Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2023

... a'la świąteczna bajeczka

[ początek - ??? ] 😎

Tak, to też mnie się przy-trafia ... w głowie pojawia się potrzeba napisania jakiegoś bardzo lekkiego tekstu. Podobnego właśnie do 'bajeczek dla dzieci', które jednak ... Hmmm .. chyba nie do końca tak tylko "dla dzieci" - bym rzekła. Otóż i przykład ... 

^^

Dawno, oj! bardzo dawno temu ... Daleko, łoj! jak daleko ... mieszkała sobie księżniczka. Wtedy wiele ich siedziało po różnych zamkach i pałacach, a niektóre to nawet miały zwierzątka ... taki smok to fajna sprawa w sumie. I to na każde czasy niemalże ... Magia zawsze kryła w sobie określone ślady energii. A ta Siła właśnie, niezmiennie zachwycała Wszechświat, więc ... "niemożliwe jest możliwe" - podobno ... gdy się tego bardzo pragnie ... 

Wracając jednak do wątku bohaterki. Uznajmy, że ... no .. była jedną z wielu żyjących wtedy księżniczek. Była może znana w określonych kręgach, ale wielkiej tam sławy nie miała. Uroda w rzeczywistości 'przeciętna', majątek oraz koneksje - 'poziom średni', charakter ... Ugh! tu właśnie! "zaczynały się schody", czyli ... "łatwa w obejściu nie była". A to za sprawą swojej ciekawości, którą podobno odziedziczyła nietypowo, bo po swojej pra-babce ... Ta cecha charakteru była bowiem dość uciążliwa dla otoczenia. Ile można razy odpowiadać na pytania? Czasem nawet te same? Bo jej się wydawało, że danego dnia ktoś może udzielić zupełnie innej odpowiedzi na takie: "Dlaczego kolor czerwony ma tyle energii?"

Pewnego dnia ktoś z królewskiego otoczenia [księżniczka, bo bohaterka była jednak córką ... jakiegoś tam monarchy ... lol .. ] podpowiedział, że może by tak przygotować dla niej specjalną i trochę inną koronę. Taką w kolorze, o który tak często pytała. Wtedy można byłoby podjąć próbę wyjaśnienia, że barwa ma tyle energii, co ona sama. Znaczy się ... zbyt wiele ...". Tak też się stało i ostatecznie księżniczce podarowano nowy atrybut, a poprzedni zamknięto w jakiejś skrzyni, w zamkowych piwnicach. Oczywiście rzadko tam ktokolwiek zaglądał. Młoda kobieta była jednakże zachwycona swoją indywidualną ozdobą. Nosiła ją bardzo chętnie i gdyby mogła to ... w ogóle nie zdejmowałaby jej z głowy. Nie było to zbyt 'mądre zachowanie'. Korona - choć w innym kolorze, niż tradycyjnie noszono - była przecież bardzo kosztowna. Robiono ją wszak na tzw. "specjalne zamówienie"  .. a nawet w tych czasach król miał określoną władzę 'nad ludem'. Stworzenie takiego 'arcydzieła' nie mogło bowiem być uznawane za ... "przyjacielską przysługę". O, nie! Należało sowicie wynagrodzić tego, kto stworzył takie "cacko" - ono mogło uszczęśliwić jego córkę. 'Jej Młoda Wysokość' za nic jednak miała rady dworzan, doradców, Ochmistrzyni i nawet własnych rodziców. Odkąd zresztą się urodziła, robiła co chciała. Para królewska miała już czterech synów i już raczej nie myślała o kolejnym potomku. W rodzinie ich obojga rodzili się głównie chłopcy. Można więc sobie wyobrazić zaskoczenie wszystkich zgromadzonych - w końcu nie mieli takiego sprzętu, jak my teraz - gdy okazało się, że Królowa Matka urodziła córkę. Nawet specjalne "pępkowe" zostało z tej okazji zorganizowane i ... może dlatego wciąż krążyły legendy o imprezce, jak i ... samej księżniczce. Niewykluczone też, że z tego względu (lekko 'wypaczonych', gdyż przekazywanych "z ust do ust" opowieści), nie interesowało się nią zbytnio ... wielu 'Amantów' o podobnym rodowodzie. W tym przypadku bowiem, należałoby walczyć (i to nie raz!) z samą zainteresowaną raczej - to ona stanowiła pewne 'niebezpieczeństwo' dla męskich rodów. Tak obiektywnie rzecz ujmując ... Cóż! 

Miała już skończone 19 lat i ani razu nikt jeszcze nie starał się, aby 'poprosić o jej rękę' ... jakkolwiek  makabrycznie [ żarcik ] może to brzmieć. Wkrótce to nawet już mogła uchodzić za ... przysłowiową "starą pannę" .. Ech! Żeby tak chociaż ... jakiś dziki kot był w to 'wmieszany' (utrudniał zdobycie uczuć kobiety .. no, nie! taka prawda ... nie było na to szans ... ). Księżniczce co prawda, ani w głowie były jakiekolwiek "amory". Była ciekawska i wciąż w sumie wolna. Nie miała zbyt wiele obowiązków - jak to osoby o jej pozycji społecznej. Czasem towarzyszyła ojcu w patetycznych uroczystościach ... niekiedy dawała się przekonać matce, aby zajęła się bardziej kobiecymi zajęciami ... Niekiedy te spotkania doświadczonych przez życie kobiet były nawet całkiem pożyteczne. Nasłuchała się różnych opowieści. Można rzec, że z każdą kolejną uszy jej rosły - aby wychwycić wszystkie istotne informacje. Mogły się przecież kiedyś tam, przydać. A ona przecież miała pewien plan. Tajemnicę, o której wiedziała tylko ona. Zachichotała mimowolnie, rozbawiona tymi wszystkimi myślami. Zapomniała jednak, że wcześniej wychyliła się dość mocno z okna swej komnaty. Ku swemu lekkiemu przerażeniu uświadomiła sobie też, że ... znowu nie posłuchała Ochmistrzyni. Tak! Nie chciało się jej ... przypiąć korony do loków. Teraz ... było już jednak za późno. Nie, nie mogła cofnąć czasu i zachować się inaczej. Jej atrybut 'statusu społecznego' powędrował ... Gdzie?

Hmmm ...  co tu zresztą gadać więcej ...
wystarczy? spojrzeć na zdjęcie ...

 


 ^^

[ fragment ] 

>> lub początek pewnej opowieści .... jeszcze nie wiem [autor - przyp. Redakcji] 😁

#piszęBoLubię #różneTEKSTY
#zabawa #zRedakcją .... lol ...

niedziela, 25 kwietnia 2021

Fairy tale about ...

I like to write. Sometimes I invent own stories and I publish them here. They are in polish often because it's my native language. Some time ago I created my next fairy tale. I wanted to share it with other people but I dreamed about interesting images for it. In my opinion ilustrations adds charming of words. They make together something amazing. Unfortunately I'm not good at making photos or draws. So I didn't have these which could be apprioprate. Luckily I have some talented friends in Poland. They read my words and agreed to help me. In this way my story got some lovely pics.
Oryginal tale was in polish of course. However I promised to translate this for friends who don't know my language. I'm not good enough in English so it's kind of challenge for me. But I hope that You will enjoy my version of this story. Even if it's not in line with reality .. ha, ha, ha

🌞 🌈  🌈  🌈  🌈  🌈  🌈  🌈  🌈  🌈  🌈 🌞

Probably most of you know how a rainbow is formed. What circumstances must exist in order for us to be able to admire this phenomenon in the sky. But do you know how it all started? How was the world's first rainbow created? I think that it could be like that.

The sun liked to travel from always. To move slowly on own way and admire everything around. It liked to meet with clouds and wind to exchange informations and curiosities from the world. In its opinion the most of interesting things were on Earth. This planet was changing all the time. It seemed like she can bewitch - her own unusual range of colours. Its shades amazed on each season of a year.

foto: Małgorzata Chomont

foto: Romuald Kokociński

foto: Romuald Kokociński

foto: Małgorzata Chomont

That's why the sun approached to earth often and touched chosen things own rays. It was really great to feel fresh, lush green grass. Her smell was connecting with power of the ground. 

foto: Małgorzata Chomont

It was so nice to sit even for the moment on the flower petals. They had so many different colours that it was hard to describe them. All of them: yellow, orange, red, pink, blue, violet had own shades and shadows. Sometimes more stronge, sometimes less. Some of flowers were white like snow or small dreamy clouds which the sun met on the sky.

foto: Romuald Kokociński

foto: Romuald Kokociński

It was wonderful to dance cheerfully on the surface of the rivers, lakes and sea or take a bath in their interior. Among the blue, green or grey waters. Och, yes .. the sun liked to touch almost everything which it could reach on chosen moments. 

foto: Małgorzata Chomont

foto: Romuald Kokociński
 

Then it told about own feelings and emotions to other travelers. The small and feathery clouds heard these stories with dreamy look. They loved touch blue of sky and rather didn't miss for other colours. But bigger clouds were terrible jealalous of opportunities of sun. They would love to experience someting like that. Unfortunately they couldn't. From so higher the clouds couldn't see things about which the sun told - all these intricately carved shapes and amazing colours. Some of them during tales were starting to cry with regret that they never will touch anything from the earth. The others were tooking offense and fast were flying away with the wind. Some of clouds were so angry that was starting to thickened and cut off the sun from the earth. Unfortunately were appearing different emotions among them. Not so nice sometimes.

One day the sun woke up  in an exceptionally good mood. Maybe because of unknown small fluffy cloud. It gave great rest. The sun needed it after its last trip. Stories about views from this journey almost couldn't end. A little cloud was hearing with big interest and was trying to imagine all of it. Then it thought that could to join to the sun. The sun agreed. It's nice to travel with company, share emotions and admire world together. It's great to enjoy some places for longer time with somebody else. So they moved on together. The sun was sending own rays every now if it saw something interesting. They were coming back - like scouts - with new informations and full of colours from things which they touched. The cloud was trying to see all detailes from tales.

foto: Małgorzata Chomont

foto: Romuald Kokociński

foto: Romuald Kokociński

Unfortunately it couldn't to see and touch any colours. The cloud got very sad because of that. So much that it was starting to cry. It couldn't stop its tears. The sun was surprised and didn't know what to do. It had wonderfull mood still and was shining cheerfully. But it liked very much its friend so it was thinking how to console it.

I think that the sun had really good intentions because suddenly! in the air something started to happen. Maybe it was magic of universe? Or maybe only tears of this cloud dissolved some of colours from sun's rays. I don't know that but ... on the sky appeared softly range of colours taken from the earth.

foto: Romuald Kokociński

It stayed that way. Since then, when another cloud misses colors so much that it begins to cry in the presence of a joyfully the sun, we can admire the rainbow again. A colorful bridge - almost connecting the earth ... with the sky.



piątek, 16 kwietnia 2021

Bajeczka szuka ilustracji ..

W Warszawie niestety wciąż utrzymuje się deszczowa i mało wiosenna - jak na mój gust - pogoda. Co prawda zieleń dzięki łzom chmur rozkwita, ale ... większość kolorów wydaje się być rozmazana. Tęsknię oczywiście za słońcem, które ma jednak jakąś Magiczną Energię. Świat w jego promieniach wydaje się być bardziej przyjazny i radosny. 

Ta poniższa bajeczka powstała kilka dni temu. Opublikowałam ją w przestrzeni wirtualnej o nazwie Linked. Tam też - choć to portal uznawany za bardziej biznesowy - można spotkać wiele interesujących osób. Niektórzy z nich mają swoje artystyczne pasje. Fotografują, malują, piszą, tworzą dźwięki, podróżują. Inni lubią z kolei podziwiać taką twórczość. Wirtualna przestrzeń ma wiele zalet. Jedną z tych chyba najważniejszych jest to, że można - niemal nie wychodząc z domu - ujrzeć wiele ciekawych miejsc i zadziwić się czymś. Szczególnie obecnie chyba, jest to wspaniała możliwość. Podglądam więc czasem, co się dzieje ciekawego u moich Znajomych z kraju (inne miasta) i ze świata. Próbuję przy tym używać języka angielskiego - w końcu tyle lat nauki, nie powinno iść na marne .. ha, ha ..

Do czego zmierzam? Ta bajeczka wymyślona przeze mnie jest oczywiście w języku polskim. Nie posiada też w sumie fajnych zdjęć, które mogłyby upiększyć tekst, czy też oddać jego charakter. Liczę w tym momencie .. ha, ha .. na pomoc z Waszej strony 😀 Jeśli macie chęć podzielić się ze mną własnymi zdjęciami lub rysunkami, to czekam na kontakt w komentarzu. Zamierzam bowiem podjąć kolejne własne wyzwanie i .. Omg! napisać tę opowiastkę po angielsku i wtedy właśnie dodać tam upiększające słowa obrazy. Oczywiście każde zdjęcie będzie podpisane danymi Autora - takimi, jak będzie uważał za stosowne (imię, nazwisko, pseudonim).

Ach! Może nie staniecie się sławni, ale ... myślę, że to może być ciekawe doświadczenie. A oto moja bajka, która szuka oprawy ...

🌞 ☁ 🌈 🌞 ☁ 🌈 🌞 ☁ 🌈 🌞 ☁ 🌈 🌞 ☁ 🌈 🌞 ☁🌈


Pewnie większość z Was wie, w jaki sposób powstaje tęcza. Jakie okoliczności muszą zaistnieć, abyśmy mogli podziwiać na niebie to zjawisko. Czy jednak wiecie, od czego się wszystko zaczęło? Jak powstała pierwsza na świecie tęcza? Myślę, że mogło być właśnie tak.

Słońce od zawsze lubiło podróżować. Przemieszczać się powoli wyznaczoną sobie drogą i podziwiać wszystko to, co było dookoła. Spotykać się zarówno z Wiatrem, jak i Chmurami. Wymieniać się nowinkami z wszechświata, jak również ciekawostkami. Zdaniem Słońca, najwięcej można było ich ujrzeć na planecie, zwanej Ziemia. Ona wciąż się zmieniała i zadziwiała tymi przemianami. Jakby potrafiła czarować. Szczególnie ogromnym wachlarzem barw. Ich niezwykłą świeżością o różnych porach roku. Słońce często więc zbliżało się do jej powierzchni, dotykając promieniami wybrane przez siebie obiekty. Jakże wspaniale było poczuć świeżą, soczyście zieloną trawę. Jej zapach, który był ściśle powiązany z energią ziemi. Cudownie było też przysiąść - choćby na krótki moment, na płatkach rosnących kwiatów. Ich kolory były czasem bardzo trudne do opisania. Żółcie, pomarańcze, czerwienie, róże, fiolety, granaty - ich cienie, jak również i odcienie. Mocniejsze i słabiutkie, jakby zaledwie muśnięte wybraną barwą. Niektóre nawet białe, jak śnieg lub marzycielskie chmury, które słońcu zdarzało się czasem spotkać, podczas wędrówek po niebie. Jak przyjemnie było wesoło zatańczyć na taflach wód lub skąpać się w ich wnętrzu. Otulić błękitami, bądź refleksami zieleni lub szarości. Tak, Słońce bardzo chętnie dotykało wszystkiego, czego tylko mogło dosięgnąć w danej chwili. Potem natomiast opowiadało o swoich doznaniach oraz emocjach, wszystkim niemal napotkanym wędrowcom. Małe oraz pierzaste obłoczki słuchały tych opowieści najczęściej raczej z marzycielskim spojrzeniem. Kochały dotyk niebieskiego nieba i nie tęskniły specjalnie za innymi kolorami. Część większych chmur jednak, bywała strasznie zazdrosna o możliwości słońca. Też chętnie doświadczyłyby takich przeżyć. Na dodatek, z góry nie były w stanie dostrzec tego, o czym opowiadało im słońce. Misternie wyrzeźbionych przez naturę kształtach. Zachwycającej palecie ich barw. Zaskakujących może nawet - ich mieszankach. Niektóre chmury zaczynały podczas takich opowieści pochlipywać pod nosem - rozżalone, że nigdy nie dotkną nic z tego, co znajdowało się na ziemi. Inne rzucały tylko chmurne spojrzenie i odpływały dość szybko z wiatrem. Były też takie, którym złośliwie zdarzało się gęstnieć, odgradzając Słońce od jego ulubionej Ziemi. Tak, pojawiały się różne emocje. Niektóre niestety powodowały niezbyt życzliwe zachowania.

Zdarzyło się pewnego razu, że Słońce wstało w wyjątkowo dobrym humorze. Może dość istotny udział miał w tym, pewien nieznajomy, puchaty, biały obłoczek. Tenże bowiem zapewnił całkiem wygodny odpoczynek. A słońce tego bardzo potrzebowało po ostatniej wędrówce. Opowieściom o ujrzanych wtedy właśnie, nowych barwach - nie było niemal końca. Pierzasta chmurka z zainteresowaniem słuchała wszystkiego, próbując sobie wyobrazić to, o czym była mowa. Rano pomyślała nawet, że mogłaby towarzyszyć Słońcu w kolejnej jego wyprawie. To oczywiście bardzo chętnie się zgodziło. Przyjemnie jest przecież czasem podróżować w towarzystwie. Móc wymieniać się odczuciami oraz wspólnie podziwiać widoki. Nacieszyć się jakimś miejscem trochę dłużej, czując obecność kogoś miłego. Wkrótce zatem ruszyli razem. Słońce oczywiście co chwila wysyłało swoje promyki tam, gdzie dojrzało coś interesującego. Wracały potem - niczym zwiadowcy - z informacjami, przesycone kolorami, których dotykały. Chmurka oczywiście próbowała dostrzec te wszystkie szczegóły. Wytężała wzrok tak bardzo, że zrobiła się jeszcze bardziej puchata niż wcześniej. Niestety, wszelkie próby podejmowane przez nią, nie dały spodziewanych efektów. Nie mogła ani dostrzec, ani dotknąć żadnej z opisanych barw. Zrobiło się jej smutno. Na tyle, że nagle rozpłakała się rzewnymi łzami. Nie potrafiła ich powstrzymać. Zaskoczone zmianą jej nastroju Słońce, nie wiedziało co ma robić. Ono wciąż miało bardzo dobry humor i świeciło radośnie. Co mogło w tej sytuacji zrobić? Promieniało radością i myślało. "Jak pocieszyć ten sympatyczny obłoczek? W jaki sposób przekazać trochę własnej dobrej energii?" 

Myślę, że miało naprawdę dobre zamiary, bo nieoczekiwanie! - czyżby za sprawą Magii Wszechświata? - w powietrzu coś się zaczęło dziać. A może jednak, to tylko łzy płynące z obłoku rozpuściły trochę kolorów, którymi nasycone było słońce? Tego nie wiem, ale ... na niebie pojawiła się nagle, delikatna paleta barw zaczerpniętych z ziemi. Niektóre były bardzo żywe, inne rozmywały się, niczym akwarele po papierze. Widok był tak piękny i niezwykły, że chmurka przestała wreszcie płakać. Mogła też wreszcie ujrzeć z bliska kolory, o których opowiadało słońce. Mogła ich też dotknąć, poczuć niemal. Były w nich wspomnienia soczyście zielonej trawy i liści, kwitnącej na żółto forsycji, czerwieni tulipanów, fiolety bzów oraz wielu innych.

Tak już zostało. Od tamtej pory, gdy jakaś kolejna chmurka zatęskni za kolorami tak bardzo, że zaczyna płakać w obecności radośnie nastrojonego do świata Słońca, możemy znowu podziwiać tęczę. Kolorowy most - prawie łączący ziemię ... z niebem.


 
#piszęBoLubię

 

niedziela, 10 stycznia 2021

... a ja wciąż szukam Magii ...

Dziś miałam kolejną, fantastyczną dla siebie samej podróż ... po Warszawie oczywiście. Zmęczona szarością chmur i mgieł, zatęskniłam za kolorami. Niewykluczone, że to może brzmieć cokolwiek dziwnie ... bądź też: zabawnie = czasem Ciemność pozwala nam zobaczyć pewne kolory ...

💙 💙 💙 💙 💙 💙 💙 

moje oczy mają kolor szary
niczym kłęby pierzastych chmur
podobne są czasem raczej mgłom
niż ... morskiej wodzie

ta jednak ma tyle odcieni ...
błękitu, granatu, zieleni i bieli
także tych nieszczęsnych szarości
których tak się czasem wstydzę

żywioły mają swoje barwy
mój także ją ma - choć bardzo trudno
dostrzec ją 'gołym okiem'

to wymaga pewnej dozy wyobraźni
oraz dużej też odwagi i motywacji
by dostrzec to, co jest niewidzialne

jestem tylko chwilą
bezbarwnym kłębkiem czegoś
co z łatwością porywa Wiatr 

jestem Mu wdzięczna ...
za co? - ktoś może spyta
właśnie za te momenty
uwagi - podarowane tylko mnie ...



Warsaw by winter evening :)





piątek, 25 grudnia 2020

... dla Dzieci?

Kilka dni temu, w swojej ulubionej "galaktyce Li." udostępniłam jeden z dawnych rysunków mojego Starszego Syna. Wiele z nich udało mi się zachować, z czego ogromnie się cieszę. Przywołują dobre wspomnienia. Może nawet lekko prowokują, aby ... wrócić do zapomnianych pomysłów. Jednym z nich było, aby do prac mojego Dziecka napisać jakieś bajki lub opowieści. Zabawne, że właśnie dziś! - chyba mi się udało zrealizować to swoje małe marzenie. Co z tego wyszło? Zerknijcie sami 😁

💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙

Nie wiedział, co właściwie go obudziło. Coś jednak dźwięczało mu jakoś niezbyt przyjemnie w uszach. Zacisnął powieki, próbując zatrzymać obrazy, które jeszcze chwilę wcześniej były tak bardzo prawdziwe. Były przyjemne i nie chciał ich tracić. Niestety - niczym motyle - wystraszone gdzieś już pofrunęły. Szanse, aby do niego wróciły, były bardzo małe. Otworzył ostrożnie jedno oko, próbując odczytać godzinę na stojącym niedaleko budziku. Chciał wiedzieć, czy warto już wstawać, czy jednak lepiej nadal leżeć pod ciepłą kołdrą. Widok jednak był lekko zamazany. Niechętnie podniósł powiekę drugiego, ale to wcale nie przyniosło spodziewanego efektu. Tarcza zegara wciąż ukrywała w sobie zagadkę. Wcześniejsze poczucie niezadowolenia z wibracji w uszach zamieniło się teraz w irytację. Zezłoszczony lekko obrócił się na bok i sięgnął w stronę pobliskiej szafki nocnej. Po chwili już trzymał w ręku okulary. Wylądowały mu na nosie i pomogły odgadnąć tajemnicę budzika. Wskazówki - niczym wąsy, smutnie mu zwisały, pokazując godzinę 7.25. Westchnął. Mógłby pospać sobie dłużej. Była przecież sobota i nigdzie mu się nie spieszyło. Co go więc obudziło? Odsunął od oczu szkiełka i podrapał się po nosie. Tak, już wiedział. Smaczny sen, w którym chciał trwać jak najdłużej, przerwała ... cisza. Może nie do końca nią była, ponieważ za oknem słychać było delikatny szum cywilizacji, a także przyrody. Ta jednak, o której myślał była inna. Była pustką, samotnością. Zacisnął znowu powieki, jakby to mogło sprawić, że coś się zmieni. Policzył powoli do dziesięciu, wypowiadając słowa swojego życzenia. Wiedział, że to trochę dziwne, aby ktoś taki jak on, zachowywał się tak dziecinnie. Tylko w bajkach było możliwe, aby za sprawą czarów, można było w jednej chwili zmienić swoje życie. Nie posiadał ani złotej rybki, ani nie miał Chrzestnej, która byłaby wróżką. Nie miał w swoim otoczeniu nikogo, kto potrafiłby dokonać takiej magicznej sztuczki - odmienić jego samotny los. Oczywiście, miał grupkę Przyjaciół, z którymi lubił spędzać czas. Całkiem dobrze bawili się w swoim towarzystwie. Często rozmawiali o przeczytanych książkach, obejrzanych filmach lub sztukach teatralnych. Gawędzili przy kominku o podróżach, które będą ich udziałem. Czasem spotykali się, aby urządzać wspólne gotowanie. Śmiechu było wtedy co niemiara, natomiast kuchnia wyglądała potem tak, jakby przeszło przez nią tornado. Pasemka rozsypanej mąki, lepkie plamy po sosach, malutkie kałuże rozlanej wody. 

Na myśl o jedzeniu zaburczało mu w brzuchu. Nie miał wyjścia. Musiał wstać. Nie było nikogo w pobliżu, kto mógłby zrobić dla niego śniadanie i podać je do łóżka. Skrzywił się na tę myśl i przygryzł wąsy, sterczące mu teraz jak antenki w różne strony. Niezadowolenie w nim rosło. Na dodatek za oknem znowu nie było słońca, tylko chmury przesuwały się po niebie, popychane lekko przez wiatr. 

"Czyżby znowu dziś miało padać? O, nie ... Nie! tylko nie to. Ciekawe, kto zagarnął dla siebie tę cudownie ciepłą gwiazdę. Już ja bym go odpowiednio potraktował ..." - prawie zawarczał, opuszczając łóżko. Poczłapał w stronę kuchni. W przelocie złapał swoje odbicie w lustrze. Przystanął i spojrzał uważniej. Tafla nieubłaganie pokazywała rzeczywistość. Niezadowoloną minę Pana Tygrysa.

autor: eF.Ce

"Może jak coś zjem, to poprawi mi się humor?" - pomyślał i leciutko się uśmiechnął. Po chwili już stał przed lodówką, sprawdzając jej zawartość. Nie do końca wiedział, na co właściwie ma ochotę. Nagle doznał olśnienia i to dodało mu jakiejś ... energii do działania. Szybko się zakrzątnął w kuchni i już po zaledwie może 10 minutach mógł usiąść do stołu. Widok, jaki miał przed sobą sprawił, że znowu zaburczało mu w brzuchu. 


Raźno zabrał się do konsumowania swojego śniadania. Wkrótce oba talerze świeciły pustką. Odniósł naczynia do kuchni i wrócił do pokoju. Spojrzał znowu przez okno w nadziei, że może jednak pomiędzy chmurami zrobiła się jakaś przerwa. Tak bardzo chciał, aby pokazało się przez tę szczelinę słońce. Niestety nic nie wskazywało na to, aby aura miała się zmienić w najbliższych godzinach. Nie podobało mu się to. Coś trzeba było z tym zrobić. Nie wiedział jednak, co mogłoby sprawić, aby nastąpiła oczekiwana przez niego zmiana w pogodzie. Zamyślił się, bawiąc delikatnie wąsami. Nagle, przyszła mu do głowy pewna myśl. Wydała się bardzo interesująca. Nie zwlekał. Podszedł do biurka i obudził uśpiony komputer. Po paru minutach już logował się na jednym z komunikatorów. Liczył, że on tam będzie. Na szczęście małe kółeczko świeciło żywą zielenią. Odetchnął z ulgą.

- Hej. Masz może kilka minut? - napisał szybko na klawiaturze i kliknął "wyślij". Czekał w napięciu, kiedy otrzyma znak, że on dojrzał jego wiadomość.

- Elo, elo ... średnio teraz - okienko ukazało kilka słów.

- A co niby takiego robisz? - zainteresował się.

- Chłopie, a co ja niby mogę robić? Oczywiście przygotowuję się do ... hahahaha ... kolejnej inwazji - tym razem wyrazów było więcej.

autor: eF.Ce

- Znowu? Na serio nie masz tego dość? - odpisał, lekko rozbawiony odpowiedzią.

- Ja? Nigdy! Hahaha ...

- No tak ... - Pan Tygrys pokiwał głową. - Dobra, Marcyś ... nie zabiorę ci w takim razie dużo czasu. Potrzebuję jednak, abyś coś dla mnie zrobił. Zajmie ci to pewnie kilka chwil. Z twoją technologią, to z pewnością możliwe.

- Czego ode mnie oczekujesz? Wiesz, miałem za chwilę odpalić lont - odczytał kolejną wiadomość.

- Sprawdź proszę, gdzie jest słońce. U mnie go nie widać, a warstwa chmur tak gruba, że obawiam się kolejnego deszczowego dnia. Mam dosyć takiej pogody. Napisz mi, gdzie mam go szukać.

- Dobra, moment. Spróbuję zerknąć, co i jak. Daj mi chwilę.

- Jasne. To czekam.

To były chyba dla Pana Tygrysa najdłuższe minuty tego dnia. Z niecierpliwością wpatrywał się w monitor. Czy Marcysiowi uda się uzyskać jakieś przydatne informacje? Miał nadzieję, że tak. Chwilę później okienko komunikatora znowu rozbłysło.

- Stary, mam kiepskie wieści. Chyba coś mi się zepsuło w mojej maszynerii. Może to efekt niedawnych eksperymentów. Nie naprawię tego tak szybko. Sorry, przyjacielu. Na serio mi przykro, że nie mogę ci teraz pomóc. 

- Hmmm ... a ja tak liczyłem na ciebie ... pfffff - Pan Tygrys cicho prychnął. - Trudno. Będę musiał jakoś inaczej sobie poradzić.

- Sugeruję iść na spacer i rozejrzeć się. Może tylko nad twoim domem są te gęste chmury. Inna aparatura podpowiada mi, że macie tam na ziemi teraz dość silny wiatr. Może on jednak przegoni te deszczowe, szare puchatości. Trzymaj się ciepło. Daj potem znać, czy ci się udało odnaleźć to twoje słońce. Ja kończę. Misja czeka ... hahaha - odpisał jeszcze Marcyś, po czym zielone kółeczko straciło swoją intensywność barwy.

- No tak. Cały on - mruknął pod nosem Pan Tygrys. - Może to jednak całkiem niezła myśl, aby wyjść z domu. Co będę tak sam siedział?

Pytanie jakoś zmobilizowało go do działania. Znowu poczuł energię w ciele. Ubrał się szybko, a potem jeszcze włożył do kieszeni paczkę chusteczek, małe opakowanie swoich ulubionych ciastek i komórkę. Był gotowy do wyjścia. Zamknął kluczem drzwi i schował go w zakamarki ciepłej kurtki. Miała wiele przydatnych przegródek, w których można było ukryć potrzebne w podróży drobiazgi. Wkrótce na chodniku zabrzmiał cichy odgłos jego kroków. Wędrował uliczkami rodzinnego miasteczka, co jakiś czas witając się z okolicznymi mieszkańcami. Każdy gdzieś się spieszył, więc poza zdawkowym "dzień dobry" rzuconym w biegu, nie padało więcej słów. Pan Tygrys trochę tego żałował. Miał nadzieję, że jakaś miła pogawędka poprawi mu trochę nastrój. Może nawet uzyska od kogoś wskazówkę, co ma robić. Chwilę później skręcił w prawo za jednym z domów i skierował swoje kroki do parku. Bliskość drzew działała na niego kojąco. Nagle ujrzał w oddali znajome postacie. Przyspieszył kroku.

- Cześć, miło was widzieć - przywitał się, podchodząc do jednej z ławek, przy której stali jego kumple.

- Kogo my tu mamy! Co tam słychać Panie Tygrysie? - usłyszał od jednego z nich standardowe pytanie.

- Słońca szukać zachciało mi się - odparł, delikatnie się uśmiechając. - Może wy wiecie, gdzie ono jest?

autor: eF.Ce

- Eeee ... sorry, ale ja nie mam pojęcia - mina małego Bubu potwierdzała jego słowa. - Yogi, może ty wiesz? Jesteś wyższy i masz chyba lepszy ogląd sytuacji - misio spojrzał z uwagą na swojego starszego kuzyna.

- Ale, że niby skąd ja mam wiedzieć? - Yogi aż łapy podniósł w obronnym geście. - Nie jestem jakimś meteorologiem, aby posiadać taką wiedzę. Ale to prawda, dobrze by było znowu je ujrzeć. Te, szkapa ... haha ... może ty masz jakieś informacje na ten temat?

- Tylko, nie szkapa - skrzywił się zapytany. - Jak będziesz się przezywał, to przestanę się z tobą kolegować. Niestety - zwrócił się teraz do Pana Tygrysa - nie wiem, gdzie jest słońce. Te chmury wszystko zasłaniają. Płyną tak po niebie i końca ich nie widać. Kurczę, mam nadzieję, że chociaż nie będzie padać. 

- Cóż, warto było jednak zapytać. Trudno. Idę w takim razie dalej. Może uda mi się je odnaleźć. Albo kogoś, kto wie, gdzie go szukać. Do zobaczenia!

- Trzymaj się. Mam nadzieję, że dasz radę poradzić sobie z tym zadaniem. Dobrze byłoby znowu je mieć nad głową - Bubu pomachał na pożegnanie Panu Tygrysowi, łapką.

Ten odszedł powolnym krokiem w głąb parku, zostawiając za sobą sylwetki znajomych. Kroczył niespiesznie przed siebie, a różne myśli kłębiły mu się w głowie. Tak się na nich skupił, że nie zauważył, jak dotarł na skraj małego lasku. Wzdłuż jego granicy wiodła wąska dróżka. Postanowił nią pójść, słuchając szumu wysokich drzew.

- Co jest, Doktorku? Jakiś taki markotny dzisiaj jesteś - usłyszał nieoczekiwanie zza jednej z sosen. Po chwili wyłonił się w całej okazałości kolejny jego kumpel.

autor: eF.Ce

- O! Hej, Bugs. Sorry, zamyśliłem się ... Szukam słońca. Może ty wiesz, gdzie ono się chowa? - Pan Tygrys z uwagą spojrzał na stojącą przed nim postać.

- Niestety chyba nie pomogę. Mogę cię jednak poczęstować marchewką. Chcesz?

- Ha-ha ... bardzo śmieszne. Czy ty widziałeś kiedyś tygrysa wcinającego marchewkę? No, proszę ... - Pan Tygrys spojrzał lekko rozbawiony, po czym pokręcił głową.

- Cóż ... zawsze możesz zacząć. Warzywa są zdrowe. Ale spoko. Nawet lepiej. Ha-ha. Będzie więcej dla mnie - roześmiał się Bugs i po chwili już było słychać odgłos chrupania. 

- Masz rację. Mogę, a marchewki są zdrowe. Nie mam jednak na nie ochoty teraz. Muszę odnaleźć słońce - odrzekł Pan Tygrys, po czym się pożegnał i ruszył dróżką dalej. 

- Powodzenia! - usłyszał jeszcze za swoimi plecami.

"Przyda się. Trochę szczęścia by mi się przydało" - pomyślał, nagle lekko zasmucony. Tak bardzo tęsknił. Poczuł się nagle strasznie osamotniony. Wąsy smętnie mu zwisały, a krok stracił swoją sprężystość. Nagle do jego uszu dobiegł jakiś dźwięk. Zatrzymał się i wytężył słuch. Odgłos go w jakiś magiczny sposób przyzywał. Coś obiecywał. Co? Tego jeszcze nie wiedział. Poczuł jednak w sercu nową nadzieję. Odzyskał trochę energii i chęci do działania. Wydłużył krok, chcąc jak najszybciej dotrzeć tam, skąd dochodził ten czarodziejski szept. Z każdą sekundą i pokonywanym metrem, ten głos przybierał na sile. Brzmiał coraz wyraźniej. Wkrótce Pan Tygrys dotarł do celu swojej wędrówki. Przed nim rozpościerał się iście cudowny widok. Bezkres ciemnej niebieskości, przetykanej delikatnymi szarościami i zieleniami oraz puszystą pianką bieli. Zapatrzył się. Otulił go znajomy szept morskich fal. Poczuł się znacznie lepiej. Wiatr psotnie krążył wokół niego, szumiąc w uszach. Nagle poczuł coś jeszcze. Ruch. Zapach. Dotyk. Odwrócił się szybko i szeroko, radośnie uśmiechnął.

- Jesteś! Wreszcie cię znalazłem, moje kochane słońce - rozpostarł szeroko ramiona. 

- Szukałeś mnie? Dlaczego w takim razie tyle trzeba było na ciebie czekać? Dobrze wiesz, że uwielbiam spędzać czas nad morzem. Trzeba było od razu przyjść tutaj ... mój, kochany - usłyszał jeszcze, po czym wpadł w objęcia swojej przyjaciółki. 

autor: eF.Ce





czwartek, 27 sierpnia 2020

... warszawskie za-dumania [ 1.2020 ]

Dziś znowu chmury obudziły się w płaczliwym nastroju, którego nie potrafiło im poprawić ... nawet - wciąż rozbawione wakacjami - słońce. A na pewno nie na dłużej - niestety. Wiatr rozhulał się nad Warszawą, jakby poczuł jakiś zew ... może już ten jesienny?

To jeden z takich dni (dla mnie), gdy chciałoby się - nie bacząc na nic (czyt. "mając gdzieś 😎konsekwencje" ) - zostać w domu. Najlepsza wersja brzmi: zagrzebać się wśród liter ... p-oddać Wenie, prowokując tym samym Czas ... Dziwna z nich para, nawiasem mówiąc.
Niestety Uczelnia wzywała i trudno było odmówić biorąc pod uwagę, że ... zostało mi może kilka dni urlopu. Takiego raczej na tzw. "czarną godzinę" 😈 Obiecałam sobie jednak, że powrócę do tej mojej "Słów Krainy" tak szybko, jak tylko zdołam. Powoli w głowie dojrzewała kolejna opowieść, którą chciałam zapisać właśnie tutaj. Na redakcję natomiast czekały - na razie grzecznie 😉 - teksty zwane "wersjami roboczymi". Jaki był Finał? Co stało się z moim planem? Cóż, skwituję to może tak: skory do psot Los postanowił "włożyć palce między drzwi" ... nie po raz pierwszy zresztą.

Wielką 'siłę rażenia' mają skojarzenia - że tak sobie pozwolę na banalny rym. Oddaje on jednak sytuację, której dziś doświadczyłam. Zaczęło się tak:

* 💜 * 💜 * 💜 *

Zapewne 😈 "w przebłysku Geniuszu" naszła mnie kiedyś ochota, aby wydać edukacyjno-rozrywkową książeczkę dla dzieci w wieku przedszkolnym. Sentyment do dawnego projektu #KulturalnyPrzedszkolak może mi pozostał? Sama nie wiem. Ta publikacja miała opierać się na pewnej niedużej dość puli wierszy, dedykowanej w zasadzie tej grupie wiekowej. Tematami przewodnimi tych utworów były zwierzęta i ogólnie przyroda - zachwyt nią, rozbudzenie wrażliwości na otaczający świat. Powstały one w dość może nie-typowych okolicznościach - podczas moich ówczesnych rowerowych, samotnych "wypraw na łono natury".

Na tamtą chwilę rozważałam raczej ilustracje - choć jeszcze nie wiedziałam, do kogo mogłabym się zwrócić w tej sprawie. Teraz nieoczekiwanie doszłam do wniosku, że gdybym ... kiedykolwiek miała możliwość zrealizowania tego (jednego z kilku 😎) "zwariowanego projektu", chętnie włączyłabym również fotografie. Dlaczego?

To zdjęcie mojej Znajomej z fejsa, dziś do mnie niemal ... przemówiło 😁
Nie tylko urzekło mnie nasyceniem koloru, zahipnotyzowało obrazem puchatości ... może nawet trochę też rozczuliło, gdyż zarówno lubię Park Skaryszewski, jak również zamieszkujące go rude postacie, przemykające po gałęziach i zaskakująco czasem ufne ...

"Ruszyła lawina Dobrych wspomnień ..."

- i za to ...
PODZIĘKOWANIA 💗 dla Ciebie, moja Droga eS.K.a ...
- jak również za Zaufanie ...

* * * * * * * * * *




WIEWIÓRKA

Dziś jest znów niedziela
- dzień wolny od pracy
lecz zamiast siedzieć w domu
wolę przejść się na spacer ...

Lubię chodzić po parku -
powoli … bez celu wędrować
słuchać … szumu liści na gałęziach
zobaczyć … co mogłoby tam się schować

O! Właśnie coś się poruszyło
- na pobliskim drzewie!
To wiewiórka, czy ptak może?
Tego jeszcze nie wiem ...

Gdy jednak wśród zieleni,
mignęło mi rude futerko
nabrałam pewności, że to ona -
Ależ! … porusza się prędko!

Cóż ty - mała, ruda kitko -
tak po gałęziach skaczesz?
Zatrzymaj się, choć na chwilę -
proszę, niechże cię zobaczę ...

Wysłuchała mojej prośby -
przycupnęła, zagadnęła:
– Skaczę, bo to bardzo lubię,
a ruch każdemu się przyda

Niektórzy jeżdżą na rowerach -
są tacy, co biegają lub pływają
jedni z radością śmigają na rolkach
inni najchętniej w piłkę nożną grają

Zdrowo trochę się poruszać
zamiast wciąż w domu siedzieć -
przy komputerze lub telewizorze ...
Każdy przecież powinien to wiedzieć

A teraz wybacz mi, proszę -
bardzo się jednak spieszę ...
Muszę przecież gdzieś schować
Podarunek od Ciebie - ten orzeszek

I już zaczęła skakać po gałęziach -
powiewając swoją rudą kitką.
A ja przyglądałam się zachwycona
Jej zwinnością i postacią gibką …

foto: Sabina Kuśmicka

[ Wawa POZDRAWIA Lublin 💕]