Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2023

... a'la świąteczna bajeczka

[ początek - ??? ] 😎

Tak, to też mnie się przy-trafia ... w głowie pojawia się potrzeba napisania jakiegoś bardzo lekkiego tekstu. Podobnego właśnie do 'bajeczek dla dzieci', które jednak ... Hmmm .. chyba nie do końca tak tylko "dla dzieci" - bym rzekła. Otóż i przykład ... 

^^

Dawno, oj! bardzo dawno temu ... Daleko, łoj! jak daleko ... mieszkała sobie księżniczka. Wtedy wiele ich siedziało po różnych zamkach i pałacach, a niektóre to nawet miały zwierzątka ... taki smok to fajna sprawa w sumie. I to na każde czasy niemalże ... Magia zawsze kryła w sobie określone ślady energii. A ta Siła właśnie, niezmiennie zachwycała Wszechświat, więc ... "niemożliwe jest możliwe" - podobno ... gdy się tego bardzo pragnie ... 

Wracając jednak do wątku bohaterki. Uznajmy, że ... no .. była jedną z wielu żyjących wtedy księżniczek. Była może znana w określonych kręgach, ale wielkiej tam sławy nie miała. Uroda w rzeczywistości 'przeciętna', majątek oraz koneksje - 'poziom średni', charakter ... Ugh! tu właśnie! "zaczynały się schody", czyli ... "łatwa w obejściu nie była". A to za sprawą swojej ciekawości, którą podobno odziedziczyła nietypowo, bo po swojej pra-babce ... Ta cecha charakteru była bowiem dość uciążliwa dla otoczenia. Ile można razy odpowiadać na pytania? Czasem nawet te same? Bo jej się wydawało, że danego dnia ktoś może udzielić zupełnie innej odpowiedzi na takie: "Dlaczego kolor czerwony ma tyle energii?"

Pewnego dnia ktoś z królewskiego otoczenia [księżniczka, bo bohaterka była jednak córką ... jakiegoś tam monarchy ... lol .. ] podpowiedział, że może by tak przygotować dla niej specjalną i trochę inną koronę. Taką w kolorze, o który tak często pytała. Wtedy można byłoby podjąć próbę wyjaśnienia, że barwa ma tyle energii, co ona sama. Znaczy się ... zbyt wiele ...". Tak też się stało i ostatecznie księżniczce podarowano nowy atrybut, a poprzedni zamknięto w jakiejś skrzyni, w zamkowych piwnicach. Oczywiście rzadko tam ktokolwiek zaglądał. Młoda kobieta była jednakże zachwycona swoją indywidualną ozdobą. Nosiła ją bardzo chętnie i gdyby mogła to ... w ogóle nie zdejmowałaby jej z głowy. Nie było to zbyt 'mądre zachowanie'. Korona - choć w innym kolorze, niż tradycyjnie noszono - była przecież bardzo kosztowna. Robiono ją wszak na tzw. "specjalne zamówienie"  .. a nawet w tych czasach król miał określoną władzę 'nad ludem'. Stworzenie takiego 'arcydzieła' nie mogło bowiem być uznawane za ... "przyjacielską przysługę". O, nie! Należało sowicie wynagrodzić tego, kto stworzył takie "cacko" - ono mogło uszczęśliwić jego córkę. 'Jej Młoda Wysokość' za nic jednak miała rady dworzan, doradców, Ochmistrzyni i nawet własnych rodziców. Odkąd zresztą się urodziła, robiła co chciała. Para królewska miała już czterech synów i już raczej nie myślała o kolejnym potomku. W rodzinie ich obojga rodzili się głównie chłopcy. Można więc sobie wyobrazić zaskoczenie wszystkich zgromadzonych - w końcu nie mieli takiego sprzętu, jak my teraz - gdy okazało się, że Królowa Matka urodziła córkę. Nawet specjalne "pępkowe" zostało z tej okazji zorganizowane i ... może dlatego wciąż krążyły legendy o imprezce, jak i ... samej księżniczce. Niewykluczone też, że z tego względu (lekko 'wypaczonych', gdyż przekazywanych "z ust do ust" opowieści), nie interesowało się nią zbytnio ... wielu 'Amantów' o podobnym rodowodzie. W tym przypadku bowiem, należałoby walczyć (i to nie raz!) z samą zainteresowaną raczej - to ona stanowiła pewne 'niebezpieczeństwo' dla męskich rodów. Tak obiektywnie rzecz ujmując ... Cóż! 

Miała już skończone 19 lat i ani razu nikt jeszcze nie starał się, aby 'poprosić o jej rękę' ... jakkolwiek  makabrycznie [ żarcik ] może to brzmieć. Wkrótce to nawet już mogła uchodzić za ... przysłowiową "starą pannę" .. Ech! Żeby tak chociaż ... jakiś dziki kot był w to 'wmieszany' (utrudniał zdobycie uczuć kobiety .. no, nie! taka prawda ... nie było na to szans ... ). Księżniczce co prawda, ani w głowie były jakiekolwiek "amory". Była ciekawska i wciąż w sumie wolna. Nie miała zbyt wiele obowiązków - jak to osoby o jej pozycji społecznej. Czasem towarzyszyła ojcu w patetycznych uroczystościach ... niekiedy dawała się przekonać matce, aby zajęła się bardziej kobiecymi zajęciami ... Niekiedy te spotkania doświadczonych przez życie kobiet były nawet całkiem pożyteczne. Nasłuchała się różnych opowieści. Można rzec, że z każdą kolejną uszy jej rosły - aby wychwycić wszystkie istotne informacje. Mogły się przecież kiedyś tam, przydać. A ona przecież miała pewien plan. Tajemnicę, o której wiedziała tylko ona. Zachichotała mimowolnie, rozbawiona tymi wszystkimi myślami. Zapomniała jednak, że wcześniej wychyliła się dość mocno z okna swej komnaty. Ku swemu lekkiemu przerażeniu uświadomiła sobie też, że ... znowu nie posłuchała Ochmistrzyni. Tak! Nie chciało się jej ... przypiąć korony do loków. Teraz ... było już jednak za późno. Nie, nie mogła cofnąć czasu i zachować się inaczej. Jej atrybut 'statusu społecznego' powędrował ... Gdzie?

Hmmm ...  co tu zresztą gadać więcej ...
wystarczy? spojrzeć na zdjęcie ...

 


 ^^

[ fragment ] 

>> lub początek pewnej opowieści .... jeszcze nie wiem [autor - przyp. Redakcji] 😁

#piszęBoLubię #różneTEKSTY
#zabawa #zRedakcją .... lol ...

sobota, 18 grudnia 2021

Tropem niebezpiecznych marzeń ...

Każdy z nas miewa własne fascynacje. Dotyczą one odmiennych obszarów i mają różne natężenie. Niekiedy są tak ogromne, że nie wahamy się zaryzykować, aby osiągnąć to, o czym marzymy. Stajemy przy stole i czekamy na swoje karty, niczym wytrawni gracze ...

Tak było chyba poniekąd z autorem książki, której tytuł brzmi: "Na przemytniczych szlakach. Podróże przez Azję i Europę". Pan Dariusz Hieronim Stobiecki napisał bowiem na początku swojej publikacji:

"(...) Byłem na urlopie dziekańskim, a zawsze chciałem polecieć do Indii i Nepalu na nieco dłużej. Studiowałem etnologię i zajmowałem się buddyzmem tybetańskim, interesowałem się także hinduizmem, a ponadto etnografią i historią tych rejonów Azji. Co więcej, jak okazało się trochę później, lubiłem tam przebywać, zwłaszcza w samym Nepalu. Żeby lepiej i głębiej poznać ten świat, zdecydowałem się na dosyć karkołomne przedsięwzięcie - mianowicie zostałem przemytnikiem (...)"

Przyznacie, że to dość zaskakujący sposób, aby realizować swoje marzenia. Tym niemniej okazuje się, że możliwy, jeśli ma się ku temu pewne - powiedzmy 😉 - predyspozycje oraz umiejętności. A tych naszemu rodakowi wszak nie brakuje. Wraz z nim wkraczamy na ścieżki, których raczej nigdy byśmy nie wypróbowali, jak sądzę. Któż z nas by się odważył na tego rodzaju eksperymenty? Kto miałby wystarczające 'psychiczne przygotowanie' - aby sprostać wyzwaniom, wiążącym się ze stresem, wynikającym z podejmowanego ryzyka? Może to jednak ta fascynacja wschodnią religią okazała się pomocna? Chęć zgłębienia tajemnic, które na pozór są na wyciągnięcie ręki, ale ... pozostają wciąż pewnym sekretem .. Oczywiście, możliwym do odkrycia, jeśli wykażemy się wystarczająco dużą ciekawością, bądź motywacją do eksplorowania nowych dla nas obszarów? Chociażby tego ... związanego z medytacją i osiągnięciem pewnego 'oświecenia'? Nie potrafię na tę chwilę znaleźć odpowiedzi na te pytania ... tym niemniej - wracając do wątku 😁 ..

Poznajemy - w zasadzie z pierwszej ręki - 'przemytniczy fach' oraz sposoby radzenia sobie w różnych sytuacjach. Niewątpliwie spryt, kreatywność oraz dobra znajomość języka angielskiego były podczas tych podróży bardzo przydatne dla głównego bohatera opowieści. Trzeba było przecież znaleźć rozwiązanie na bezpieczne przewiezienie określonych towarów - a to była zarówno elektronika, jak i złoto oraz haszysz. Omg! Różne 'towary' i drogi, aby dostarczyć je na miejsce przeznaczenia. Przeważnie nie tak proste, jak by się wydawało, mimo że ... "przemytnicza siatka" miała pewne wypracowane własne sposoby oraz testowała te nowe. Nie zawsze jednak dało się wszystko przewidzieć i zaplanować. Niekiedy  - to się zdarza - niespodziewane okoliczności miały wpływ na określone zdarzenia. Takim okazała się pewna wybrana trasa, która doprowadziła Autora do ... ???

Jeśli zerknąłeś Czytelniku na udostępnione zdjęcie, zapewne to wiesz .. nawet jeśli jeszcze nie przeczytałeś książki. Tak! ... do Centralnego Więzienia Tihar .. 

"(...) 'Kiedyś musiało tutaj być zupełnie inaczej' - pomyślałem, gdy po wszystkich procedurach administracyjnych związanych z przyjęciem nas do więzienia zostaliśmy już doprowadzeni do celi. Nie była to jakaś ciasna klitka, lecz stosunkowo duże pomieszczenie na dodatek z dosyć długim i szerokim przedsionkiem. Mieszkałoby się tu całkiem dobrze jak na więzienie i to jeszcze w Indiach, gdyby nie panujące tutaj spore przeludnienie: na powierzchni około piętnastu metrów kwadratowych przebywało już czterech więźniów. Razem z nami zrobiło się tłoczno (...)"

Szczęśliwie dla bohatera tej opowieści, nie był to taki straszny czas .. nawet jeśli trwał ? rok, jeśli dobrze pamiętam .. ha, ha .. Nie pierwszy raz spotykam się z tezą, że nawet tracąc jakąś cząstkę wolności, możemy zachować w jakimś stopniu niezależność. W tym przypadku jednak nie chodziło zupełnie o nauki Wschodu, czyli osiąganie 'nirwany'. Choć zdarzało się tego doświadczać także mieszkańcom więzienia. Okazuje się, że - jak lubił przytaczać Autor z pewnym rozbawieniem zazwyczaj ... "Anything is possible in India" ... Jeśli oczywiście mamy trochę tego wspomnianego farta, czyli .. koneksje, znajomości, możliwości .. 

Intrygujące są  - cóż! każdy z nas może mieć własne #fascynacje 😎 - dla mnie motywy działania innych osób. Podejrzewam, że ja ... 😁 po takich doświadczeniach, dałabym sobie spokój z 'przemytniczym fachem'. Być może ... ??? część z Was też. Autor jednak miał inne spojrzenie na ten proceder. Niewykluczone, że potraktował go wyłącznie, jako nowe doświadczenie. Coś, co przyniosło mu pewną wiedzę o obowiązujących w tym świecie zasadach. Nie zrezygnował ze swoich poczynań. Szukał alternatyw i .. znalazł je, jak się okazuje - o czym można dowiedzieć się na kolejnych stronach wspomnianej książki. 

Doceniam - jako Czytelnik i .. osoba zauroczona magią słów - sposób narracji .. Opowieść jest bowiem przetykana nie tylko wiedzą o kontynencie niby mi bliskim .. Europa wszak styka się z Azją .. ma w sobie też trochę humoru lub pewnej interesującej ironii, mającej - jak podejrzewam - swoje źródło z poczynionych obserwacji otoczenia. Możemy bowiem zwiedzać świat, jako turyści i widzieć tylko wybrane aspekty danej przestrzeni. Jak dowiadujemy się z publikacji .. choćby Indie mają różne oblicza. Miasta i zabytki historyczne posiadają własną magię i urok, ale! ... istnieje też  - inne życie 😈 - ukryta prawda o tym kraju. Nędza, brak możliwości wyrwania się z tzw. "zaklętego kręgu".

"(...) Koło muru wzdłuż P D'Mello Road, na której znajdowało się biuro adwokata, oglądałęm slumsy podobne do tych z Kalkuty (...) Po drugiej stronie istniał już inny świat. Przy długim murze masa bezdomnych prowadziła codzienne życie pod plandekami chroniącymi tych biedaków przed deszczem i słońcem. Myli się obok ulicy, a to przy pompach, a to polewając na siebie wodę z plastikowych pojemników, później pichcili coś nad małymi ogniskami. Sceneria rodem z filmów katastroficznych (...)"

Autor tejże niezwykle ciekawej historii urzekł mnie swoim poczuciem humoru. Były momenty, gdy uśmiechałam się, czy też spontanicznie wybuchałam śmiechem. Jego opowieść jest naprawdę niesamowita. Dodatkowy plus - ja akurat doceniam ten pomysł - za umieszczenie zdjęć, zrobionych przez Pana Dariusza w trakcie jego podróży. Są czarno-białe, ale posiadają pewien magiczny klimat lub wymiar. Rzadko spotyka się książki, w których oprócz słów, znajdują się także fotografie. Tego jednak nie wyczytacie z okładki, która jest zaprezentowana na poniższym zdjęciu. 

Owszem, wśród innych Partnerów Medialnych widać na niej mojego Motyla - co niewątpliwie jest dla mnie pewną nobilitacją. Nie o to jednak chodzi. Opisy są wyłącznie jakąś tylko cząstką tego, co kryje w sobie dana opowieść, zapisana literami na kartkach. Mogą wzbudzić zainteresowanie daną publikacją oraz zachęcić do zapoznania się z nią. Jednak to ci, którzy mieli okazję przeczytać całość, mają wiedzę na jej temat. Mogą - w zależności od własnych odczuć - polecać, czy też rekomendować. Ja chciałabym zrobić to, choć oczywiście jest to wyłącznie moje subiektywne odczucie. Cieszę się, że #WydawnictwoAlterNatywne po raz kolejny wyszło z propozycją, abym objęła patronatem medialnym książkę, która nosi ich znak. To było dla mnie interesujące, czytelnicze doświadczenie. Napiszę więcej .. ta publikacja stanie oczywiście obok innych, na półce mojego regału. Z przyjemnością jednak, sięgnę po nią za jakiś czas, aby na nowo odkryć w niej coś dla siebie oraz będę czekać na kontynuację. Cóż! mam pewien osobisty "niedosyt", jako odbiorca treści. Ostatnie zdania bowiem brzmią tak:

"(...) Byłem w drodze do Singapuru, który miał się stać moim domem na kilka następnych lat. Ponownie leciałem ku swojemu nieznanemu przeznaczeniu."

Przypomnę jeszcze może najistotniejszej informacje:

Tytuł: "Na przemytniczych szlakach. Podróże przez Azję i Europę."
Autor: Dariusz Hieronim Stobiecki
Wydawnictwo: WydawnictwoAlterNatywne
Pierwsza korekta: Aleksandra Bernecka
Druga korekta: Karolina Hamkało

#piszęBoLubię .. #książki #opowieści #przygody .. oraz czytanie na oraz pod .. ha, ha .. kocykiem 😁

UWAGA! Uwaga! .. gdyby Ktoś z Czytelników niniejszej publikacji miał chęć zdobyć ... może nie złoto, ale tę oto książkę, to .. Polecam zajrzeć na mój fanpage 

 

niedziela, 24 października 2021

roz ... MARZENIE

Niewielkie stadko gawronów lecących nad drzewami, rozproszyło się nieoczekiwanie. Ptaki obsiadły okoliczne drzewa. „Małe, czarne plamki pośród kolorów jesieni …” – pomyślała, przyglądając się przez warstwę szkła, z odległości wysokiego piętra biura, skrzydlatym stworzeniom. Przez uchylone okno doleciało ją echo ich krakania. Brzmiało to jak wspólna pieśń, może modlitwa. Nie znała zwyczajów gawronów. Niespecjalnie ją interesowało ich życie, zasady, troski i radości. Była przekonana, że miały takie emocje - żyły przecież i czuły, jak każde inne stworzenie na tej planecie. Dlaczego miałyby nie doświadczać, podobnych do ludzkich - uczuć?

Z lekką niechęcią odwróciła wzrok od kolorowych wciąż jeszcze drzew, ozdobionych czernią. Czekało ją mnóstwo pracy, a czas jakoś nie miał chęci zwolnić. „Dokąd tak bardzo się spieszył? Niby do czego? A może do kogo? Czyżby Pan Czas miał swoją wybrankę? Kim ona mogłaby być?” – myśli zatańczyły jej w głowie, wywołując delikatny uśmiech rozbawienia swoją abstrakcyjną postacią. „Ależ! Droga 😁 Pani Prawniczko .. czy to wypada interesować się aż tak ... prywatnym życiem innych?” – zapytała sama siebie, po czym parsknęła dźwięcznym śmiechem. Takim prosto ‘od serca’. Mogła sobie na to pozwolić. Gabinet miała tylko do własnej dyspozycji. Gdy ktoś czegoś od niej potrzebował, zawsze uprzedzał o zamiarze wejścia, pukaniem. Teraz była jednak sama. Podobnie, jak w życiu. Ale tak już wybrała i ... była zadowolona z podjętych decyzji. Czuła, że jest wreszcie gotowa, aby „wziąć stery we własne dłonie” i utrzymać je. Niekoniecznie czując bliskość, silnego męskiego ramienia. To ostatnie zbyt mocno się zacisnęło wokół niej. Nie chciała więcej doświadczyć tego stanu. Pragnęła zawdzięczać tylko sobie niektóre sukcesy. Zrozumiała - na szczęście! że ma wystarczająco dużo siły, aby je osiągnąć. Samodzielnie. Bez zobowiązań. Pokochała tę myśl o ... niezależności. Właśnie dlatego postanowiła walczyć. Tak długo, jak wystarczy jej wewnętrznej mocy. Jak również wiary w to, że … naprawdę może osiągnąć zamierzony cel. Co nim było? Właśnie to poczucie prawdziwej wolności, pewnej formy zgody na własne „ja”. Takiej, która sprawia, że człowiek czuje ... naturalne i wypełniające go po brzegi szczęście. Nie musi niczego udawać. Ani przed sobą, ani przed innymi. Momenty, w których dostrzega błahe na pozór drobiazgi i wywołują one w nim jakąś - dziecięcą może radość. Tak rzadko ją czuła przez ostatnie lata.

Zatęskniła nagle za chwilami, gdy była małą dziewczynką i spędzała wakacje u swojej dalekiej ciotki Matyldy. Koligacje rodzinne bywały niekiedy zawiłe, choć próbowała pewne informacje uporządkować sobie w głowie. Łatwiej było jednak nazywać tę dużo starszą od niej kobietę, ciotką. Oczywiście za jej plecami, bo ona sama wściekała się słysząc to określenie swojej osoby. Kazała jej wręcz! mówić sobie po imieniu, choć … mogło to być nieco dziwne i może nawet „mało wychowawcze”. Miała wtedy zaledwie kilka lat. Czas z Matyldą był dla niej zawsze magiczny. Uwielbiała spędzać długie godziny z książkami, wyszukanymi jakoś jednak spośród innych, stojących na wysokich pod sufit, regałach. Czasem siadywała z wybraną - w ogromnym fotelu ustawionym przy oknie pomieszczenia zwanego nie bez kozery, biblioteką. To było królestwo Matyldy, a wspomniany mebel obity karminowym i przyjemnym w dotyku pluszem, należał właśnie do ciotki. Nie zawsze był więc dostępny dla niej, jako gościa. W takich sytuacjach biegła z książką do ogrodu, który otaczał dom. Miejsc, w których można było się ukryć, była niezliczona niemal ilość. Ona najchętniej korzystała z tego, w którym pośród drzew, mienił się kolorami - hamak. Czasem leniwie wisiał, prawie bez ruchu. Niekiedy pozwalał sobie jednak na delikatne tańce  - z młodymi, wesołymi wietrzykami, które sfruwały z nieba, aby połaskotać znudzone liście. A jednocześnie czekał. Na co? Na kogo? Może właśnie na nią. Gramoliła się więc nieporadnie do środka, aby z przyjemnością i delikatnym sapnięciem ulgi, zapaść się w jego objęciach. Czuła się trochę, jak przeciętna gąsienica w swoim kokonie, bezpiecznie oczekująca na urzeczywistnienie swych marzeń. To tu kreowała swoje najpiękniejsze sny. Tkała je powoli, tak bez pośpiechu, na rozpostartych nad nią, przyjaznych gałęziach drzew. Szumiały akceptując jej poczynania.

Dźwięk oznaczający nadejście nowej wiadomości, wyrwał ją ze wspomnień. Zatrzepotały lekko długie rzęsy, pogrubione niebieskim tuszem. Lubiła ten kolor nieba. Podkreślał zresztą odcień jej tęczówek i sprawiał, że …

- Jak się masz dzisiaj, moja droga? Czy jadłaś już lunch? A może byś tak pozwoliła sobie …ha, ha .. na małą przerwę? – odczytała na komunikatorze słowa i mimowolnie się uśmiechnęła. Tak, ona – podobnie, jak Matylda oraz autorka pytań – zaczęła mieć świadomość własnej … 
 
#piszęBoLubię
#myDREAMof ... ??? #Seven days to ...
^^
#poSłonecznejStronieMocy😎   ALWAYS💕🎶
 
 
foto: materiały własne #KreatoraSłówKraina
 

wtorek, 3 sierpnia 2021

ARTistic souls arrive to Old Court - story is creating ...

I wrote today at #linked space that sometimes we have some luck in our life. We can meet humans who made us happy. They offer us simply and pure joy. We feel free and powerful among them. Their are like .. Wizards who open our eyes and minds. Thanks them we can know new amazing news and we can meet another unusual persons. Next of them is man who loves painting. He arrives to Lanckorona for some months because he likes that amazing space and has own house there. 

Piotrek ze sprowadzonym z Ukrainy bębnem, którego brzmienie zaprezentował przed kameralną publicznością (Waldek, Andrzej, ja) w lipcu 2021

 
I had great pleasure hospitality there. With my friend from Malbork town named Waldek or "Komtur" went to Andrzej's home. I knew that my new mate named Andrzej Baranowski is a painter. But he didn't want to tell me anything about his works.

I remember our conversation:
Pola: Andrzej, what does subject of yours painting? What do you like to show at yours works? Do you have favourite style of painting?
Andrzej: You have to visit me, Pola. I invite you, guys to my house. Tomorrow i will be waiting for you. From 10:00 am to 12:00 am. I will show you everything what you will want, ok?!
...
I agreed ... what anything different could i did?

It was one of the hotest days our stay at Lanckorona. Views were of course lovely .. as always .. because of Great Energy of magic i suppose.
Andrzej's house is not in the middle of village. It was built some away so with #Komtur we had very nice walking. Look at that photos, please.

moja prywatna pocztówka z lanckorońskich wakacji - lipiec 2021

When we found good adress we were glad both. We wanted to sit down (Komtur at shadow .. i tried to catch some tan .. ha, ha ..) and drink cold something. Take deeper breath after some walking. The air was hot from smiled sun. The sky was like calm lake's water. Cleaned so much as a miror. Without any cloudy "stains" .. ha, ha ..

Andrzej prepared for us cold lemoniades, lovely sculpture mugs with coffee and delicious black cake.

Malarz Andrzej Baranowski w swoim domu - lipiec 2021; Lanckorona

Cudownie chłodny parter domu Andrzeja Baranowskiego - lipiec 2021;
Lanckorona


Bardzo spodobały mi się te kubki (wystarczająco duże, aby poczuć smak kawy;
niezwykle dobrze wyważone i wygodne w trzymaniu ucho)
plus materiały promujące planowaną w Starym Dworze u Dagi i Piotra, wystawę
w ramach Festiwalu "Romantyczna Lanckorona"
{ o czym we wpisie z dnia 1 sierpnia 2021 }
 


.. a tak wyglądają moje zaproszenia z bliska .. niestety przez nieuwagę ..
ha, ha .. "zgarnęłam" szerokim gestem również te, które otrzymał
w prezencie od Andrzeja, Waldek. Proszę o wybaczenie, Komturze .. ha, ha ..

You can believe me that ... Omg! it was amazing to sit at table with Andrzej and Waldek vel #Komtur, talking, telling stories from ours lifes, joking and laughing among so inspiring views.

Możecie mi wierzyć lub nie, jednak .. na tym obrazie jest zapis nutowy dość znanego dzieła
z obszaru muzyki klasycznej .. sorry, ale moja wiedza jest zbyt uboga,
aby podać więcej informacji ...


Tę niezwykle uroczą szafeczkę z motywem - chyba nikogo to nie zdziwi - anielskim,
Andrzej wykonał własnoręcznie. Powstało urocze i wygodne (pod ręką) mieszkanko
dla przypraw kuchennych


Przyznacie mi chyba rację .. Niezwykle malownicze i artystyczne zestawienie


Paintings created mainly by Andrzej, old renovated or made by himself furnitures. 

Ten obraz po prawej stronie .. poznajecie zapewne ..
imć Pan Stańczyk - charakterystyczna postać dla Polaków
.. wracając do wątku .. obraz ma niezwykle barwną i intrygującą historię,
której ja Wam jednak nie opowiem. Najlepiej bowiem zrobi to sam Artysta,
czyli oczywiście
Andrzej Baranowski

Mam w swoim najbliższym otoczeniu kilku Malarzy. Niektórych miałam okazję już
zobaczyć przy pracy. Na moim osiedlu, niedaleko mojego bloku miał swoją pracownię
znany w środowisku - pan Adam Kozłowski (*), którego bardzo dobrze zna-ŁA .. moja barwna
Koleżanka (Ach! te jej czerwone włosy!) - Dorota Koch.
Tym niemniej fajnie było ujrzeć na własne oczy ... prawie! ukończone nowe dzieło
Andrzeja Baranowskiego. Czyżby imiona męskie rozpoczynające się od litery 'A' ...
"naznaczały" dusze ART.yzmem ??
😎


Podoba mi się, że Andrzej nie stroni od różnorodnych tematów - Erotyka
w malarstwie bywa dla mnie czasem bardzo ciekawa i ... odkrywcza
😁

Ten obraz zachwycił mnie głównie chyba taką radosną
- jakby trochę widzianą oczami dziecka -
paletą pozytywnych lub szczęśliwych barw

To jeden z tych obrazów Andrzeja, które zrobiły na mnie
największe wrażenie chyba .. Nie wiem czy potrafiłabym lub też
czy chciałabym logicznie (?) wyjaśnić, co właściwie mnie w tym obrazie
urzekło najbardziej. Te zegary - jakże inne od znanych mi - też coś wskazują.
Tylko co to może być?







Graphics which ilustrated texts at very famous reading magazine. Hand-made gifts from friends or bought for them .. ha, ha .. from localy artists. 






Stoliczek wykonany przez jednego z przyjaciół, stworzony na wzór gitary

Portret Andrzeja Baranowskiego wykonany przez jednego z przyjaciół.
"Z czasów, gdy jeszcze miałem włosy" - zażartował tenże człek spoza szyby => gdy oprowadzał nas
po swoim niezwykłym domu, pełnym niespodzianek i ciekawostek

Now some informations = from my text dated 1.08.2021

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
I can say:

on saturday = 7.08.2021 at 8 pm at Old Court will start meeting with Andrzej and his works. Adress: Lanckorona (near Krakow in Poland); Old Court, Kazimierza Wielkiego Street no. 7
on sunday = 8.08.2021 at 3:30 pm will be unbelievable artistic event ..  wOW!!! Live painting = #ART and #music
Adress: the same from above
Cost: 20 PLN (it's not much, seriously)

INVITE You, Dears to Lanckorona on the nearest weekend to Old Court with my Friends:
Dagmara, Piotr i Andrzej 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

When i saw on my phone during break of our talkings what hour is, i was seriously suprised. But my stomach confirmed fact that ... we spended more than 3 hours at Andrzej's house and .. i have to hurry if i would like to eat my favourite meal from Lanckorona. 

Jeśli ktoś mnie zapyta, to odpowiem szczerze:
łazanki pani Basi z lokalu 'Cafe Pensjonat Lanckorona'
to dla mnie jest MISTRZostwo Kulinarne
💕
{ a wierzcie mi, żem wybredna straszliwie ..}


Och! Story about tastes from Lanckorona shoul be indyvidual i suppose .. ha, ha ..
But !! i wil be thinking about it idea .. 

#piszęBoLubię

#POLAasaGUIDE     #myPLACE  #myDREAMof

(*) pan Adam Kozłowski – Artysta z Targówka  




sobota, 17 lipca 2021

FUN.ny evening

Seriously! i like surprise messages .. ha, ha .. Some days ago i got something like this. I learned about concert one of music bands ( #FUNkyTank) my friend named Zbyszek Bieniak. That event was planed on my part of Warsaw called #Praga on friday's evening (16.07.2021). I enjoyed it information. Easier to come if chosen place is near our's. Especially if somebody (like i am) too often is losting among streets ..

... and i was glad that i will have occasion to walking on known but so ago not visited places. Appeared that i saw more than i supposed. Why? I had to take some cash because in pub called "W Oparach Absurdu" not allowed to pay by card. You should remember about it before you take order something.
I was here two years ago .. ha, ha .. ( my text about that place ) so ... i could forgot rules ... lol 😁

So i had to come back to metro subway called Wileński Station where are appriopriate bank machines for sure. More walking only but ...😄.. i had enough time. I didn't have to hurry because ... ha, ha .. Musicians from #FUNkyTank Band started later than was wrote on invitation. It wasn't so bad ... i have more photos ...



I know ... RODO but ...
it's funny photo because ...
that unknown me man appeared at moment when
painted creature is like his shadow who has own plans ..
different direction 😉

We have 'cinema in plener" on our Wild Right Side called #PRAGA
so we can watch chosen movie at chosen place (repertuar).
Some useful information in my opinion for people who live in #Warsaw


Place for concert music band called #FUNkyTank

and .. ha, ha ... i have from friday (16.07.2021) Wow! new friend with Artistic soul named Dorota. Omg! She called me ... Angel 😍 

Ok ... i don't deserve for that title ... i'm more like ... Witch but ... it was nice feeling ..
With Dorota we had really good time among atmosphere that pub and among sounds which appeared finally. LOL 😁I saw at first time Zbyszek on scene and his band. I knew that he is very charismatic and overful of energy and chillout style (without pressure). We met some time ago when i tried to realize my own project connected with words and sounds. But i didn't have occasion to hear on live his vocal. I really enjoyed that concert. I had some true fun and relax. I was smiling almost all time (Zbyszek is like .. ha, ha .. "scenic's animal" i suppose) and some lauging too. I felt energy from musicians and quests who arrived for that music event. One moment was very surprising. Why?

Two persons ... woman and man had own celebration so ... their friends decided to make for them surprised gift during concert.



That lovely red colour on right side of photo ...
it hair my new friend Dorota ... 😍



Yeees! It was seriously Amazing time for me ... i arrived at home before 1 am what is a ... unusual situation lately .. ha, ha ... and I couldn't sleep until 2 am because i had too much energy inside me ...
i'm sending Thanks for Dorota and Zbyszek with his #FUNkyTank Team ... it was magic time