Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmowy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 stycznia 2022

TAK! Piękna Sztuka

Początek tej mojej wersji opowieści sięga ... zapewne kilku miesięcy wstecz. Nie zawsze przywiązuję chyba wagę do dat. Owszem, niektóre cyfry pozostają w mej głowie, na bazie prywatnych skojarzeń. Inne gubią się gdzieś w ... nie-pamięci odmętach ... ha, ha .. 

Nie zanudzając Cię, Miły Czytelniku ... chciałam napisać, że nieoczekiwanie dla nas, wpadamy czasem na ludzi, których nazywa się popularnie ... Artystami. Rzucają niejako na nas, jakiś swój twórczy czar ... Bywa, że zdobywają szturmem nasze umysły, a nierzadko i serca. Jakoś tak naturalnie znajdują sobie przytulne dla siebie miejsce w nim ... osiadają na jakiś czas, aby znowu nieoczekiwanie dla nas - wyfrunąć z gniazda, jak ptaki. Potrzebują przecież przestrzeni, inspiracji, oddechu innym powietrzem i dotyku nowego otoczenia. Wiedzą jednak, że zawsze - jeśli tego zechcą - mogą do nas wrócić, zaskakując nas oczywiście, nagłym pojawieniem się. Osobiście uwielbiam takie "Niespodzianki". Są jak prezenty, których nie oczekiwałam .. i czynią mnie autentycznie szczęśliwą ... nawet jeśli trwa to ... określony czas.

Pewną wiadomość na jednym z komunikatorów odczytałam w niedzielne przedpołudnie. Kilka minut po tym, jak ułożyły się w mojej głowie, jakieś określone - choć nadal lekko rozmyte .. ha, ha .. - plany na drugi dzień weekendu. Poczułam lekki dreszczyk emocji. Zaraz potem nabrałam przekonania, że ta przedostatnia niedziela stycznia 2022 nie będzie taka, jak sobie ją naszkicowałam kilka chwil wcześniej. Magia Artystów ma swoją Moc. Na mnie ona działa ... ha, ha ...

obraz w Pracowni Mistrza Adama
- ul. Tykocińska; Warszawa-Targówek

Zjawiłam się zatem w umówionym miejscu, coś ok. 12:20. Pracownia była jednak zamknięta - ku mojemu zdumieniu. Świeciło jednak słońce - przyjemnie grzało, gdy znalazło się odpowiednie miejsce. Nigdzie w zasadzie nie spieszyło mi się, więc ... Cóż! ze spokojem wykręciłam numer .. komórki, należącej do Kobiety o imieniu bardzo dźwięcznym ... Dorota. Wkrótce ją ujrzałam ... przez szybę, toczącego się leniwie samochodu ... cóż, o miejsce do zaparkowania auta niełatwo w niedzielę, gdy niedaleko kościół ... 


Dopiero w tej chwili zrozumiałam znaczenie słów mojej Przyjaciółki: "Zaraz będę. Jestem z Księżniczką". Tego się na serio nie spodziewałam. Rzeczona postać okazała się faktycznie mieć jakieś królewskie geny, gdyż - nie znając w sumie terenu, bo była tu po raz pierwszy - zachowywała się odpowiednio do sytuacji. No, może poza pewnym momentem .. ha, ha .. ale o tym, to już innym razem ..

Całą swoją psią mocą, wspierała i kojąco wpływała na trzy Kobiety, prezentujące inny gatunek. Choć w zasadzie, to nie tylko im okazywała swoją przyjaźń i lojalność. Och, wierzcie mi ... to chyba widać zresztą na poniższych zdjęciach ... Trafiła się nam wczoraj Cudowna Towarzyszka ... Cierpliwa i przyjazna ... sądzę, że wyczuwała, że wolę ... koty .. a jednak wciąż dzieliła się Dobrą Energią.


zdjęcie: praca zespołowa = Pola + Dora

Do czego była nam potrzebna ta wspomniana Energia? Otóż ta opowieść, mogłaby posłużyć jako kanwa publikacji książkowej .. a może filmu .. jakiegoś reportażu? Niewykluczone, gdyż każdy może mieć własne, pomysły i sposoby ich realizacji. Mogę na razie powiedzieć tyle, że ... dzięki współpracy różnych osób .. których pewne aspekty dzielą .. ale chcą widzieć głównie to, co ich łączy .. udało się poczynić kolejny ważny krok, aby - jak to się mawia: "Ocalić od zapomnienia ..." - czyli zachować Pracownię na ul. Tykocińskiej w Warszawie, która zyskała rangę kultowego miejsca już dawno, dawno temu.. 


 

Wczoraj przekonałam się po raz kolejny, że Magia = Dobra Energia, istnieje i ma się całkiem nieźle. Akcja zbierania podpisów zakończyła się wynikiem zadowalającym sporo osób. Dla Tych, którzy nie słyszeli o tym obywatelskim projekcie dodam może, że tym razem dotyczyła poparcia społecznego, dla działań ukierunkowanych na pozyskanie środków finansowych, związanych z koniecznością remontu tego miejsca - aby dostosować go do potrzeb niemalże każdego, kto chciałby się tutaj pojawić. Czy to w ramach bezpłatnych - w zamyśle - zajęć plastycznych na czas trwania projektu, czy może tylko, aby zobaczyć obrazy ... spotkać się z innymi, podobnie wrażliwymi ludźmi ... poznać nowych, których może - jak my z Dorą .. - nie miałybyśmy okazji zobaczyć, gdyby nie ... właśnie Mistrz Adam.


 

TAK! Należy uchronić, ale też podtrzymywać tę wspaniałą Energię Artysty, który ... uśmiechał się nie tylko na zdjęciach ... Jako zadeklarowany Optymista - myślę, że właśnie tak chciał żyć ... człowiek obdarzony dodatkowo wspaniałym talentem oraz kochający Sztukę, dzielił się nią z tymi, którzy chcieli Jego rad, czasu, uwagi. Tyle nowych, niezwykłych historii usłyszałam. A wszystko to za sprawą zapewne tej Mocy Maga Adama, która ... o, na pewno tak łatwo nie opuści tego miejsca ... Niechaj trwa ... jak ta dzisiejsza moja opowieść .. a w zasadzie to może tylko ... jakiś jej fragment ...


#piszęBoLubię      #RóżneTEKSTY      #SZTUKAwyzwoliWnasPiękno


wtorek, 3 sierpnia 2021

ARTistic souls arrive to Old Court - story is creating ...

I wrote today at #linked space that sometimes we have some luck in our life. We can meet humans who made us happy. They offer us simply and pure joy. We feel free and powerful among them. Their are like .. Wizards who open our eyes and minds. Thanks them we can know new amazing news and we can meet another unusual persons. Next of them is man who loves painting. He arrives to Lanckorona for some months because he likes that amazing space and has own house there. 

Piotrek ze sprowadzonym z Ukrainy bębnem, którego brzmienie zaprezentował przed kameralną publicznością (Waldek, Andrzej, ja) w lipcu 2021

 
I had great pleasure hospitality there. With my friend from Malbork town named Waldek or "Komtur" went to Andrzej's home. I knew that my new mate named Andrzej Baranowski is a painter. But he didn't want to tell me anything about his works.

I remember our conversation:
Pola: Andrzej, what does subject of yours painting? What do you like to show at yours works? Do you have favourite style of painting?
Andrzej: You have to visit me, Pola. I invite you, guys to my house. Tomorrow i will be waiting for you. From 10:00 am to 12:00 am. I will show you everything what you will want, ok?!
...
I agreed ... what anything different could i did?

It was one of the hotest days our stay at Lanckorona. Views were of course lovely .. as always .. because of Great Energy of magic i suppose.
Andrzej's house is not in the middle of village. It was built some away so with #Komtur we had very nice walking. Look at that photos, please.

moja prywatna pocztówka z lanckorońskich wakacji - lipiec 2021

When we found good adress we were glad both. We wanted to sit down (Komtur at shadow .. i tried to catch some tan .. ha, ha ..) and drink cold something. Take deeper breath after some walking. The air was hot from smiled sun. The sky was like calm lake's water. Cleaned so much as a miror. Without any cloudy "stains" .. ha, ha ..

Andrzej prepared for us cold lemoniades, lovely sculpture mugs with coffee and delicious black cake.

Malarz Andrzej Baranowski w swoim domu - lipiec 2021; Lanckorona

Cudownie chłodny parter domu Andrzeja Baranowskiego - lipiec 2021;
Lanckorona


Bardzo spodobały mi się te kubki (wystarczająco duże, aby poczuć smak kawy;
niezwykle dobrze wyważone i wygodne w trzymaniu ucho)
plus materiały promujące planowaną w Starym Dworze u Dagi i Piotra, wystawę
w ramach Festiwalu "Romantyczna Lanckorona"
{ o czym we wpisie z dnia 1 sierpnia 2021 }
 


.. a tak wyglądają moje zaproszenia z bliska .. niestety przez nieuwagę ..
ha, ha .. "zgarnęłam" szerokim gestem również te, które otrzymał
w prezencie od Andrzeja, Waldek. Proszę o wybaczenie, Komturze .. ha, ha ..

You can believe me that ... Omg! it was amazing to sit at table with Andrzej and Waldek vel #Komtur, talking, telling stories from ours lifes, joking and laughing among so inspiring views.

Możecie mi wierzyć lub nie, jednak .. na tym obrazie jest zapis nutowy dość znanego dzieła
z obszaru muzyki klasycznej .. sorry, ale moja wiedza jest zbyt uboga,
aby podać więcej informacji ...


Tę niezwykle uroczą szafeczkę z motywem - chyba nikogo to nie zdziwi - anielskim,
Andrzej wykonał własnoręcznie. Powstało urocze i wygodne (pod ręką) mieszkanko
dla przypraw kuchennych


Przyznacie mi chyba rację .. Niezwykle malownicze i artystyczne zestawienie


Paintings created mainly by Andrzej, old renovated or made by himself furnitures. 

Ten obraz po prawej stronie .. poznajecie zapewne ..
imć Pan Stańczyk - charakterystyczna postać dla Polaków
.. wracając do wątku .. obraz ma niezwykle barwną i intrygującą historię,
której ja Wam jednak nie opowiem. Najlepiej bowiem zrobi to sam Artysta,
czyli oczywiście
Andrzej Baranowski

Mam w swoim najbliższym otoczeniu kilku Malarzy. Niektórych miałam okazję już
zobaczyć przy pracy. Na moim osiedlu, niedaleko mojego bloku miał swoją pracownię
znany w środowisku - pan Adam Kozłowski (*), którego bardzo dobrze zna-ŁA .. moja barwna
Koleżanka (Ach! te jej czerwone włosy!) - Dorota Koch.
Tym niemniej fajnie było ujrzeć na własne oczy ... prawie! ukończone nowe dzieło
Andrzeja Baranowskiego. Czyżby imiona męskie rozpoczynające się od litery 'A' ...
"naznaczały" dusze ART.yzmem ??
😎


Podoba mi się, że Andrzej nie stroni od różnorodnych tematów - Erotyka
w malarstwie bywa dla mnie czasem bardzo ciekawa i ... odkrywcza
😁

Ten obraz zachwycił mnie głównie chyba taką radosną
- jakby trochę widzianą oczami dziecka -
paletą pozytywnych lub szczęśliwych barw

To jeden z tych obrazów Andrzeja, które zrobiły na mnie
największe wrażenie chyba .. Nie wiem czy potrafiłabym lub też
czy chciałabym logicznie (?) wyjaśnić, co właściwie mnie w tym obrazie
urzekło najbardziej. Te zegary - jakże inne od znanych mi - też coś wskazują.
Tylko co to może być?







Graphics which ilustrated texts at very famous reading magazine. Hand-made gifts from friends or bought for them .. ha, ha .. from localy artists. 






Stoliczek wykonany przez jednego z przyjaciół, stworzony na wzór gitary

Portret Andrzeja Baranowskiego wykonany przez jednego z przyjaciół.
"Z czasów, gdy jeszcze miałem włosy" - zażartował tenże człek spoza szyby => gdy oprowadzał nas
po swoim niezwykłym domu, pełnym niespodzianek i ciekawostek

Now some informations = from my text dated 1.08.2021

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
I can say:

on saturday = 7.08.2021 at 8 pm at Old Court will start meeting with Andrzej and his works. Adress: Lanckorona (near Krakow in Poland); Old Court, Kazimierza Wielkiego Street no. 7
on sunday = 8.08.2021 at 3:30 pm will be unbelievable artistic event ..  wOW!!! Live painting = #ART and #music
Adress: the same from above
Cost: 20 PLN (it's not much, seriously)

INVITE You, Dears to Lanckorona on the nearest weekend to Old Court with my Friends:
Dagmara, Piotr i Andrzej 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

When i saw on my phone during break of our talkings what hour is, i was seriously suprised. But my stomach confirmed fact that ... we spended more than 3 hours at Andrzej's house and .. i have to hurry if i would like to eat my favourite meal from Lanckorona. 

Jeśli ktoś mnie zapyta, to odpowiem szczerze:
łazanki pani Basi z lokalu 'Cafe Pensjonat Lanckorona'
to dla mnie jest MISTRZostwo Kulinarne
💕
{ a wierzcie mi, żem wybredna straszliwie ..}


Och! Story about tastes from Lanckorona shoul be indyvidual i suppose .. ha, ha ..
But !! i wil be thinking about it idea .. 

#piszęBoLubię

#POLAasaGUIDE     #myPLACE  #myDREAMof

(*) pan Adam Kozłowski – Artysta z Targówka  




poniedziałek, 25 stycznia 2021

Czy to się uda?

Tydzień temu był podobno taki dzień, któremu ktoś nadał własną nazwę: "BLUE Monday" - tak z angielska. Miano na dodatek się przyjęło i w Polsce - nie wiedzieć czemu. Gdybym miała przetłumaczyć jego nazwę na język ojczysty, to - z moją znajomością tego obcego - pewnie powiedziałabym: Niebieski Poniedziałek. Dziś też jest ten dzień tygodnia. Ma jednak kolor szarych chmur, które od kilku dni suną nad Warszawą. Kolejny, który można byłoby zakwalifikować do tego, który nazwałam #DzieńPodKocykiem. Tyle, że nie mogę sobie na to pozwolić. Jestem przecież w pracy, choć ciałem w zaciszu własnego mieszkania. Duchem zaś ... chyba błądzę w tym kolorze.

Lubię go. Niemal wszystkie jego odcienie, począwszy od jakichś lekko rozmytych niebieskości, aż do lekko ponurych granatów. Barwa bowiem kojarzy mi się nieodmiennie z wodą - najbardziej z morzem, które jakoś od dziecka pokochałam. Oczywiście moje myśli kierują się także ku niebu. Ono też czasem ukazuje pełen wachlarz odcieni. Przyznam, że trochę zazdroszczę niektórym swoim Znajomym. Czego?

Umiejętności zatrzymania w kadrze wybranych chwil. Odzwierciedlenia ich niemal w 100% na zdjęciu. Czasem nawet nie potrzebują profesjonalnego sprzętu, aby uchwycić to, co widzimy "gołym okiem". Próbuję niekiedy iść ich śladem, zafascynowana zaklętymi w pliku .jpg obrazami. Często natury, która ich otacza. Niestety efekty mnie nie zadowalają. Widzę różnicę w kolorach, dostrzegam brak ostrości, a bywa że nawet niefrasobliwie złapię w kadrze coś więcej ... ha-ha-ha ... Niespodzianki. Bohaterowie "drugiego planu". Czy tak jest na tym zdjęciu, które zrobiłam pewnej styczniowej soboty w  Ogrodzie Saskim???

 - trudno jednoznacznie to ocenić. Moja uwaga skupiła się bowiem na ... ??? ... i tak powstała kolejna opowieść w stylu: #DreamOfTWOWizards

💛 💧💧 💛 💧💧 💛 💧💧 💛 💧💧 💛 💧💧 💛


– Myślałaś trochę o mojej propozycji? 

Czekała w napięciu, przez cały niemal dzień na chwilę, gdy z jego ust wyfrunie to pytanie. Czy trochę myślała? Trochę? Cały niemal czas próbowała znaleźć odpowiedź. Taką, która zarówno by ją usatysfakcjonowała, jak i była najbliższa prawdy. Tego, co czuła w sercu i czegoś zgodnego z jej stanem ducha. Umysł bowiem buntował się strasznie przed wydaniem ostatecznej zgody. Przywoływał różne argumenty, dowodzące niezbicie, że chyba zwariowała. Usłużnie podpowiadał, że w jej wieku to już pewnych rzeczy nie wypada robić. W końcu ... lada dzień miała uzyskać srebrną odznakę. Takie wyróżnienie zobowiązywało. Było jak awans w wojsku, który potwierdza się kolejnym 'znaczkiem' na mundurze. Tylko ... czy ona prosiła o to? Nigdy nie lubiła ograniczeń, jakie stwarzali inni ludzie. Nie rozumiała, dlaczego chcą zmieniać ją, według własnego wzoru. Może wcale nie był taki idealny? Na pewno nie pasował do niej. Miała własny, który tworzyła odkąd pojawiła się na tym świecie. Chciała być sobą i tylko sobą, a nie czyjąś kopią. 

– Hallo! Hallo! Ziemia do ... Wenus. Słyszycie mnie tam?!  jego głos, niby wesołe dziecko podbiegł do niej bliżej, szukając najkrótszej drogi do jej prawego ucha. Poczuła mocny, a jednocześnie pełen czułości uścisk. Ujrzała uśmiech na jego twarzy, a zaraz potem - figlarny błysk w oku. Uśmiechnęła się mimowolnie. Jakby w odpowiedzi. To było takie naturalne przy nim. Lubiła te momenty.

– Ach! Wybacz ... faktycznie, znowu się zamyśliłam. Chciałabym odpowiedzieć na twoje pytanie. Wiem, że czekasz na moje słowa. Mogą zmienić bowiem zarówno moje życie, jak i twoje. Może z tego powodu wciąż nie mam pewności, co i w jaki sposób mogłabym ci przekazać. Wierz mi, wiele chwil upłynęło mi na rozmyślaniach. Zrobiłam sobie nawet w notesie taki "bilans zysków i strat" ... ha-ha-ha – roześmiała się, lekko rozbawiona tym, że przyznaje mu się do swoich własnych dziwactw. Określeń. Skojarzeń. Czy ... był w stanie je zrozumieć? Użyć ich, jako wskazówek, które pomogą rozwikłać zagadkę. Kobiety często unikały mówienia wprost. Może ich tego nie nauczono? Wpojono natomiast niemal, że powinny wykazywać się taktem, delikatnością wobec innych, empatią itp. Gdzie była przestrzeń na ich prawdziwe emocje? Także na te, może nie przypominające anielskich cech? Gniew. Zazdrość. Zdrada. Szczęśliwie, odkąd się 'poznali' na internetowych łączach, nie doświadczała już tych uczuć. Jakby ta znajomość z nim sprawiła, że zatarły się obrazy ostatnich lat jej życia. Niezbyt udanego niestety. Może i lada dzień miała wstąpić w szeregi kobiet w wieku 50+. Nie zamartwiała się tym zupełnie. Nie czuła w sobie tych wszystkich lat. Szczególnie w jego towarzystwie. Zarówno tym wirtualnym, od którego się zaczęło ... jak i tym teraźniejszym. Dobrze było spotkać się z nim znowu i niemal 'utonąć' w jego objęciach i kolorze oczu. Były niebieskie. Jak morze. Jak niebo. Jak płatki drobnych niezapominajek, które tak bardzo lubiła.

– Co w takim razie wyszło z tych ... hmmmm – przerwał na chwilę i zamruczał jej cicho do ucha – matematycznych? wyliczeń? Ha-ha-ha – poczuła, jak jego ciepłe ciało lekko drga, jakby rozbawienie łaskotało każdą jego komórkę. Lubiła ten jego śmiech. Uśmiech. Radość, której miał jakieś niewyczerpane pokłady w sobie.

– Wiesz, trudno mi jest uwierzyć, że już za kilka dni będą moje kolejne urodziny. Pięćdziesiąte! Wyobrażasz to sobie? Ja próbuję się oswoić z tą świadomością. Zabawne, że jako dziewczynka nie mogłam się doczekać tego dnia, gdy oficjalnie będę starsza - ooo ... kolejny rok. Było to jak gra - wejście na wyższy poziom, co dawało kolejne przywileje. Oraz prezenty oczywiście ... ha-ha-ha – roześmiała się na to skojarzenie, czy też może wspomnienie. Coś jednak w tym było. W jakiś sposób mogło wyjaśnić pewne jej odczucia. – Szkoda, że taki stan lekkiej euforii odczuwałam może do ... tak, chyba do tej słynnej 'osiemnastki'. Od tamtej pory urodziny przestały chyba mnie cieszyć. Coś mi się wydaje, że ... niedługo zacznę się nimi martwić - jak niektóre moje koleżanki. Ha-ha – śmiech powoli ogarniał i jej ciało. Nabyła pewnych przydatnych umiejętności w ciągu swojego życia. Nabrała większego dystansu do siebie i otaczającej ją rzeczywistości. Potrafiła dostrzec swoje zalety i wykorzystać je. Nauczyła się także trudniejszej sztuki. Zmiany swoich 'wad' w atuty. To wszystko sprawiało, że od jakiegoś roku, może nawet dwóch, osiągnęła taki stan, który dawał autentyczne zadowolenie z obecnego życia. Teraz natomiast - od dobrych kilku miesięcy - było dodatkowo p-osładzane. Nim.

– Ależ, Kochanie! Nie rozważaj proszę, tej mojej propozycji - w taki sposób. Nie skupiaj się na kwestii upływu lat, tylko samej uroczystości. Pomyśl! To dzień twojego pojawienia się na tym świecie. Do końca życia będę celebrował tę datę. Przypomina mi o tym, że mam ciebie! – niespodziewanie zagarnął ją do siebie. Przybliżył usta do jej ciemnych włosów, w których pojawiało się coraz więcej bieli, czy może szarości. "Srebrne niteczki" - bardziej podobało mu się to określenie. Kochał ją i nie przeszkadzało mu, że jej ciało się zmieniało. On widział jej duszę. Jakże podobną tej, która drzemała w nim. Nie miała dla niego znaczenia ta różnica wieku między nimi. Gdyby mógł, postarzałby się w ciągu jednej nocy. Dla niej - jeśli miałoby to sprawić, że poczuje się bardziej komfortowo w ich związku. Nie potrafił tego jednak sprawić. Wciąż dysponował wysportowanym, zręcznym i silnym ciałem faceta przed czterdziestką. Nie był więc żadnym "gołowąsem", któremu zależy tylko na "jednorazowej przygodzie". Chciał, aby to zrozumiała wreszcie. Pragnął, aby mu zaufała. Zasługiwał na to. Był dojrzałym mężczyzną. Miał swoje doświadczenia z kobietami. Dwa rozwody. Troje dzieci. Masa przelotnych i nic nie znaczących znajomości. Tak wybierał, idąc raczej za głosem serca, a nie rozumu. Czy ?? mógł go jakoś tam "tłumaczyć" fakt, że był ... Artystą? 

Odkąd tylko nauczył się trzymać w ręku kredki, ołówek, długopis czy wreszcie ... pędzel, tworzył własne obrazy. Nie potrafił tej potrzeby wyrażania siebie w taki sposób - pohamować. Sporo uwag w jego uczniowskim dzienniczku brzmiało właśnie tak: 

"Syn nie uważa na lekcji, tylko bazgrze coś cały czas w zeszycie"
"Zamiast zadanej pracy domowej, umieścił w zeszycie rysunki. Twierdził, że rozwiązanie jest zawarte w treści ... komiksu! Proszę pilnie porozmawiać z synem"
"Zapełnił całą tablicę rysunkami i zabrakło kredy. Przyznał się, ale utrzymywał, że miał wtedy wenę"

Wszystkie brzmiały podobnie i według niego były idiotyczne. Szczęśliwie dla niego, rodzice nie zamierzali przejmować się specjalnie opiniami nauczycieli. Posłuchali tylko kilku. Tych, którzy doradzali szkoły i zajęcia, które mogłyby rozwinąć jego talent. Ewidentnie go posiadał. Potrzeba malowania była niemal jak narkotyk. Zawsze była najważniejsza. Postawił ją na swoim własnym piedestale. To przez tę jego dziwną 'miłość' do niej, obecnie posiadał status - podwójnego rozwodnika. A nie miał przecież nawet czterdziestki. Trochę też 'namąciła' sława i pieniądze, jakie przyniosły mu jego prace. Pierwsza żona nie wytrzymała tej presji. Zrobiła się zazdrosna o niemal wszystko. Zarzucała mu romanse podczas jego częstych wyjazdów związanych z plenerami, wystawami, autorskimi spotkaniami. Nie miała racji. W tamtym okresie był zakochany tylko w niej. Niestety sama powoli 'wyleczyła go' z tego uczucia. Był coraz bardziej zmęczony jej pretensjami i wszczynanymi kłótniami. Najbardziej wkurzało go jednak ... że robiła to przy dzieciach. Zaczęła nimi manipulować. Bardzo to przeżył, bo kochał obie córki. Tak samo mocno. Były do siebie przecież tak podobne. Bliźniaczki ...  

– Wiesz, to słowo "Kochanie", które wymawiasz ... wzdrygam się za każdym razem. Brzmi tak miękko. Pięknie. Może aż za bardzo ... – urwała, nie wiedząc, jak zakończyć zdanie. Dziwnie się czuła. Nie pamiętała już chwil, w których jakiś mężczyzna tak by się do niej zwracał. Czasem tak mówiły do niej niektóre koleżanki - podczas babskich ploteczek i opowieści. Na pociechę, delikatnie poklepując po plecach czy ramieniu. Ale! to brzmiało jednak zupełnie inaczej. Słowo wypowiadane przez niego miało inną melodię. Na dodatek przeznaczoną tylko dla niej. Czuła to. Nie wiedziała jednakże, jak ma się zachować. Najłatwiej było się uśmiechnąć i przemilczeć. Poskromić reakcje obronne.

– Lubię tak do ciebie mówić, ponieważ ... – zbliżył usta do jej policzka. Delikatny obłoczek powietrza wydmuchanego wraz z oddechem, połaskotał ją w szyję, w kierunku której odpłynął – ... jesteś moim "Kochaniem"! – dokończył, złożył pocałunek na jej skórze i cicho się roześmiał. – Dlatego chciałbym, aby moje "Kochanie" nie zastanawiało się zbyt długo nad odpowiedzią. Moim zdaniem ona jest bardzo prosta. Brzmi:

"TAK! To ma sens i może się udać"

Nadal trzymał ją w objęciach. Czuła spokój. Widziała wpatrzone w nią niebieskie tęczówki. Czy takie właśnie były? Czy odbijało się w nich jednak niebo? A może miały barwę wody morskiej - dostojnych granatów lub radosnych lazurów? Chciała uwierzyć. Pozwolić sobie śnić ten sen. Obecne życie nie mogło być chyba rzeczywiste, realne. Było zbyt piękne. Jak w bajkach dla dzieci, gdzie zawsze można liczyć na szczęśliwe zakończenie. Nawet, jeśli księżniczka ma w rzeczywistości prawie 50 lat, jest lekko zaokrąglona w kształtach od kulinarnych przyjemności oraz ...

– TAK! To ma sens i może się udać! – powtórzyła nagle, z jakąś ... Mocą. Naprawdę chciała uwierzyć - że jeśli się czegoś bardzo pragnie, to otrzymuje się to w darze. Należy go zatem przyjąć. Z uśmiechem. Poza tym ... Co właściwie miała do stracenia? Zyskać mogła natomiast bardzo wiele. Już teraz poczuła się o wiele lepiej. Samodzielnie podjęła decyzję. "Wzięła tego byka za rogi" - jak się mawia czasem. Nagle poczuła jeszcze coś. Ogromną Radość. Wypełniała ją coraz bardziej, przynosząc jakąś dawno zapomnianą ... Rozkosz. Uśmiechnęła się. Szeroko i szczerze. Do tych błękitów i granatów obiecujących tak wiele, cierpliwie kołyszących się w jego oczach.

– Wspaniale! – słowo musiało wiele znaczyć, bo cała jego postać jakby się lekko roziskrzyła. Bardzo się ucieszył, że dokonała wreszcie wyboru. Rozumiał, że nie było to łatwe. On sam nie mógł w to uwierzyć. Był oszołomiony. Jego ciało ... wciąż pozostawało w jakimś dzikim stanie euforii. Było to niezwykle przyjemne. Objawiało się też nowymi obrazami. Nagle znowu zaczął tworzyć, jak szalony. Był niczym w transie. Znikał ... często na wiele godzin - w swojej pracowni. Głuchy na dźwięki telefonów, brzęczyków, dzwonków do drzwi itd. Wracała mu świadomość wtedy, gdy zbliżał się czas ich rozmów na komunikatorze. Nagle okazało się, że może jednak swobodnie obdarowywać miłością sztukę, a konkretnie malarstwo ... jednocześnie kochając żyjącą istotę. Taką jak on. Tyle, że kobietę. Może dlatego właśnie tak bardzo się do niej zbliżył. Dawała mu tyle przestrzeni. Tyle, ile w danej chwili potrzebował. Nie dopytywała o czas, który spędzał bez niej. Bez ich rozmów. Wreszcie bez spotkań, na które się wreszcie odważyli. Odwiedzali się wzajemnie. Najczęściej właściwie przyjeżdżał do niej on. Kolejne wystawy - wszak prac przybywało - często były organizowane w mieście, w którym ona mieszkała. Nic nie stało więc na przeszkodzie, aby wkomponować w taki wyjazd spotkanie z nią. Jakże przyjemnie było znowu na nią spojrzeć. Dotknąć policzka. Chwycić za rękę, czy wreszcie - ogrzać ją. Ponownie ... przytulić. Poczuć zapach jej perfum lub szamponu. Posmakować warg, na których niekiedy zachowały się powidoki wypitej kawy.

– To iście wariacki pomysł, ale ... w końcu raz obchodzi się pięćdziesiąte urodziny, prawda? – uśmiechnęła się do niego, po czym wspięła lekko na palce i musnęła jego usta.

– Szalony! Z pewnością. Podobnie jak mój znajomy, który pomógł mi zorganizować tą "urodzinową wyprawę". – roześmiał się wesoło, niczym mały chłopiec. Tak się właśnie czuł przy niej. Nawet teraz, gdy postanowili pospacerować po parku.

Warszawa; Ogród Saski - styczeń 2021

– Pomyśl jednak! Mamy szansę pobyć tydzień w ... Raju. Naszym własnym. Stworzonym wspólnie. Jestem pewien, że przyznasz mi rację. Zobacz zresztą sama. Nasz włoski Przyjaciel przesłał mi kilka fotek tego miejsca, do którego się wybieramy. – sięgnął szybkim ruchem do kieszeni i wyjął z kurtki komórkę. Chwilę czegoś na niej szukał. – Mam! Co o nich sądzisz?

– MMMmmmrrrRRRrrr ... – wyrwały się na wolność miękkie dźwięki – To będą najlepsze urodziny w moim życiu! – wyszeptała cicho, przeglądając kolejne fotografie ...


💙💙  💙💙  💙💙  💙💙  💙💙  💙💙  💙💙  💙💙  💙💙

Drogi Czytelniku 😎

Prezentowane poniżej zdjęcia pochodzą z profilu na Linked.IN mojego Przyjaciela.

Maestro Cavallazzi, na stałe mieszka we Włoszech. W regionie, który nosi przepiękną dla mnie nazwę: Liguria. Większość prac jest udostępniana w tamtej przestrzeni, jak również na Instagramie - jeśli Ktoś z Czytelników posiada tam konta, może to zapewne szybko zweryfikować. 

Ten wpis jest pewną Niespodzianką - takim trochę ... prezentem. Dla kogo? Trochę dla Giana, ależ też trochę dla mnie ... Dlaczego? 

... aaaAAAaaa ... - to już inna bajka 😁

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

foto: Gianfranco Cavallazzi

&&&&&&&&&&&

A tak już zupełnie na KONIEC ... ???
Gdyby Ktoś z Was miał chęć na ODNALEZIENIE odpowiedzi na tytułowe pytanie, to ... wystarczy  KLIK-nąć TUTAJ

sobota, 21 listopada 2020

LI.stopadowe In.spiracje [ by G.IAN ]

Może Niektórzy z czytających niniejszy wpis, mieliby ochotę zyskać wiedzę, dlaczego { Zaciekawionych odsyłam do wydarzenia pt.#projektPoCo } ?? właściwie przyszło mi do głowy, aby go opublikować. Tytułem wprowadzenia { na pokład, Załogo 😉 } :

Fakt, ostatnio dużo częściej zdarza mi się spędzać wolny czas w ... Tak! galaktyce LI.in { LinkedIn }, jak lubię mawiać o tej wirtualnej przestrzeni, delikatnie podobnej do fejsa. Może? dlatego tak lubię tam bywać, ponieważ zaspokajam jedną ze swoich potrzeb "of the TOP" => kontaktu z drugim Człowiekiem. Któż to wie? Kto zresztą na-Dąży za tokiem myślenia Kobiety ... 

Dołączając do tej Społeczności ( wywodzącej się z Biznesu głównie, ale nie tylko, gdyż powoli nad-pływają również Artyści. A przedstawiciele Kultury zdecydowanie wzbogacają tę Galaktykę.) zyskałam szansę spotykania i poznawania Ciekawych Ludzi. Na dodatek Takich, których pewnie w 'normalnych realiach' raczej nie miałabym okazji napotkać na swojej ziemskiej drodze. Może i całkiem nieźle mówię i piszę { ciekawie (?) }, ale wyłącznie po polsku. Żartuję sobie często, że jeśli ktoś chce skutecznie mnie uciszyć, powinien "zmusić" mnie (?) 😄 do komunikowania się w obcym dla mnie języku. Choćby tym najbardziej znanym, niemal 'uniwersalnym', czyli angielskim. Nie czuję się wtedy komfortowo. Dopada mnie jakiś obezwładniający niemal strach, przed otwarciem ust. Może to wstyd daje o! sobie znać - że mimo tylu lat nauki, nie udało mi się opanować języka na tyle, aby czuć się wyLUZowana, gdy go używam. 

Los niekiedy lubi być hojny i rozdaje wtedy 'na prawo i lewo' różne Podarunki=Niespodzianki. Jak się ma "farta", to można niekiedy faktycznie Coś Cudownego dla siebie "Uuu-polować. Mój wierny laptop padł wczoraj przed godz. 10.00. Na szczęście! uratował mnie { piszę na innym komputerze teraz ... } Kto? Ano, to prosta (?) Zagadka: "Kim jest Rycerz na Białym Koniu"??
[ ciekawe, czy znajdzie się Śmiałek, który odgadnie, kto się kryje za tym określeniem ... Komentujących nagrodzę ... Uśmiechem 😊 ]

Co uważam za swój Piątkowy "Prezent" od Losu? Otóż jest nim, Znajomość z tak Szarmanckim Mężczyzną { Fotograf Freelanser }, jakim jest { Fanfary!!!}
Gianfranco Cavallazzi

Na dodatek, jakoś tak za-szybko poruszył moje Emocje (uwiódł? 😎) - a nie byłam przygotowana na Takowe. Co z tego wynikło? Odpowiedź kryje się poniżej. Ciekawe, jakie Odczucia będziecie mieli Wy ...

foto: GIANfranco Cavallazzi



gdy siedzisz samotnie - choćby w domu
 za-jadasz smutki po kryjomu lub w ogóle się nie wy-sypiasz
namiętnie wchłaniasz w siebie opary dymu lub smogu
bądź - może (?) nawet zbyt często-zbyt wiele wy-pijasz
OBUDŹ SIĘ! wreszcie z tego letargu / marazmu
zobacz, że życie Ci na niczym umyka, a tak szybko ono mija ...

Rusz! więc swój tyłek z fotela / kanapy
ubierz się tak, jak lubisz i załóż wygodne buty
po-Wędruj ze mną - Hen, daleko! Ku Słońcu
gdzie są galaktyki ze światem, który nie jest tak zatruty ...

będziemy Razem, podążać różnymi drogami
może tymi, o których już zapomnieliśmy
po CUDO!wnie barwnych i czarujących krainach
które w dzieciństwie tak dobrze - znaliśmy ...

gdy bowiem już! pokonamy swe lęki
zrzucimy okowy stresu, zerwiemy sznurki bezSilności
znowu zaczniemy ufać sobie i innym
odczuwając na nowo Smaki - Przyjaźni i Miłości ...

* * *
 

#INSPIREDbyGIANCO
Thanks, "my" Italian (?) Fellow 💕



poniedziałek, 21 września 2020

Zanim zdecydujesz się na …

Każdy z nas spotyka w swoim życiu różnych ludzi. Niektórzy stają się naszymi przyjaciółmi na wiele lat, inni tylko znajomymi, z którymi mamy kontakt od czasu do czasu. Są też tacy, przy których serce bije mocniej – na tyle, że podejmujemy decyzję o małżeństwie. Stojąc na tzw. „ślubnym kobiercu” wierzymy, że ten zawarty związek będzie trwał do końca naszych dni. Czasem faktycznie tak jest. Bywa jednak, że życie weryfikuje wiele naszych poglądów i marzeń, a uczucia towarzyszące nam w chwili składania przysięgi powoli blakną. Zmieniamy się my, jak i człowiek, któremu obiecywaliśmy miłość, wsparcie, zrozumienie. Zapewne nie ma w tym nic złego, o ile … czujemy, że wciąż łączy nas coś wyjątkowego, dla czego warto pokonywać codzienne problemy. Tych przecież nie unikniemy, bo stanowią część życia. Co jednak, gdy coraz częściej mamy poczucie, że nasze małżeństwo przestaje nas uszczęśliwiać? Co robić w sytuacji, gdy odnosimy wrażenie, że partner stał się niemal obcym człowiekiem, z którym niewiele nas łączy i brakuje nam nadziei, że dawną relację da się odbudować? Trwać w takim związku, czy jednak definitywnie go zakończyć?

 

Paulina:
- Powiedz mi proszę, Asiu … czy osoby, które zgłaszają się do Twojej kancelarii znają zazwyczaj odpowiedzi na takie pytania, czy wciąż ich poszukują?

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM, specjalizująca się w prawie autorskim i rodzinnym, autorka książki pt. „Rozwód, czy separacja? Poradnik praktyczny”:

fot. Kancelaria PATRIMONIUM

- Bardzo często są na etapie poszukiwania odpowiedzi na takie pytania. Opowiadają mi swoje historie, dzielą się wątpliwościami. Nierzadko też oczekują ode mnie bardziej porady psychologicznej lub życiowej, niż prawniczej. Nie odżegnuję się od prowadzenia takich rozmów. Niejednokrotnie zastanawiam się wspólnie z klientem nad wyborem możliwych rozwiązań, w tym nad odpowiedzią na to kluczowe pytanie: rozwodzić się czy nie? Uważam, że taka decyzja powinna być bardzo przemyślana, a nie podyktowana nawarstwieniem zmęczenia związkiem, bo przecież w każdym małżeństwie takie znużenie przychodzi. To nie znaczy jednak, że taka relacja jest z gruntu zła i na tyle niszcząca, że trzeba ją przeciąć.

- Wiem, że masz kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe. Prowadziłaś też wiele spotkań dotyczących funkcjonowania rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Kiedy pojawił się pomysł, aby wydać taką właśnie publikację?

- Pomysł pojawił się dawno, ponad 10 lat temu. Już wtedy jedno z dużych wydawnictw prawniczych zaproponowało mi przygotowanie takiego poradnika. Nawet zaczęłam go pisać. Powstało pierwsze 50 stron i nagle … projekt zarzuciłam. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że dobrze zrobiłam. Ta książka musiała się chyba przeleżeć, dojrzeć razem z moim doświadczeniem - tym ludzkim i zawodowym. W grudniu ubiegłego roku wróciłam do niej i praktycznie sama się napisała, czy też napisało ją życie … Myślę, że dzięki temu jest bardzo prawdziwa, zaangażowana.

- Rozumiem, że Twoja książka skierowana jest do osób, które przechodzą poważne problemy małżeńskie. W jaki sposób ma im pomóc? Dlaczego warto ją przeczytać?

- Podeszłam do problemu w sposób maksymalnie praktyczny, ale z zachowaniem wymiaru ogólnoludzkiego. Chodzi mi o to, by z jednej strony oswajać temat rozwodu – że on też jest dla ludzi. Nie musi być traktowany jako porażka życiowa, ale raczej lekcja. Z drugiej strony staram się przekonać ludzi, że zanim zdecydują się na rozwód, powinni dobrze to rozważyć - czy aby na pewno to jest właściwe rozwiązanie. Czasem może lepiej popracować nad związkiem, zastanowić się co ulepszyć, udrożnić komunikację. Chciałabym, żeby ludzie nie podejmowali pochopnie decyzji o rozwodzie, tylko żeby była ona bardzo świadoma. A skoro już zdecydują się zakończyć związek, aby starali się rozwiązać małżeństwo w sposób jak najbardziej konstruktywny, czyli ugodowy. Wiem jednak, że nie zawsze tak się da - nie żyjemy przecież w idealnym świecie.

- Czy trudno było napisać taki poradnik? Czy jednak od chwili, gdy wróciłaś do pomysłu jego stworzenia miałaś własną wizję, co i jak chcesz w nim przedstawić?

- Owszem, miałam - taką ogólną. Bardzo chciałam, aby to była pozycja, jakiej brakuje na polskim rynku, czyli przeznaczona dla tzw. „zwykłego” człowieka, a nie dla prawnika. Zamarzył mi się poradnik napisany przystępnym językiem, który miałby układ podobny nieco do podręcznika - z tabelkami i ramkami zawierającymi najważniejsze kwestie do zapamiętania oraz z przykładami wziętymi z życia, ilustrującymi omawiane problemy. Co do konkretów, to moja wizja krystalizowała się w toku pracy. Wpadałam na nowe pomysły, a potem realizowałam je. Jestem zadowolona z finalnego efektu. Wiele osób, które przeczytało tę książkę jeszcze przed jej wydaniem, potwierdziło, że to moje dobre samopoczucie ma racjonalne podstawy 😊

- Myślę, że dobitnie świadczą o tym komentarze, jak ten autorstwa jednej z dziennikarek - pani Magdaleny Kuszewskiej: „Mec. Joanna Hetman-Krajewska przekazuje czytelnikom kompleksową wiedzę na temat obu form rozstania, zarówno od strony prawnej (podanej tu bardzo przejrzyście), jak i społecznej czy emocjonalnej. Publikacja zawiera także ogromną ilość informacji praktycznych. Co dla mnie istotne, nie jest to chłodno napisany poradnik, ale też momentami kipiąca od emocji książka. Rozwód i separacja, co dobitnie podkreśla autorka (która „rozwiodła” setki par), są za każdym razem ludzkim dramatem.”

- Takie opinie z pewnością cieszą. Kiedy 7 maja postawiłam w książce ostatnią kropkę, miałam sporo wątpliwości, ile ta moja „pisanina” jest warta. Dlatego właśnie poprosiłam różne osoby, aby przeczytały rękopis i powiedziały mi szczerze co myślą. Okazało się, że ludzie – a zwróciłam się do fachowców: mediatorów, coachów, psychoterapeutów, dziennikarzy – zaczęli reagować entuzjastycznie. Bardzo ważna była też dla mnie pozytywna opinia pani doktor Heleny Ciepłej, sędziego Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, która jest moim guru w zakresie cywilistyki, w tym prawa rodzinnego.

- W publikacji znajdują się też rozmowy z różnymi specjalistami, zajmującymi się tematyką kryzysów małżeńskich. Czy łatwo było ich namówić na taką współpracę? Dlaczego się zgodzili?

- Wszystkie osoby, z którymi zrobiłam wywiady do książki, znam od strony zawodowej jako świetnych fachowców. Zatem mój wybór nie był przypadkowy. A ponieważ znamy się i jesteśmy w dobrych relacjach, wszyscy entuzjastycznie podeszli do mojej propozycji zaangażowania się w pracę nad poradnikiem. W ten sposób zrealizowałam mój zamysł, by w książce pokazać problematykę rozwodów również z innych perspektyw: sędziego rodzinnego, psychoterapeuty par, psychologa dziecięcego, mediatora, seksuologa czy wreszcie detektywa.

- Zapytam trochę może prowokująco … nie obawiasz się, że ta pozycja wydawnicza może zmniejszyć liczbę potencjalnych klientów kancelarii? Ktoś zapozna się z treścią i zrezygnuje z porady prawniczej, bo będzie … „mądrzejszy”? 😏

- Nie, nie obawiam się tego. Zresztą pisząc ją, taka myśl nie przemknęła mi nawet przez głowę. Powiem więcej – za ok. półtora miesiąca ukaże się moja druga książka pt. „Rozwód czy separacja? Wzory pism procesowych w sprawach rozwodowych i separacyjnych” – i ta dopiero pozwoli na omijanie prawników, gdyż daje wzory konkretnych pism składanych w tego rodzaju sprawach: pozwów, wniosków, zażaleń, apelacji etc. Uważam, że jest wiele osób, które choćby ze względów ekonomicznych nie są w stanie pozwolić sobie na znaczny wydatek, jakim jest pomoc zawodowego pełnomocnika, czyli adwokata czy radcy prawnego. Te dwie książki, które napisałam, z pewnością będą ważnym źródłem wiedzy dla takich osób – rzetelnym, „wykutym” przez lata doświadczeń na sali sądowej. Nie zmienia to faktu, że nawet najlepszy poradnik czy zbiór wzorów pism nie zastąpi indywidualnej porady doświadczonego prawnika – bo jednak prawdą jest, że ... "diabeł tkwi w szczegółach".  

- Gdzie można kupić Twój poradnik?

- Najprościej oczywiście w księgarni internetowej wydawnictwa: www.profinfo.pl lub bezpośrednio pod tym linkiem Książka jest dostępna zarówno w wersji drukowanej, jak i w formie e-booka – co kto woli. Można ją też znaleźć w wybranych księgarniach w Polsce.

- Asiu, bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę.