierny laptop padł wczoraj przed godz. 10.00. Na szczęście! uratował mnie { piszę na innym komputerze teraz ... } Kto? Ano, to prosta (?) Zagadka: "Kim jest Rycerz na Białym Koniu"??
[ ciekawe, czy znajdzie się Śmiałek, który odgadnie, kto się kryje za tym określeniem ... Komentujących nagrodzę ... Uśmiechem 😊 ]

Co uważam za swój Piątkowy "Prezent" od Losu? Otóż jest nim, Znajomość z tak Szarmanckim Mężczyzną { Fotograf Freelanser }, jakim jest { Fanfary!!!}
Gianfranco Cavallazzi

Na dodatek, jakoś tak za-szybko poruszył moje Emocje (uwiódł? 😎) - a nie byłam przygotowana na Takowe. Co z tego wynikło? Odpowiedź kryje się poniżej. Ciekawe, jakie Odczucia będziecie mieli Wy ...

foto: GIANfranco Cavallazzi



gdy siedzisz samotnie - choćby w domu
 za-jadasz smutki po kryjomu lub w ogóle się nie wy-sypiasz
namiętnie wchłaniasz w siebie opary dymu lub smogu
bądź - może (?) nawet zbyt często-zbyt wiele wy-pijasz
OBUDŹ SIĘ! wreszcie z tego letargu / marazmu
zobacz, że życie Ci na niczym umyka, a tak szybko ono mija ...

Rusz! więc swój tyłek z fotela / kanapy
ubierz się tak, jak lubisz i załóż wygodne buty
po-Wędruj ze mną - Hen, daleko! Ku Słońcu
gdzie są galaktyki ze światem, który nie jest tak zatruty ...

będziemy Razem, podążać różnymi drogami
może tymi, o których już zapomnieliśmy
po CUDO!wnie barwnych i czarujących krainach
które w dzieciństwie tak dobrze - znaliśmy ...

gdy bowiem już! pokonamy swe lęki
zrzucimy okowy stresu, zerwiemy sznurki bezSilności
znowu zaczniemy ufać sobie i innym
odczuwając na nowo Smaki - Przyjaźni i Miłości ...

* * *
 

#INSPIREDbyGIANCO
Thanks, "my" Italian (?) Fellow 💕



czwartek, 19 listopada 2020

... z-łaPAć tę ...- LINĘ ???

Dziś jest 19 Listopada 2020 { roku pamiętnego } godz. 04:01 [początek pisania], dzień Tygodnia: CZWARTEK -> bywa tłusty ... albo - zaangażowany, jak w tym wierszyku [ jego treść zapoczątkowała niejako - pewną grę lekko liryczną, rozgrywającą się w galaktyce LI-owej]:
"(...) Wtorek Środę wziął pod brodę: chodźmy ... czerpać **
... Czwartek w górze igłą grzebie i zaszywa dziury w niebie (...)"
- kto jest Autorem? Ktoś wie?
** a może by tak: z-łapać LINĘ?

O!-oczywiście! Znowu, nie mogę usnąć. Pomysły, jak kiedyś - ach! te skojarzenia -
"w bębnie maszyny losującej znajduje się Teraz 49 ..." - dopowiadam sama: dorodnych, Okrąglutkich Idei, z przypisanymi w kolejności cyframi i liczbami. Jakie DZIŚ wylosujemy? Które będą wybrane, jako: Pierwsze? -> i zostaną umieszczone na prywatnej liście = Top of the TOP! 😁 ???

Dobre Pytania, prawda?
... zatem: Drodzy: Czytelnicy, Goście, Przy-/e/jezdni ...
... tudzież: 💬 "Fani, Followersi, Sympatycy ..." itd.  jak zwykł często mawiać LI-der zaprzyjaźnionego ze mną Zespołu o wdzięcznej nazwie: "San-seci" - czyli: KrzysiU . Jak brzmi? w Waszych uszach, tak zapisana nazwa?

Dobra, bo ja tu "gadu gadu, a chłop ..." - kończyła czasami moja Babcia swoje powiedzonko, które Ogromnie mnie bawiło ... ja bym do-powiedziała tak: "(...) jAJ!-jka zbiera ..." 😈 ha, ha, ha ... 😆

* * * * *
Mam dla Was ... 💥 #PREZENTodPoLI 💥 Cóż, to takiego? 

Otóż ... udało mi się przeprowadzić bardzo ciekawą Pogawędkę. Kto tym razem był moim Rozmówcą? Odpowiedź jest bardzo prosta, jeśli się spojrzy na poniższą fotografię ...

ZACZYNAJ-my zatem:

PC: Dzień dobry. A może inaczej należałoby się przywitać z ... Aniołem? Powiesz mi? Nie mam aż takiego doświadczenia w obcowaniu z Istotami Poza-Ziemskimi ...

Anioł-Student: Dzień dobry. Moim zdaniem to wystarczająco Kulturalny zwrot. Prosty, a jednocześnie niesie pozytywny przekaz. Może być pytaniem - jeśli "pobawimy się znakami". Może być stwierdzeniem. A także wyrażać jakąś ... Radość? gdyby tak dodać na koniec wykrzyknik. Ojej, chyba się za bardzo rozgaduję. To pewnie efekt przebywania w Twoim towarzystwie { Hahaha 😆 }

PC: Tak, z pewnością masz rację. Choć przyznasz, że ostatnio tak często się nie widujemy na Wydziale.

A-S: To prawda. Cała nasza akademicka wspólnota przeszła przecież "na zdalne". Tak się teraz mawia? Kurczę! Studenci nie przychodzą do 207GG i cóż, ... "nie jestem na bieżąco". Zaraz mi normalnie,  skrzydełka opadną z żalu i tęsknoty ...

PC: Nie jest znowu tak źle. Studenci cały się czas przecież pojawiają na Wydziale. Choć zgodzę się, że Politechnika teraz jest strasznie ... Wielka = Pusta. Aczkolwiek wciąż zachwyca swoją architekturą i historią, choć jednocześnie jednak próbuje nadążyć za zmianami.

foto: PC { wejście dla osób z niepełnosprawnością ruchową }
 
A-S: Nie mogę tego ani potwierdzić, ani temu zaprzeczyć. Cóż, chociaż prawdą jest, że ... zamieszkałem na PW w lipcu tego roku, czyli mija ... ile? coś koło 3-4 miesięcy to ... nosa nie wyściubiłem poza Dziekanat!

PC: Aniele, nie unoś się aż tak! Skąd mogłam wiedzieć, że masz ochotę pozwiedzać jedną z najstarszych Uczelni w Warszawie? Przystanąłeś mi na biurku i przez cały ten czas nie zasygnalizowałeś! w żaden sposób, że drzemie w Tobie ... "natura Podróżnika". Nie czytam nikomu w myślach, wybacz ... 😕 { prawie, jak FOCH }

A-S: Nie musisz posiadać takiej sztuki. Mogłaś przecież logicznie po-myśleć ... Przywiozłaś mnie tutaj, więc można było mi pokazać chyba mój nowy 'dom'. Wyleciałem z Galerii BRUKLIN 5 (okolice Krakowa, czyli ... południe Polski). Nie byłem wcześniej, ani w Warszawie, ani tym bardziej w tak Ogromnym Gmachu. Czułem się zagubiony, choć ... trzeba przyznać, że w Dziekanacie witało mnie wiele osób. To było miłe!

PC: Z pewnością tak było ... Wzbudziłeś "zachwyt od pierwszego wrażenia"
[ ha, ha, ha

A-S: Nie dziwi mnie to ...

PC: Hmmm ... jesteś widzę bardzo pewny siebie. Pasujesz trochę do Studenckiej Braci. Tylko, czy te podobieństwa zadziałają na Twoją korzyść?

A-S: Myślę, że możesz być o mnie spokojna w tej kwestii. Potrafię też! uważnie słuchać i szybko się uczę. Jestem pewien, że jeśli spełnisz moje Marzenie o podróży, to ... szybko poznam tę Przestrzeń. Może byś pomyślała o jakiejś formie ... GRY = "Podchody"?? Robiłaś już coś takiego z Asem i Świetliczakami. Chyba nie zapomniałaś, jak było wtedy wesoło?

PC: A skąd Ty możesz o tym wiedzieć? Nie masz internetu. Nie masz nawet komórki. Biblioteki teraz zamknięte, więc ... niestety nie wypożyczysz żadnych publikacji na ten temat.

A-S: Polu, no wiesz?! Więcej .. zaufania! Nie zapominaj proszę, że jestem Aniołem od JustyAny i potrafię więcej, nawet niż "przeciętny anioł". A te przecież zazwyczaj siedzą sobie w chmurach, albo stanowią ... {hahaha} 😅 "Ludzką obstawę" [ przyp. red.: chodzi zapewne o rolę Anioła-Stróża ] - mam więc "informację z pierwszej ręki.

PC: Ok, ok ... Czegoś jednak nie rozumiem. Nie chce mi się wierzyć, że obserwowałeś akurat moje poczynania. Wizyta Świetliczaków była organizowana dobrych kilka lat temu. Partnerował mi wtedy AS.PW . Który to był rok? Chyba jakieś początki mojej 'kariery' na Uczelni ...

A-S: Wystarczy, jak KLIK-niesz w aktywne linki, które tutaj rozsiałaś, jak ... czy Jesień to dobra pora na siew? Coś z tego wyrośnie?

PC: Nie pamiętam dokładnie, ale ... czy w szkole nie uczono o takim 'cyklu życia'? Coś mi chodzi po głowie pojęcie: "zboża ozime"?

A-S: Nie wierzę, że jeszcze w LIstopadzie coś się wysiewa, ale ... nie znam się. Wiem jednak już - bo ... Dobra, przyznam się {hahaha} zerkałem Ci przez ramię, jak zamieszczałaś na projektowej stronie 'Utalentowanych', wyniki tej Twojej najnowszej gry. W połowie miesiąca PW obchodzi - i to chyba całkiem HUcznie! - swoją własną Uroczystość.

PC: To prawda. To wydarzenie nosi nazwę: "Święto Politechniki Warszawskiej". Tak, faktycznie celebrujemy je każdego roku "na bogato" - ja 😎 tak bym to chyba oceniła ... [ ha, ha, ha ] ... nawet teraz była ku temu okazja ...

materiały własne: Wydział Administracji i Nauk Społecznych

A-S: Ach! Prawdziwy nauczyciel nie może się obejść bez kredy, tak? Coś w tym jest ...

PC: Wierz mi, że wiele rzeczy na pozór nie połączonych ze sobą, może mieć zarówno tyle samo różnic, co podobieństw. I jedne i drugie decydują często o wyborach, których dokonujemy. A te nie zawsze są jednak trafne ...

A-S: Uuuu .. i powiało Grozą, niczym w ‘DIABLE zza okna = zrobiło się całkiem poważnie. 

PC: Doceniam zarówno Twoje poczucie humoru, jak i inteligencję oraz kulturę osobistą, spryciarzu. Czuję, że mnie prowokujesz, ale ... może i jest w tym dużo racji, że z zaangażowaniem podchodzę do tematów związanych z edukacją - czyli wiedzą ogólnie, umiejętnością współpracy z ludźmi, komunikacją oraz ... budowaniem tej słynnej marki osobistej.

A-S: Pro-Aktywność jest Dobra, nie przeczę. Też uważam, że należy dobrze s-pożytkować Czas, który otrzymaliśmy na samym początku. Teraz powiem tak: rozumiem, że z Takim! „AS-em w rękawie" dużo łatwiej realizować własne plany. Tym niemniej uważam, że powinniśmy przede wszystkim liczyć na siebie. Pokazać, że jesteśmy samodzielni, zaradni, kreatywni.

PC: W jaki sposób? Pytam z perspektywy studenta, chociażby.

A-S: Jak brzmiało pierwsze pytanie z gry na fanpage'u Utalentowanych?

PC: Sprawdzasz mnie? A może ... Sam nie-U-ważnie czytałeś, albo ... masz problemy z koncentracją ... lub nawet ... pamięcią. A może 'studencki żywot' wpłynął negatywnie na Twoją kondycję?

A-S: Ok ... to mamy Remis. Kpina za Kpinę. To jak ... to Twoje słynne: "WIN-WIN" ... A co z moim Marzeniem? Pomożesz mi je zrealizować?

PC: Dlaczego by nie. Możemy spróbować ...

A-S: Super! W takim razie: START-ujemy w p-oooOOO-dróż !!! po "Galaktyce ... "

PC: Ruszamy. Dziękuję Ci, mój Aniele za ... pogawędkę. Mam nadzieję, że odkryjesz w tych wnętrzach jeszcze wiele Niespodzianek. Może zechcesz o nich opowiedzieć, TUTAJ? Z pewnością niektórzy chętnie poczytają lub choćby popatrzą na miejsca, do których dotarłeś.

foto: PC { ależ mam widoki w pracy }




* * * * *

#JAKbyCośToZnajdzieSięUmnieSZNUREK 😈


#PoznajNaszŚwiatPolitechniki
    #TalentyIdąpoMarzenia
        #PorozmawiajMYoStudentach

 

 



piątek, 13 listopada 2020

E. - jak ??


E
(*) = #POSTAĆzarezerwowana 

* * *

Skąd mógł to wiedzieć? Był zaledwie "PIERWSZA-kiem" lub "ŚWIEŻA-kiem" - jak kto woli. Nawet na tych słynnych Otrzęsinach nikt ani słowem nie wspomniał o ... E. 

"Kim jesteś, nie-Znajoma? Jak Ty na IMIĘ masz?" - zanucił pod nosem, przylepiając niemal nos do szyby. Była zimna i przetykana strużkami słotnego deszczu. Widok był więc lekko zamazany. Dla kogoś, kto nie potrafił szukać, tak. Ale on był przecież kimś zupełnie innym. Nietuzinkowym. Znikał w tłumie wtedy, gdy tego chciał, miał taką potrzebę. Ta 'anonimowość na żądanie" była mu zwyczajnie na rękę. On?? NIC nie musiał. A mógłby wiele. Przykładowo: LENIUCH-ować sobie w najlepsze, rozciągnięty na rozłożonej kanapie. Dlaczego? 

Wyjaśnienie tej sytuacji mogłoby brzmieć: {WYbór} albo krótko i treściwie ... bądź też dłuuugo i szczegółowo. Moim zdaniem - oczywiście, to byłby niemal Idealny moment na E.ksperyment. "Taki malutki w sumie ..." - uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Kąciki jego perfekcyjnie skrojonych ust powędrowały w górę, jakby wspinały się na paluszki, by mieć lepszy widok. Oczy w kolorze łagodnych brązów, nabrały lekko bursztynowej barwy. Zafalował tam przez chwilę odcień błękitu, szarości i bieli - kolorów wody i fal. Ktoś stojący z boku mógłby teraz zawyrokować, że ... Tak! Owszem, był = całkiem przystojnym Facetem, po którym [ zmarszczki mimiczne na twarzy ] było widać, że różne doświadczenia życiowe nie omijały go szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie. Czyżby? sam je prowokował? Nie-Świadomie? Może jednak - z pewną ... dozą strategii?

Nawet chyba on sam nie był pewien, jakie nazwy mógłby nadać E.mocjom, które ostatnimi czasy częściej go nawiedzały. Czy powodem mogło być to, że wydano mu rozkaz, by ostatecznie zadokował w bezpiecznym porcie? Miał zejść z pokładu zbitego dawno temu z desek i co? "Osiąść na mieliźnie?" - to w ogóle nie była opcja dla niego. Nie wyobrażał sobie, że od określonego dnia będzie zmuszony poruszać się tylko po lądzie. Stabilnym. Ale Nie-znanym przecież. Tam nawet Wiatr był jakiś obcy i nie chciał zdradzać żadnych sekretów Matki Natury. Dlaczego miał się skazywać na taką E.gzystencję? Nie był żadnym 'masochistą', aby zadręczać swoje ciało i umysł w taki sposób - wzbudzając Tęsknotę za wolnością.

Rozbłysk zapalanego światła w jednym z lokali sprawił, że prawie podskoczył. Znowu był w ich świecie. Lokum, nazwane szumnie/dumnie "pokojem dwu-osobowym z łazienką i balkonem", raczej  nie miało szans, by imponować czymś KomuKolwiek. Choćby taki łatwy do zauważenia fakt: do powierzchni całkowitej przynależał "Balkon-iczek" raczej. Wypowiedziane w myślach określenie wręcz ociekało kpiną, sącząc się wąskim strumykiem z ust A.utor.A. Prawda była przecież taka, że:
1. w pokoju ledwo mieściły się rzeczy dwóch mieszkańców: wąskie tapczany, przytulona ciasno do ściany szafa, jakiś stół w miarę pewnie stojący na swoich patyczkowatych nóżkach.
2. łazienka ledwo mieściła malutką umywalkę, kibelek i brodzik o wymiarach może 80 x 80, opatulony plastikową zasłonką w różowe słonie. Stawał w nim przynajmniej co drugi dzień, aby trzymając słuchawkę prysznica, zmyć z siebie ślady stoczonych wojenek z Codziennością.
3. balkon - o czym była już osobna historyjka ... - w zasadzie miał chyba podobne wymiary do brodzika. Maksymalnie było to 1 x 1 m. Gdy organizowali imprezę, to odpuszczali zasadę: "nie-Palimy w mieszkaniu". Miłośników tejże tytoniowej Używki było zdecydowanie więcej niż tych, którzy preferowali zdrowy styl życia. "Szlugi" odpadały u nich na wstępie. Nie było żadnych negocjacji. Reguły były Twarde, ale i znane. 

Nie narzekał jednak aż tak bardzo. Cieszył się po prostu tym, co zostało mu ofiarowane. A właśnie otrzymał Wyjątkowy Podarunek. Miał trochę czasu, aby korzystać z niego, ile starczy mu sił lub ochoty. 

E.uforia ze szturmem dopadła jego ciała i duszy. Perspektywa podejmowania wreszcie! Samodzielnych, własnych Decyzji ... uskrzydlała! Miał tu swoją przestrzeń, sprzyjającą indywidualnym Wyborom. Nie czuł nacisku, ani uścisku na gardle. Dobra, ok ... może jedynie trochę musiał się LI.czyć ze swoim współ-lokatorem. Szczęśliwie, więcej go nie było w ich wspólnie oswajanej krainie, niż tam był. Koczował z upodobaniem wielkim po innych pokojach macierzystego Akademika. Własny, traktował niczym hotel - zbyt drogi w utrzymaniu, choć ... dla Odmiany, można w nim było poszaleć.

Jemu osobiście zupełnie nie przeszkadzały te codzienne czynności. Rutyna miała jakiś swój Urok, dawała poczucie bezpieczeństwa oraz spokoju. Metodycznie sprzątał i prał, unikając pozostawiania ciuchów już jakoś przechodzonych - chociażby po krzesłach i podłodze, czy tapczanach. Miał czasem wrażenie, że mieszka sam. Jest niczym pojedyncza wysepka na wodzie albo okręcik dryfujący czasem po falach, choć też niekiedy pchany przez Wiatr lub napędzany siłą własnych mięśni. Doceniał fakt, że mógł w spokoju realizować różnorakie hobby. Zainteresowań miał bardzo dużo. Zgłębiał. Analizował. Nareszcie! Mógł i ...

E.ksperymentował. Lubił sprawdzać i testować określone idee lub zjawiska. Potrzebował zgłębiać oraz odkrywać sekrety, które otaczały go zewsząd. Tajemnice kryły się wszędzie. W Ludziach również. Ona taką miała. Drgnął na myśl o jej dłoniach. Z przyjemnością obserwował chwile, kiedy - już stojąc na swoim balkonie w bloku wybudowanym dokładnie naprzeciw - rozczesywała długie, ciemne i chyba gęste włosy. Szczotka o drewnianym uchwycie, powolutku gładziła jej kosmyki, które psotnie splatały się ze sobą, robiąc bałagan na jej głowie. Loczki nie zawsze dawały się zdyscyplinować. Jakby żyły własnym życiem i według własnej koncepcji. Było w tym coś hipnotyzującego. Podobnie jak momenty, w których stawała wyprostowana niemal jak struna [ miała kształtną sylwetkę ] i zapalała papierosa. Obserwował, jak dym tańczy wokół niej. Prawie zazdrościł mu tej bliskości z nią. Nawet jeśli trwała ułamki sekund. Z żalem myślał, że w tej dokładnie chwili ... mógłby z przyjemnością zamienić się fizycznością z papierosem. Ten dotykał jej ust, zlizując ślady karminowej szminki. 

Domyślał się, że nieubłagana statystyka jest przeciwko niemu. W jakich okolicznościach miałby szansę poznać ją osobiście? Dotknąć ręki na przywitanie? Byłaby ciepła i mięsista, czy ... może chłodna i silna. Wolałby to drugie. Kobiece dłonie mogły takie akurat być. Natomiast "ciepła i mięsista" powinna być raczej ... damska pierś lub pupa. Prawie się rozmarzył, wyobrażając sobie, jak - O! Tak! trzyma mocno jej kibić w tańcu. Zadrżał pod wpływem obrazów, ukazujących mu powoli płynące minuty, podczas których on ... ostrożnie E.ksplorował palcami jej ciało, zmierzając z góry na dół. Ach! Och! ileż by dał, aby przybliżyć teraz jej twarz do swojej i niemal wskoczyć w toń jej szarawych może oczu. Widział w niej jakiś żywioł i ... nie był pewien, co ma z tą obserwacją zrobić. Jak z niej skorzystać?

Cicho otworzył 'balkonowe drzwi' i w cieniu ściany przyglądał się jej dalej. Nieoczekiwanie wśród biało-szarawych kłębuszków tytoniowego smogu, poruszył się jakiś ciemniejszy kształt. Z gracją zmienił położenie, aby zbliżyć się do jej ciała. "Grafitowy KOT" - pomyślał zaskoczony. "Czy ma jakieś Czarodziejskie Moce = chociażby taki: uśmiech? zostawiany niemal każdorazowo przez ową postać wąsatą z opowieści o "Alicji w Krainie ...". Kot usadowił się po chwili na wąziutkim parapecie, nadstawiając swój puchaty łepek pod wolną dłoń. Miauknął cichutko, zapraszająco, a potem wzmocnił jeszcze przekaz przeciągłym mruczeniem, urywającym się nagle i znikającym za powiewem Wiatru.

Dłoń ozdobiona jedynie srebrnym 'kółeczkiem z dziurką' na serdecznym palcu lewej dłoni, opadła miękko. Schowała się w ciemno-szarym futrze, podrażniając miejsce za uszami, a potem grzbiecie. Przełknął nerwowo ślinę. Wyobraził sobie teraz, że chętnie wcieliłby się w taką rolę kota. Prężyłby się pod jej dotykiem, mruczał by nawet, a może i leciutko ... podrapał? pozostawiając od siebie znak? Kuszące były to wizje. Może zanadto nawet było w nich - jak dla niego, przynajmniej - tych E.mocji. Serce nie chciało się uspokoić. Wygrywało jakieś tylko sobie znane nuty, melodie. 

- Znowu? Czemu gapisz się na panią E.?? - zadał sam sobie pytanie na głos. Nie wiedzieć po co. Był świadomy tego, co właśnie robił. W myślach. W wyobraźni kreował Rzeczywistość. W tej jego wymarzonej ... właśnie - 

- była Intrygującą ... E.nigmą - Zagadkową, ale jednak ... MAszyną. Czy mieli jakąś Przyszłość ?? Czy jego Atut - wysokie IQ - było w stanie podołać takiemu zadaniu (**) ??

 
#wpisINSPIROWANY

* * *

zaDAnie numer DWA (**)
Sprawdź = oblicz i podaj Wyniki:
1. ile razy LI-tera " E. " została użyta w powyższym tekście?
2. ile 'Aktywnych LInków' ukryłam { za-SZYFR-owałam } w treści tego piątkowego wpisu?

Odpowiedzi (Dobre 😈) proszę zamieszczać w komentarzach lub w sekcji "Dyskusja" -> TUTAJ 💥


środa, 19 sierpnia 2020

... subiektywne Żuławskie Opowieści [ na Początek ]

Powoli a-KLIMAT-yzuję się 😉 po urlopie w 'Płaskiej Krainie', a dokładniej rzecz ujmując: po wakacyjnym pobycie w wiosce o nazwie Rychnowo Żuławskie, 

foto: FOTON
oddalonej o ok. 3 km od Nowego Dworu Gdańskiego - uroczego miasteczka, którego nie zdążyłam i tym razem zwiedzić. Owszem, miałam ochotę zostać tutaj dłużej. Myśl o powrocie do warszawskiej rzeczywistości, czyli chociażby do mojej sfery zawodowej (Polibuda po wyborach) nie uszczęśliwiała. Ten jednak świat ma swoje "asy w rękawie" - są to konkretne Postacie = Ludzie mieniący się moimi Przyjaciółmi oraz Dobrymi Znajomymi, za którymi się stęskniłam ... 
Dziś spędzam kolejny pełny dzień w Wawie i ... choć bardzo tęsknię za przestrzenią Orzechowego Dworku, to jednak jest mi tutaj dobrze. Może dlatego, że Miasto posiadające w herbie Syrenkę będzie zawsze moim Miejscem = Rodzinnym Gniazdem, do którego zawsze będę czuć sentyment i być może też potrzebę powrotów - o ile zdecyduję się kiedykolwiek opuścić na dłużej, obecną stolicę naszego polskiego ... bez-KRÓLESTWA ( 😈...).

Stąd także mogę przenieść się w przyjazny sobie wymiar liter - może mógłby wyglądać tak?

* * * * *

Nieznajoma Kobieta przekroczyła próg domu, w którym mieli spędzić ten wieczór. Była chyba ostatnim już z listy, ale dość wyczekiwanym gościem. Dostrzegała Jej aurę o barwie głębokiej, spokojnej czerwieni i była ogromnie ciekawa, dlaczego właściwie to ta Niewiasta zasłużyła sobie, na taki Szacunek Gospodarzy. 
... w jaki sposób? ... od kiedy? ... kim Ona jest? - pytania mnożyły się z każdą kolejną minutą. Próbowała się skupić, poskromić budzące się Emocje, które przybierały różne kierunki i kolory - od śnieżnej bieli, przez beże, szarości i granaty do czerni. Przemykały przez duszę, delikatnie czasem zahaczając o ciało, co było najbardziej widoczne w jej rozbieganych oczach. Uważny obserwator mógłby to dość łatwo wychwycić. Nic nie mogła jednak poradzić na to, że ... bardzo chciała rozwiązać tę zagadkę. Była wyzwaniem, zadaniem do wykonania, testem, wyżej postawioną granicą, którą pragnęła przekroczyć. Nowo-przybyła jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy z pewnego poruszenia, jakie wywołała. Przeszła przez pokój i usiadła na jednej z kanap, obitej materiałem w kolorze karminu. Wydawała się zadowolona faktem, że zachowało się dla niej to miejsce. Delikatny uśmiech - taki zupełnie naturalny - rozjaśnił jej twarz. Wypiękniała. Olśniewała.

Może to właśnie ta nagła przemiana, albo raczej ta ciemno-czerwona aura sprawiała, że szybko otoczył ją wianuszek Wielbicieli, zasłaniając widok. Nie czuła jednak poirytowania, natomiast z zaskoczeniem stwierdziła, że wśród nich były zarówno Kobiety, jak i Mężczyźni. Jedni proponowali drinki, drudzy przekąski, trzeci komplementowali. Przyjmowała te objawy atencji ze swobodą, żartując, bądź drocząc się z wybranymi osobami. Odpowiadała na liczne pytania, dotyczące jej ostatnich podróży. Wsłuchała się w jej głos, co pozwoliło usłyszeć fragmenty prowadzonych niedaleko rozmów. Żałowała, że ona sama tak nie potrafi - zdobyć się na odwagę, podejść bliżej, przywitać się i ... może dołączyć do tej wesołej społeczności. Tkwiła więc nadal na kolanach swojego partnera, tego który zaprosił ją na tę dzisiejszą imprezę. Nie miała ochoty się tu pojawić. Wolała raczej zaszyć się pod kołdrą powleczoną świeżo wypraną pościelą wraz z jakąś książką z rodzinnej biblioteki. Teraz jednak nie żałowała, że znowu uległa jego zachciankom.
"Krętymi drogami prowadzą nas niektóre podjęte decyzje ... - zamyśliła się. - Gdyby  jeszcze udało mi się jakoś dyskretnie oddalić, to może ... wyzwoliłabym się wreszcie spod jego wpływu  ..."
- Skoczę do toalety - rzuciła lekko, odwracając się do niego i w przelocie połaskotała swoim oddechem jego policzek. Chwilę później z kocią zwinnością i gracją opuściła objęcia, które jeszcze niedawno otaczały ją, niby mur.  Cichutki stukot obcasów towarzyszył jej krokom, gdy szła w wiadomym tylko sobie kierunku. Spojrzenia pełne podziwu, niekiedy zazdrości lub zainteresowania ocierały się o jej postać - niczym spragnione ramiona słońca, wyciągające się ku tafli wody, z którą nie chce się pożegnać.

foto: FOTON
Była tak pochłonięta swoimi myślami, że zupełnie tego nie zauważała. Umknął jej uwadze również fakt, że i ją otaczała podobna barwą aura. A może nie zdawała sobie z tego sprawy?

Mężczyzna z lekko rozwichrzoną, blond czupryną upił mały łyk ze szklanki. Udało mu się znaleźć wygodne i nie rzucające się specjalnie w oczy miejsce. Nie włączył towarzyszącej mu przy małym stoliku lampy. Postanowił pozostać w przyjemnym mroku, który zwiastował nadejście nocy. Lubił taką porę dnia - szczególnie latem, gdy powietrze powoli nabierało wreszcie orzeźwiającego smaku, a młody wietrzyk rozdmuchiwał różnobarwne zapachy, otaczającej go przyrody. Dawno tutaj nie był. Prawie zapomniał też, że ten dom był świadkiem wielu sympatycznych przyjęć, podczas których prowadziło się różne tematycznie rozmowy. On przyjeżdżał w te okolice po natchnienie, jak również wytchnienie - tu dopiero naprawdę wyciszał się, zwalniał, relaksował. W najróżniejszy sposób. Czasem towarzyszył tym, którzy wiedzę na temat wędkowania mieli dużo większą od niego. Nie łowił jednakże. Siedział i obserwował w milczeniu zmagania człowieka z wodnym światem. Niekiedy notował myśli, które go nawiedzały, by ułożyć z nich później nowe teksty. Oczywiście nie unikał kontaktu z innymi ludźmi. Potrzebował go nawet. Najchętniej prowadził konwersacje z lokalnymi, bądź przyjezdnymi Artystami, którzy odwiedzali Gospodarzy. Były to ciekawe, inspirujące, zaskakujące i ... w dużej mierze zabawne pogawędki, gdyż Towarzystwo charakteryzowało się zarówno wysoką kulturą osobistą, jak również podobnym poczuciem humoru.
Rozważania na moment przerwały mu przytłumione światła z małych lampionów, które właśnie zapalono. Przestrzeń pokoju wypełniła się przyjazną poświatą, odsłaniając lekko - zarysy wyposażenia. Książek tu było wiele. Niektóre stały karnie na półkach wysokich regałów, inne leżały na komodzie, kolejne na potężnym antycznym biurku, a tuż obok - na stoliczku, ulokowała się jakaś nieduża publikacja w czerwonej, miękkiej obwolucie. Barwa przyciągała wzrok, podobnie jak ... pewien symbol, zdobiący przód. Walczył ze sobą - ale tylko chwilę, zdając sobie sprawę, że przegra tę rundę. Ciekawość zwyciężyła - jak zwykle zresztą. Chwilę później już trzymał w dłoniach coś, co przypominało mu wyglądem notes lub pamiętnik. Czym było w istocie? Do kogo należał? Co skrywa? - czuł, jak z każdym pytaniem przyspiesza mu tętno. Rozejrzał się nieznacznie wokół, jakby bał się, że ktoś zwróci uwagę na to, co właśnie robił. Czy miał do tego prawo? Tłumaczył jednak sobie, że jeśli taki przedmiot leży w dostępnym miejscu, to może do niego zajrzeć. Czuł jakąś dziwną dla niego ekscytację. Publikacja przyciągała jakimś bliżej nieokreślonym urokiem. Chciał mu ulec. Nie zwlekając dłużej dotknął okładki, by poznać zawartość. Jego wzrok zatrzymał się na jednej ze stron. Ku swojemu zaskoczeniu ujrzał ... kobietę. Spoglądała na niego z nieśmiałym uśmiechem. Zrobiło mu się gorąco. Te oczy! Bezwiednie zamknął ... "Album?" - przemknęła mu myśl. Odetchnął głęboko, wyciszając wewnętrznie. Trwało to dłuższą chwilę, ale poczuł, że jest gotowy. W nadziei ujrzenia innych jej portretów otworzył go raz jeszcze. Czekała na niego kolejna niespodzianka. Tym razem bowiem ujrzał na białej kartce czarne symbole liter. A te układały się w takie oto słowa:

Zamyślił się, a potem - pod wpływem impulsu - zerknął raz jeszcze na okładkę. Oprócz znaku, który go wcześniej zainteresował, nie odnalazł żadnej wskazówki. Kim był autor? Czy ta sama osoba namalowała portret kobiety i napisała wiersz? Ogarnęła go przemożna chęć odkrycia tej tajemnicy. Wziął znowu głęboki oddech. Potem z namaszczeniem otworzył książeczkę - po raz kolejny.
- Udało ci się zaspokoić ciekawość, Szerloku? 😉 - głęboki, kobiecy alt odwrócił jego uwagę. Znał ten ton. Uniósł powoli głowę, ale niesforne włosy zakłóciły ostrość widzenia. Miał chwilę, aby uzbroić się przed czarem piwnych - może nawet pomarańczowych tęczówek, wpatrzonych w niego z ogromną intensywnością. Mimo wszystko zadrżał, gdy ich oczy się spotkały. - Mowę ci odjęło? Ach! - jej wzrok powędrował do jego dłoni. - Teraz już musisz poznać W.ue.N.a Przebył długą drogę, aby tu się znaleźć. Także dla ciebie ... mój kuzynie po mieczu - pochwycił to jej charakterystyczne mrugnięcie okiem w chwili, gdy wesoło się roześmiała. Nabrał pewności, że to będzie udany wieczór.

Starszy pan żwawym, acz niespiesznym krokiem przemierzał kolejne pomieszczenia domu. Z zachwytem przyglądał się przedmiotom, które stanowiły wysmakowany wystrój. Przywodziły mu na myśl czasy młodości. Okres, który był chyba najszczęśliwszym etapem w jego życiu. Wtedy ją poznał. Nie spodziewał się wcale, że ta znajomość odciśnie tak głęboki ślad na jego duszy. Co on zresztą wtedy wiedział o kobietach? Nic, tak naprawdę. Dopiero ona odkryła przed nim tajemnice i rozkosze świata relacji damsko-męskich. Robiła to z wyczuciem i jawiła mu się jako bajkowa postać - Dobra Wróżka, która może spełnić jego życzenia. Kaprysy. Młodzieńcze zachcianki. Zaspokoić dziecinną ciekawość, towarzyszącą mu wciąż, mimo upływu kolejnych lat. Nie czuł się już dzieckiem. Osiągnął równe dwie dekady ziemskiego życia. Rok wcześniej przeniósł się na stałe do miasteczka, ale nadal miał wrażenie, że nie odkrył jeszcze wielu jego uroków i możliwości, jakie dawało ludziom jego pokroju. Podróżnikom, odkrywcom, tropicielom zagadek, pasjonatom historii, osobom o artystycznych talentach z obszaru malarstwa, rzeźby, fotografii, literatury. Od samego początku polubił wędrówki ulicami i uliczkami, które przypominały mu czasem swoją strukturą gałęzie drzew, rosnących w sadzie jego rodziców. Nigdy nie był pewien, dokąd zaprowadzą go te miejskie szlaki. I to chyba było w tym wszystkim najfajniejsze. Zaskoczenia. Niespodzianki. Nowe Zakątki, które niekiedy stawały się ulubionymi - podobnie jak ludzie, których tam spotykał. Cieszyło go ich towarzystwo oraz otwartość, jaką okazywali prawie każdemu. Gościnność - o której "wielkomiejski zaścianek" powoli zapominał lub wręcz wypierał ze swojej świadomości - nieodmiennie urzekała. Przywodziła na myśl rodzinne strony, bliskich oraz sąsiadów, wśród których się rozwijał. Mieszkańcy tego miasteczku też tacy właśnie byli, choć trochę różnili się od znanych mu ludzi. Barwna i nadwrażliwa czasem na własnym punkcie lokalna 'bohema' mamiła, uwodząc swoją nieokiełznaną energią. Nieduże kluby i małe kafejki odwiedzane przez przedstawicieli tej społeczności, stawały się modne - co oczywiście niezwykle cieszyło ich właścicieli. Barter kwitł: wybrani Artyści za swoją obecność w danej przestrzeni, a czasem wzmiankę w liczących się mediach, mogli liczyć na darmowy poczęstunek. "Na koszt firmy" - mawiano ... Nie dotyczyło to jednak towarzyszących im osób, bądź stałych bywalców - choć ci akurat byli traktowani jeszcze inaczej. On sam miał taką właśnie bliską sercu 'Przystań', w której lubił przesiadywać ze szkłem w ręku. Czuł się tam niemal zadomowiony - prawie zaprzyjaźnił się z właścicielem, często osobiście obsługującym gości. Tego dnia też siedział przy barze i właśnie sięgał po wypełnioną bursztynowym płynem, wysoką szklanicę. Zanim jednak zdążył dotknąć jej brzegiem ust i upić łyk, poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Dotyk go zelektryzował. Był zarówno mocny - jakby ktoś oparł się, próbując zachować równowagę - a jednocześnie wyjątkowo przyjemny.
- Bardzo przepraszam ... - głos, który dotarł do jego uszu niósł za sobą jakieś zmysłowe tony. - Trzeba było jednak posłuchać argumentów rozsądku, zamiast znowu zaufać sercu ... Przyjdzie mi chyba wracać boso z tej imprezy - roześmiała się wesoło, kierując ostatnią wypowiedź raczej w kierunku obsługującego bar mężczyzny, niż jego. Już nawet jej dłoń zniknęła z okolic jego barku, choć miejsce nadal zachowało odrobinę jej ciepła. Oszołomiony przechylił głowę, by przyjrzeć się kobiecie. Z tej odległości mógł podziwiać niezwykłe wzory, wymalowane na skórze wokół oczu uśmiechami, które - jak się później przekonał - co chwila pojawiały się na jej twarzy. Bił od niej jakiś blask, który utrudniał określenie jej wieku. Nie potrafił ocenić, o ile lat była od niego starsza. Nie miało to jednak znaczenia. Nie tym razem. Miał wrażenie, jakby rzuciła na niego jakieś zaklęcie - niczym czarownica z bajek. Wodził za nią wzrokiem, niczym wierny pies. Nie ośmielił się jednak wtedy do niej podejść. Nie była sama. Długo nie mógł o niej zapomnieć. Tkwiła w jego myślach, a on nie miał zamiaru jej stamtąd wypraszać. Pieczołowicie pielęgnował w sobie jej obraz i szukał jej realnej postaci po całym miasteczku. Tracił już powoli nadzieję, gdy znowu Los się do niego uśmiechnął. Przelotnie, gdyż zbyt misterna była to pajęczynka "szczęśliwych trafów". Mógł ją zniszczyć byle podmuch wiatru. Nie wiedział, co zadecydowało ostatecznie o tym, że skorzystał z zaproszenia na to "garden-party". Nikogo w zasadzie tam nie znał, oprócz swojej towarzyszki, ciasno przyklejonej do jego boku. Czuł się niemal jak jakieś trofeum - coś, czym ona przyszła się pochwalić. Dobrze wiedział, że jest kolejnym jej "kaprysem". Lubiła otaczać się ludźmi, którzy odnosili sukcesy. A on je również już miał. Zdążył sobie wyrobić określoną markę i coraz częściej był chętnie witany na różnych wydarzeniach. Szczególnie, że zarówno pod względem wyglądu, jak również inteligencji dorównywał niektórym Sferom z miasteczka. Nie wszędzie jeszcze jednak bywał. Znajomość z "humorzastą panienką" - jak czasem złośliwie nazywał ją (najczęściej w przypływie irytacji ich relacjami) - była mu jednak na rękę. Nauczył się korzystać z okazji i wyzbył wyrzutów sumienia. Ona przecież nie traktowała go serio. Był zabawką, którą nie wiadomo kiedy odrzuci w kąt. Jego czas był ograniczony. Należało liczyć się z tym, że jakiś nowy 'obiekt zauroczenia' pojawi się wkrótce na jej horyzoncie. Było mu to jednakże zupełnie obojętne. Nie wiązał z tą znajomością przyszłości. Tym bardziej, że mimo upływu kolejnych miesięcy, obraz kobiety z 'Przystani' wcale nie tracił ostrości. Szukał jej w mijanych na ulicy osobach. Próbował odnaleźć wśród rozbawionych tłumów na różnych imprezach. Zakradał się do nowo otwieranych knajpek i tych, które już funkcjonowały, zadając szyk. Przyjęcie, w którym obecnie uczestniczył dawało kolejną szansę. Tylko musiał jakoś delikatnie pozbyć się towarzyszki. Rozejrzał się w poszukiwaniu inspiracji. Nagle usztywnił się, co nie uszło uwadze "Rozkapryszonej". 
- Co się stało, Bąbelku? - umalowane usta zbliżyły się do jego policzka, a koniuszek obcego języka musnął płatek jego ucha. 
- Muszę ... muszę ... do łazienki - wydukał wreszcie, przywołując najbardziej prozaiczną przyczynę swojej nieoczekiwanej zmiany w zachowaniu. Nie mógł się niczym zdradzić. Należało wykazać się ostrożnością i taktem. Na szczęście był też niezłym aktorem. Te umiejętności miały się wreszcie przydać. Szczególnie, że pochwycił czyjeś spojrzenie ... trzepotało chwilę, by nieoczekiwanie uciec w inną stronę. Pozostał jednak po nim tęczowy aromat, który delikatnie łaskotał jego nozdrza i wskazywał drogę. Dokąd go to zaprowadzi?

- To ... Twoje zdrowie, kochanie - wysoki, przystojny mężczyzna podał szczupły kieliszek z karminowym płynem kobiecie, do której właśnie podszedł. Uśmiechnął się przy tym ciepło, jak ktoś, kto darzy drugą osobę prawdziwym i niesłabnącym wciąż uczuciem miłości. Owszem, zmieniającym się wraz z upływem kolejnych lat, ale wciąż na tyle silnym, aby odczuwać poruszenie serca. 
- Nasze zdrowie ... kochanie - odwzajemniła uśmiech, a potem przysunęła swój kieliszek do tego, który trzymał w drugiej ręce. Cichutko zagrały brzegi, stykając się w szklanym pocałunku, aż ciemny płyn leciutko zawibrował. - Pamiętam każdą zorganizowaną przez ciebie w trakcie naszego małżeństwa, moją imprezkę urodzinową. W ciągu minionych pięciu lat udawało ci się zawsze mnie zaskoczyć. Teraz też tego doświadczam. To tegoroczne przyjęcie, obecność przyjaciół - także tych ze studenckich lat, różnych artystów ... zapiera mi dech ... - drżącym od emocji głosem zakończyła swoją wypowiedź.
- To nie koniec niespodzianek - szepnął z ustami przy jej wargach. Raptownie przyciągnął ją do siebie, by poczuć ciepło jej ciała i delektować się zapachem używanych perfum. - Teraz zabieram cię do świata dźwięków - poprowadził ją powoli ku jednej z obitych pluszem kanap ich domu. Usiedli obok siebie przytuleni, czekając na występ instrumentów, które miały poddać się całkowicie dotykowi dłoni muzyków zaproszonych na koncert ...

Stojący, zabytkowy zegar wybił kolejną pełną godzinę. Kiedy już echo zmęczyło się naśladowaniem zasłyszanych dźwięków, mógł powrócić do poprzedniego zajęcia. Nic nie powinno już rozproszyć jego uwagi. Czasu miał niewiele. Zapach, który doszedł do jego nozdrzy, zelektryzował wszelkie zmysły. Szybko jednak ulatniał się, wraz z osobą oddalającą się od niego. Dawno nie było w tym domu tyle osób naraz. Zaczynał się gubić pośród bodźców docierających do granic jego duszy i ciała. Odwykł od ludzi. A może zwyczajnie się ... zestarzał. Refleksja nadeszła niespodziewanie, ale zamiast smutku, wywoływała raczej rozbawienie. Chyba nabrał dystansu do siebie przez te ostatnie 14 lat. Doświadczył. Był gotowy na kolejne wyzwania, a nawet nie mógł się ich doczekać.
Prawie niezauważony - nie licząc gromadki goszczących dzieciaków - przemknął cicho do pokoju, pełniącego rolę salonu lub bawialni. Tam zwykle biło serce, tej części domostwa. Nie zawiódł się. Przy wydłużonym stole, na kilkunastu pięknie rzeźbionych krzesłach obitych przyjemnym dla oka i dotyku materiałem, siedziała grupka rozbawionych gości. Przed nimi leżała sporych rozmiarów plansza, kilka kolorowych kostek i pionków, lśniące sztabki złota w miniaturze, banknoty, karty.  Na twarzach zgromadzonych osób malowało się napięcie, oczekiwanie, zdziwienie, zakłopotanie, wściekłość, radość, odprężenie, smutek ... niczym w kasynie, gdy gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Był jednak ktoś, kogo oblicze pozostawało niezmiennie zadowolone i spokojne. Wiedział dlaczego tak jest. Jasno-niebieska, delikatna jak mgiełka w tężniach poświata, otaczała osobę, którą musiał odnaleźć. Na nią czekał. "Przez prawie połowę mojego życia w tej rzeczywistości ..." - pomyślał i rozmyślnie otarł się o jej kolano. Lekko zadrżała, ale nie udało mu się od razu zwrócić jej uwagi na siebie. Właśnie wdała się w rozmowę z kilkoma osobami, siedzącymi nieopodal. Nie wiedział, co było jej tematem. Lekko urażony jej obojętnością, a może raczej ostrożny, postanowił na razie nie rzucać się w oczy. Była to dość prosta sztuczka - potrafił wtopić się w tło. Na dorosłych działała zwykle znakomicie. Dzieciaki bywały bardziej odporne. Szczęśliwie dla niego, te najmłodsze, a nawet i te trochę starsze, zajmowały w tej chwili zupełnie inne pomieszczenia. Mógł więc pozostać niezauważony tak długo, jak chciał ... a raczej - na ile potrafił zapanować nad własnymi emocjami. Ciągle ćwiczył swoją cierpliwość i widzenie świata. Starał się nie ulegać pierwotnym instynktom, które nieoczekiwanie obudziły się w tym wcieleniu. Wymagało to jednak siły woli, a ta ... była wciąż wystawiana na próbę. Tak choćby jak dziś ... Och! Gdyby teraz mógł dorwać pomysłodawcę tego przyjęcia, to ... być może rzuciłby mu się do gardła, wbijając siekacze w miękkie tkanki. Zagniewane myśli wirowały mu w głowie, co nie przeszkadzało śledzić wzrokiem wybranej postaci. Zachowywał w pamięci - niczym nagranie - obrazy ukazujące jej odczucia, zmieniającą się mimikę, spontaniczne gesty. A potem machinalnie porównywał z materiałem wygrzebanym z archiwum wspomnień. Kolejny dowód na potwierdzenie jego tezy, przypieczętował niejako podjętą nagle decyzję. Musiał zaryzykować i dać jej umówiony znak. Tylko ... jak miał to zrobić? Cielesność mu nie sprzyjała. Miał świadomość, że interesują ją zupełnie odmienni od niego przedstawiciele tzw. "brzydkiej płci". Ale ona była mu wyznaczona. Taką legendę usłyszał w wieku 9 lat i wierzył z całego serca, że jest właśnie o nich. Było tak do dnia, w którym odeszła. Zabolało. Próbował zrozumieć. Odgadnąć motywy, ale ... tak naprawdę liczyła się tylko ta miłość do niej - tej, którą niespodziewanie utracił, a teraz miał szansę .... odzyskać? Na co miał czekać?
- Ej, no ... przyjacielu ... zbyt bezpośredni jesteś, jak dla mnie - kobieta roześmiała się wesoło, co skłoniło go do powtórzenia gestów. W pomieszczeniu ponownie zabrzmiał jej dziewczęcy śmiech - reakcja na łaskotki, które wywoływał właśnie, różowy język psa Gospodarzy.

"Nie ma przypadkowych spotkań w Twoim życiu. Każdy napotkany człowiek jest albo lekcją, albo sprawdzianem albo prezentem ... "

* * * * *

Wzrok wciąż skakał po wielokropku, umieszczonym na dole strony. Podniosłam wzrok znad wyjątkowo rozgadanych liter i spojrzałam na wprost - dokładnie z tego samego miejsca, co wygodnie umoszczona w objęciach bezpiecznego materiału osoba ze zdjęcia.

foto: FOTON

 "Ileż to jeszcze ciekawych opowieści kryją stare domy?" - zadałam sama sobie pytanie, po czym wróciłam do ...

[ c.d.n (???) - oto jest pytanie 😎 ]

sobota, 8 sierpnia 2020

...opowiem Ci ... Bajkę [ 4 ]

- To nie-by-wa-łe - przesylabizował w napięciu Mistrz, kręcąc z niedowierzaniem głową. Nie wiadomo było tylko, czy zwraca się na głos do siebie, jako Aktora? Reżysera? Scenarzysty? czy może był to raczej komunikat skierowany do kogoś innego. Choćby do małych postaci, wykazujących dziecięcą Ciekawość i z ufnością czekających na rozwój wydarzeń.

 
- Wydaje mi się, że ktoś jednak "Coś!" przeoczył. Miasteczko jest także kolebką ... - nie dokończył zdania, gdyż przerwał je radosny okrzyk:
- ... Krasnali! - małe postacie bardzo się ożywiły na myśl, że to jest ich "pięć minut". Nie mogły sobie pozwolić na "akademicki kwadrans", tak znany Autorowi Bajki 1.2 - były na to zbyt młode.
- Dokładnie tak - potwierdził z uśmiechem Mistrz. I prosimy o tym nie zapominać - gdyby nie odłożył gdzieś berła, to pewnie by teraz nim energicznie potrząsnął. - Przypomnę fakty. Wysłuchaliśmy już Trzech Bajek, które opowiedziały nam Anioły [ Brawo! Ekipo #GaleriaBRUKLIN5 ]. TRZY utwory, niczym w tytule Wydarzenia, które właśnie dziś = SOBOTA = 8 sierpnia 2020 ... będzie miało miejsce w Leśnym Ogrodzie, czyli: "Trzy Muzy, ..." - uśmiechnął się, ale jego oczy spoglądały uważnie na Słuchaczy. - Nadszedł zatem czas, aby ...
- Naprawdę to zrobisz, nasz Pierwszy Królu? - zaszeptały ponownie drobne postacie w czerwonych czapeczkach, a na ich twarzyczkach przysiadł wyraz oczekiwania.
- Oczywiście, że TAK! - Wykrzyknął Ten, który godnie nosił czerwony płaszcz, obszyty delikatnym puchem z anielskich skrzydeł, po czym poprawił machinalnie oznakę władzy. Przywdziewał ją wyłącznie na Takie właśnie Uroczystości i ciągle zapominał, że lekko zsuwała się, gdy wykonywał zamaszyste ruchy głową. - Gotowi? Zatem, kto ma chęć, niechaj słucha lub ... pozwoli i mnie wypowiedzieć te oto słowa:

💚 💗 💚
... opowiem Ci ... Bajkę
"O tym, jak się stałem Ważnym Krasnalkiem ..."

... na dworze Króla K. - dokończył zdanie Nestor, sadowiąc się wygodnie na niebieskiej ławeczce pod oknami Cafe przy Rynku, niczym tronie.
- To było jakieś może zaledwie ... 150 lat temu, czyli wtedy, gdy byłem takim młodziutkim skrzatem, jak wy, moi Mili - Dziadek przywoływał powoli wspomnienia, zakurzone przeżytymi latami. Nie chciał zastanawiać się, ile to już właściwie ziemskiego czasu minęło, odkąd pojawił się w tej Sennej Krainie. Podobało mu się tutaj i uwielbiał wracać do wybranych w okolicy Miejsc. A może działo się tak dlatego, że zwykle Czas Młodości ma kolory tęczy. Tyle jest tych różnobarwnych emocji, które tak niepostrzeżenie przechodzą kolejne poziomy, zaskakując możliwymi odcieniami. Czasem tęsknił do tych momentów ekscytacji, podczas których serce niemalże wyrywało się z piersi ze szczęścia. Nawet na myśl o może banalnych sprawach. - Nie wiem, czy wiecie, ale my Krasnale jesteśmy raczej Osadnikami. Rzadko zdarza się nam wyruszać w podróż, aby znaleźć nowy Dom, którego stajemy się Opiekunem. Możecie więc spróbować sobie wyobrazić, co mogłem czuć, gdy oznajmiono mi, że mam opuścić rodzinne strony i Miejsce, w którym się narodziłem.
- Przerażenie? - drobny chłopczyk o zielonych oczach umościł się wygodniej na jego kolanach.
- Radość chyba raczej. Chciałbym też kiedyś poczuć się jak ci turyści, którzy odwiedzają nasze Miasteczko - rozmarzył się jednak drugi, ukrywając pod powiekami kolor własnych źrenic.
- To ja wam powiem, że odczuwałem te stany niemal na zmianę. Jakaś część mnie obawiała się tego, co może mnie spotkać. Inna z kolei traktowała to jako misję do wykonania. 
- Jak w filmach z ... Siódemką? - starszy o 5 minut wnuczek otworzył oczy, które teraz roziskrzone wpatrywały się w Seniora Rodu.
- Powiedzmy, że ... - starszy pan niespecjalnie miał ochotę na dygresje. Z każdą dekadą coraz bardziej odczuwał upływ czasu. Niekiedy łamało go w kościach, a wtedy bliskość ciepłego kominka była niemal pożądana.
- Przestań Dziadkowi co chwilę przerywać - zielonooki nagle nabrał odwagi, by oznajmić swoje zdanie. - Jak tak będziesz "mielił ozorem bez sensu", to znowu nie zdążymy usłyszeć całej historii. Mama zagoni nas do obiadu, a swojego Tatę postraszy Babcią - ostrzegł brata, przywołując go tym samym do porządku.
- Sam wciąż paplasz - obruszył się wspomniany i pokazał język.
- A czas mija ... - podsumował utarczkę wnuków Mężczyzna, patrząc znacząco na wyświetlającą się na rodowej busoli, godzinę.  
- Już będziemy cicho - zgodny duet przepraszających głosików, przegonił srogi wyraz twarzy Starszego Pana. - Opowiadaj dalej, Dziadku ... - dwie pary, tak różnych pod kątem barwy oczu, wpatrywało się teraz w niego ... z nadzieją? Mruknął coś więc do siebie i podjął przerwaną opowieść.

Wyruszyłem wkrótce, żegnany przez Matkę i Rodzeństwo, które zdążyło znaleźć w okolicy rodzinnej siedziby, własne domostwa. Jako najmłodszy miałem nikłe szanse, aby iść w ich ślady. Ludzie przestali budować, nawet nie powiększali swoich majątków. Ruszyłem boso, niosąc ostatnie buty w tobołku, czyli starej matczynej chuście zawiązanej rogami wokół jednego końca solidnego kijaszka. Wędrowałem niczym ten "Leśny Dziadek" z bajki, którą oglądaliśmy z waszą Mamą na takim starym rzutniku. Przemierzałem wąskie dróżki, bo tymi postanowiłem się poruszać. Spałem zwykle w kielichach kwiatów, które na wieczór zwijały płatki. Czasem gościły mnie pszczoły, częstując swoimi słodkimi wyrobami z zebranego pyłku. Bywało, że podwoziły mnie ślimaki, bądź barwne motyle lub smukłe ważki. Kilka razy nawet, zdążyłem wskoczyć na nasiona dmuchawca, którymi lubił bawić się Wiatr. Niezwykle ciekawa była to podróż, wypełniona lekką tęsknotą za domem, a jednocześnie całą masą przygód. Jedna z nich właśnie, zaprowadziła mnie kiedyś Tutaj, do przycupniętego na zboczu Zamkowej Góry, Miasteczka Aniołów. To był taki ciepły i gwarny dzień, jak dziś - objął ramieniem widok roztaczający się z ławeczki. - Siedziałem w tym samym miejscu co teraz z wami i chłonąłem radosną atmosferę. Ubitymi jasnymi ścieżkami (bowiem wtedy jeszcze nie było tych kamiennych uliczek), wędrowały postacie w czerwonych czapkach. Pośród zielonych liści rosnących gęsto drzew, przypominały leśne poziomki. A może małe biedronki ... - Starszy Pan zamyślił się na chwilę. - Zewsząd dochodziły jakieś wesołe chichoty oraz brzmiała Muzyka. Stawała się coraz głośniejsza, jakby przybliżała się z każdym uderzeniem mojego serca. Niedługo później ujrzałem zadziwiający Orszak, na czele którego majestatycznym krokiem szedł nie kto inny, tylko ... Pierwszy Anioł Miasteczka, obwołany też Królem Krasnali. Towarzyszyły mu różne uśmiechnięte postacie. Niektóre trzymały w rękach mosiężne dzwonki, którymi co chwilę potrząsały, robiąc niesamowity hałas. Większość miała na głowach czapki w kolorze słodkich malin, choć zdarzały się również pomarańczowe, niebieskie, żółte i białe. I nagle poczułem, że ... ten barwny korowód rozbawionych ludków porywa mnie za ręce. Ktoś mi włożył czapkę na głowę, której nie miałem czasu nawet poprawić i prawie zgubiłem po drodze. Potem jakiś inny krasnal przekazał mi, niczym sztafetową pałeczkę jeden z glinianych dzwonków, zachęcając bym go używał dopóki nie wypatrzę kogoś, kto by zastąpił mnie. Tak właśnie było - dokończył swoją Bajkę Mężczyzna, trzymając w lekko drżącej dłoni fotografię sprzed lat ...

foto: Cafe Pensjonat Lanckorona
"Pochód lanckorońskich Krasnoludków prowadzony przez Króla Krasnali - p. Kazimierza Wiśniaka"


* * * * * 

- Jak Ci się podoba moja Bajka? - usłyszałam jeszcze, zanim zamknęłam plik i wyłączyłam wreszcie laptopa. Był najwyższy czas, aby powrócić już z Krainy Słów i ... zdążyć jednak na pociąg do Malborka.

niedziela, 2 sierpnia 2020

... opowiem Ci ... Bajkę


– Masz ochotę posłuchać wymyślonej przeze mnie historii? – zapytała mnie dziś moja skrzydlata Przyjaciółka, która od niedawna zamieszkała ze mną w Warszawie. 


Byłam ciekawa, co przyszło jej do głowy, więc z wielką chęcią przystałam na tę propozycję. Usadowiłam się wygodnie, a ona zaczęła snuć swoją własną baśń ...



*****

Nikt nie wie, czy Wszechświat ma jakieś granice. Z dużym prawdopodobieństwem jednak można przyjąć, że jest ogromny. Niektórzy nawet mogą użyć określenia „bezkresny”. Można zatem przypuszczać, że … faktycznie mogło się tak zdarzyć ...  Pewnego razu - trudno bowiem używać w tym przypadku znanych nam jednostek czasu - w jednym z jego zakątków, pojawił się … Twórca. Wyłonił się spośród chmur, gęsto spowijających tę część Wszechświata i rozejrzał z zaciekawieniem. Gdzie nie spojrzał, otaczały go masy puchatego, lekkiego „czegoś” w kolorach bieli, bądź odcieniach szarości lub nawet dążących w kierunku czerni. Te jasne były przyjemne w dotyku, delikatne, wręcz idealne do ułożenia się w nich, by śnić. Te szarawe dawały przyjemny chłód, gdy znajdująca się w okolicy największa z gwiazd dawała zbyt dużo ciepła. Natomiast najciemniejsze świetnie orzeźwiały, gdyż były najbardziej mokre. Twórca zaintrygowany wędrował pośród nich, powoli i ze skupieniem badając otoczenie. Gdy czuł się zmęczony, usypiał pośród bieli, gdy miał siły i chęć, podróżował. Czasem został w jakimś miejscu dłużej, zachwycając się bliskością pojawiających się znienacka mniejszych gwiazd, które wesoło migotały, by czasem nieoczekiwanie zniknąć sprzed jego oczu. Zachwyt Twórcy otoczeniem trwał ... tak konkretnie to do chwili, w której uświadomił sobie, że choć wykonał mnóstwo kroków, nie spotkał podczas tych swoich podróży nikogo, kto byłby choć w maleńkiej części podobny do niego. Nieoczekiwanie poczuł się bardzo samotny i zrobiło mu się smutno. Nawet miękka biel chmur, w których lubił zasypiać, nie potrafiła rozjaśnić na dłużej jego myśli. Siedział pośród nich, niczym w wannie z pianą i bezwiednie zagarniał ich strzępki w dłonie. Nagle, jego oczy nabrały jakiegoś nowego blasku, a uśmiech rozjaśnił zachmurzoną wcześniej twarz. Już po chwili w jego rękach znalazły się oderwane fragmenty puchatości, które niedługo później przybrały kształt smukłych, pierzastych postaci. Niemal same wyfruwały spod jego wyjątkowo zręcznych palców. Twórca z radością obserwował ich harce. Niektóre krążyły potem wokół niego z jakąś niespożytą energią, inne przysiadały obok, posłuszne woli swego stwórcy, by wkrótce za jego przyzwoleniem wyruszyć we własną podróż …



– Dobry wieczór – całkiem zwyczajna kobieta weszła do większej izby, przerywając opowieść jednej z osób siedzących wokół dekoracyjnego kominka, w którym wesoło tańczył ogień za szybą. To tutaj - na krzesłach oraz domowej roboty poduszkach, ułożonych na wyplecionych ręcznie matach, siedzieli mieszkańcy tego domostwa wraz z całkiem liczną grupką swoich przyjaciół i znajomych z różnych zakątków kraju. Towarzystwo tworzyło barwny obraz, który ani przez chwilę nie przestawał się ruszać i dźwięczeć. Niespodziewane wejście nowego Gościa nie przerwało całkowicie odgłosów życia - może jedynie na moment lekko przycichły, by po chwili rozbrzmieć nową energią okrzyków powitania ze strony niektórych. Kobietę szybciutko usadzono na wygodnym fotelu blisko swawolnego ognia i podano ciepły napój. Wieczory - nawet te letnie - bywały niekiedy „nie w humorze” i uzewnętrzniały swoje kaprysy bez skrupułów.

– Kim jesteś? – niewysoki, szczuplutki chłopczyk o wyjątkowo zielonych oczach przysunął się bliżej fotela kobiety. Ta, upiła najpierw łyk napoju z trzymanego w obu rękach pękatego, glinianego kubka, po czym się uśmiechnęła. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć na pytanie, Gospodarz wstał i podniósł nieznacznie rękę, a na ten znak wszystkie niemal rozmowy ucichły. Zgromadzeni - niemalże, jak ... na komendę utkwili w nim wzrok, czasem może tylko popatrując w stronę ostatnio przybyłej.

– Witajcie, moi Drodzy. Raz jeszcze chciałbym podziękować Wam, że zechcieliście przyjąć zaproszenie do mojego domu i mogliśmy spotkać się w większym gronie. Dawno niestety nie było ku temu okazji, choć niektórzy z Was mieszkają na tej ziemi od lat i zdążyliśmy się nieco poznać. Co więcej, łączy nas sympatia do Magicznego Miasteczka, nierzadko mamy podobne poglądy na życie, a do tego każdy z nas ma swoje własne pasje, które stara się rozwijać. Jak choćby ta do wymyślania różnych historii - uśmiechnął się szeroko i spojrzał w kierunku „Opowiadacza”. Sympatia była odwzajemniona. – Bywa, że nie zawsze je rozumiemy, co nie oznacza jednak! … że nie mają na nas wpływu - szczególnie, jeśli dotyczą ludzi nam bliskich. Nawet jeśli ich nie podzielamy, to jednak w jakiś sposób nas wzbogacają, nadając kolorytu naszemu istnieniu. Ufff … – Gospodarz z lekkich westchnieniem dokończył myśl, po czym roześmiał się spontanicznie, wywołując wesołość wśród obecnych. Jego śmiech był wyjątkowo zaraźliwy, a jednocześnie jakiś taki … przyjemnie oczyszczający. 
Nie na darmo postrzegano Go jako przysłowiową „Duszę Towarzystwa” i chętnie zapraszano na różne wydarzenia organizowane w okolicy - zarówno tej bliższej, jak również i dalszej. On sam, też aktywnie uczestniczył w tym lokalnym życiu, inicjując nierzadko takie właśnie spotkania we własnym, niezwykle klimatycznym domu, który miał bogatą i jeszcze nie do końca odkrytą historię. – Mili moi, chciałbym - szczególnie tym, którzy jeszcze nie mieli okazji osobiście poznać - przedstawić dzisiaj, bardzo Wyjątkowego Gościa. Osobę, której opowieści również można słuchać bez końca, o czym mam nadzieję niedługo się sami przekonacie. Postać o wielu tytułach, choć nie są one naukowymi. W dzisiejszych czasach Młodzież mogłaby powiedzieć, że ta oto Kobieta siedząca wśród nas, posiada bardzo dużo różnych nick’ów.

– A co to, ten „nick”? – ten sam Chłopaczek o oczach w kolorze głębokiej zieleni, ponownie zabrał głos. – Chciaaałbym to wiedzieć … – dodał ciszej, lekko przeciągając pierwsze słowo, a potem - lekko zawstydzony spojrzeniami starszego rodzeństwa - opuścił kędzierzastą główkę.

– To takie jakby imię, Kochanie – po raz pierwszy tego wieczoru odezwała się Gospodyni i obdarzyła ciepłym uśmiechem Dziecko. – Czasem się zdarza, że jedna osoba ma ich kilka, prawda? Choćby … Ty. Zgodzisz się ze mną? – Zadała pytanie, uważnie spoglądając w uniesioną znowu - pod wpływem zaciekawienia światem - drobną twarzyczkę. W tym samym momencie ze strony dwóch większych od Malca postaci nagle dobiegły przykłady, potwierdzające te słowa.

– Richardinho – padł pierwszy - z kąta, w którym ulokował się długi i chudy nastolatek w niedbałym na pozór stroju, czyli rozciągniętej, spranej koszulce z wizerunkiem jakiegoś znanego zespołu muzycznego oraz dżinsach z taką masą różnych przetarć, że cudem wydawało się utrzymanie ich w jednym kawałku.

– Ricardos, Ryś-Bryś, Rysik, Ryszard – wyliczyła siedząca niedaleko, podobna wiekiem dziewczyna z burzą rudych, wijących się splotami włosów. – Faktycznie, sporo nawet tego, jak by się zastanowić – dodała po chwili, spoglądając w podobnie zielone oczy najmłodszego brata.

– Nie lubię być Ryszardem. Jestem na to za … młody – Malec spontanicznie zareagował, wywołując stwierdzeniem ogólną wesołość. Nawet ogień w kominku wydawał się być tym przekazem bardzo rozbawiony, gdyż roziskrzył się nieoczekiwanie i zamigotał feerią odcieni czerwieni.

– Naszego Gościa też różnie zwą – podjął przerwany wątek Gospodarz, kierując rozmowę na dawne tory. – Być może nawet tych … ekhm … „nick’ów” lub imion jest dużo więcej, niż te, o których ja słyszałem, czyli: Rzeźbiarka z Bruklinu, JustyAna, Matka Aniołów …

– Wiedźma … – dokończyła Kobieta teatralnym szeptem tak udanym, że niektórych przeszedł mimowolny dreszcz.

– Wiedźma?! Nie wierzę w to! – Malec ponownie zaznaczył swoją obecność. – Wygląda Pani tak miło! Jeśli jest się Matką Aniołów, to nie można być jednocześnie Wiedźmą, prawda? – skierował swój wzrok na Gościa. Był on tak przepełniony nadzieją, czy też oczekiwaniem na zaprzeczenie, że … trudno było się nie roześmiać.

– Mój Drogi, Młody Przyjacielu – Kobieta lekko nachyliła się w stronę Chłopca, spoglądając na niego swoimi jasnoniebieskimi, spokojnymi oczami – Wiedźmy nie były złymi istotami. Kiedyś nawet bardzo je szanowano i przychodziło się do nich po radę, wskazówkę i ogólnie mówiąc - pomoc. Najczęściej faktycznie były to niewiasty, więc teraz nawet trudno byłoby pewnie znaleźć odpowiednie określenie na kogoś podobnego im, kto byłby mężczyzną. A skąd pochodzi nazwa, która wywołała w Tobie taką reakcję? Otóż samo wyjaśnienie jest bardzo łatwe. Może nawet zaskakująco prosta jest etymologia, czyli pochodzenie tej nazwy. Jej „źródłosłów” jest opisowy. Wiedźma, to kobieta, która … po prostu wie. To osoba, która posiadała naprawdę dużą wiedzę o Naturze, czyli znała właściwości poszczególnych roślin i potrafiła czerpać z ich zasobów - choćby lecząc. Bywało, że … to właśnie ona ratowała ludziom ciało, a niekiedy i duszę. Mnie też interesują zioła i ich właściwości – dodała całkiem poważnym głosem.

– Czyli wtedy, gdy jest nam smutno, to choruje nasza dusza, tak? A wtedy mogą pomóc albo anioły, albo rośliny?– Malec upewnił się jeszcze, po czym zyskując potwierdzenie, potaknął główką na znak akceptacji tego, co usłyszał. – A które imię Pani lubi najbardziej? Jest takie? – zadał kolejne pytanie, przyglądając się twarzy Gościa.

– Chyba nie mogę się zdecydować, które podoba mi się aż tak bardzo, aby je wyróżnić – roześmiała się wesoło Kobieta. – Lubię każde z nich, ponieważ wszystkie do mnie w jakimś stopniu pasują i są na swój sposób mi bliskie. Zwykle nadają mi te … „imiona” moi Przyjaciele oraz Znajomi, więc … jeśli się lepiej poznamy, to może i Ty stworzysz dla mnie jakieś? Jestem ciekawa, jak by brzmiało – zakończyła cicho wypowiedź i obdarzyła Dziecko uśmiechem.

– Nie mogę niczego obiecać – zastrzegł się chłopczyk – ale oczywiście chętnie dowiem się o Pani więcej – dodał szybko, czując jak lekki rumieniec okrasza jego policzki. Większość spojrzeń siedzących w izbie osób, skierowało bowiem w tym czasie na niego wzrok. Poczuł się tym trochę onieśmielony.

Kobieta w tym samym momencie spojrzała raz jeszcze na niego swoim dobrotliwym wzrokiem, potem wygodnie umościła się w fotelu, po czym przerwała ciszę, która niepostrzeżenie otuliła wszystkich obecnych.

– Dziękuję, Drodzy Przyjaciele – spojrzała na Gospodarzy, obdarzając Ich delikatnym uśmiechem – za zaproszenie na ten dzisiejszy wieczór. Bardzo się cieszę, że mogę teraz tu być z Wami i opowiedzieć trochę o tym, czym się zajmuję i jak do tego doszło. Co prawda część swoich „sekretów” – roześmiała się wesoło – jakiś czas temu zdradziłam Pewnym Uroczym Damom, o czym można przeczytać na Ich stronie 
Chętnie jednak o nich znowu opowiem i … mam nadzieję, że wkrótce ponownie się spotkamy. Tym bardziej, że niedługo nadarzy się ku temu świetna okazja. Już bowiem za tydzień w innym baśniowym miejscu odbędzie się bardzo sympatyczne Wydarzenie 💟

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli tam zajrzycie. Może któryś z moich aniołów opowie Wam jakąś inną ciekawą historię …