Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojeMiejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojeMiejsca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2022

Zachwycam się ...

... nastał kolejny, mokry poranek
w moim rodzimym mieście -
wilgotne powietrze tuli się ufnie
do mojego wciąż jeszcze ciepłego ciała ...

... wzdrygam się mimowolnie
na ten niespodziewany i dość jednak -
chłodny i mało przyjemny dotyk
może to była pieszczota, ale - nie prosiłam o taką ...

... i tylko myśl o Tobie
rozgrzewa mnie wciąż od środka -
gdy tak kroczę ... niemal codziennie
tą samą ścieżką do pracy, obowiązków, rytuałów ...

... i uśmiecham się - tak spontanicznie
dziękując WszechŚwiatu za to, że jesteś -
że czekasz cierpliwie, aż znowu się otworzę
na te Twoje magiczne pieszczoty - dla ciała i ducha ...

... czerpię energię z otaczających mnie obrazów
a niekiedy także ... z tej specyficznej muzyki Natury -
ona wszak pobudza Ciebie - moją Wyobraźnię,
i nie pozwala rezygnować - z tworzenia nowych opowieści ...

 

Warszawa



#piszęBoLubię          #różneTEKSTY

wtorek, 8 lutego 2022

be ... A.rt for yourself ...

Maybe you that know yet ... Dear Reader ... I'd like to welcome in my butterfly space you for the first or again .. ha, ha ... In world full of flying leters and thoughts too .. 😉 i like that word ... "freedom" so much ... it is connected with another which sounds: birds .. i love to observe them on the sky ... their move ... gentle of wings which try to catch suitable wind ... elegancy and sensiveness ... It's my own and private associations of course ... ha, ha .. 

photo made by DORA

Some of my friends are like birds too ... We joke sometimes in Poland and called that people as a "blue birds" ... They have artistic soul and needs ... impulses who can made them more creating and happy ... Each story has some true ... where is it hiden? Sorry, but i can't give you more keys or suggestions .. Open your's mind please and try to feel ... atmoshpere from artist lab ... energy from witches ... art vibes ... Try to recreated own memories and feelings from meetings with friends and make them - more fresh by photos ... maybe 😎

I hope that ... these pics from tuesday = 08.02.2022 will be useful or helpful for you ... Enjoy, please .. with me .. and with my friend named Dorota ... and man who i always will named ... Maestro A. .. That Magic Energy ...

Art lab of Maestro named Adam

 
Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam
[ it's not so easy to make good selfie ]

Art lab of Maestro named Adam
[ photo made by Dora ]

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam

Art lab of Maestro named Adam


Ok, ok ... Yes! i want to believe that Good Energy from chosen people won't die with their bodies ...

See you, Dears ...
[ photo made by Dora ]

 

#piszęBoLubię     
#różneTEKSTY

It was funny and spontanic photo session with friend named Dora ... 




niedziela, 30 stycznia 2022

"... podróżOwać jest Fajnie ..."

Może też miewacie takie momenty w życiu. Otrzymujecie nagle! ... Tak "ni z gruszki, ni z pietruszki" .. ha, ha ... wiadomość od Kogoś dobrze Wam znanego. Taką oczywiście, która ... elektryzuje .. "podnosi włoski", bądź też wywołuje tzw. "gęsią skórkę". Dostałam taką właśnie kilka dni temu. Od mojej Przyjaciółki Wiedźmy - Pokrewnej Duszy, Siostry Mentalnej i ... mogłabym pewnie jeszcze wymienić kilka określeń, jakie przychodzą mi do głowy, gdy myślę o Niej. Dlaczego taką oto reakcję u siebie zaobserwowałam? Może ktoś będzie ciekawy, ale .. nie zapyta. Chętnie uprzedzę ... choć unikam falstartów, jak ognia ... choć fascynujący tenże, to on jest. Z pewnością. Otóż:

W tym roku znalazłam się ponownie na mojej Ulubionej, warszawskiej Pradze. Okolice Dworca Wileńskiego i ... ulica też nazywa się podobnie - ul. Wileńska. Otoczenie wieczorami - gdy pada deszcz lub mokry śnieg i wieje tak, że ... - robi inne wrażenie, niż w piękny, ciepły i słoneczny dzień. Jest tajemnicze. Niebezpieczne może trochę. Podsyca wyobraźnię. Uruchamia pewne wspomnienia, zasłyszane historie o tej dzielnicy Warszawy. Lubię jednak czasem tak sobie samotnie podróżować po moim rodzinnym mieście. Tym razem zmierzałam ... spóźniona niestety - na spotkanie ze wspomnianą Kobietą . Czekała już na mnie w wybranym lokalu o bardzo przyjemnej, swojskiej nazwie ... Umówiłyśmy się tutaj, gdyż dowiedziałyśmy się o zaplanowanej imprezce. Takie trochę "sąsiedzkie party" - można rzec, gdyż Organizatorzy tego towarzyskiego przedsięwzięcia na serio mieszkają obok siebie. Miały być więc odkurzone stare płyty, których podobno kolekcja należąca do pewnego Pana - liczy kilka setek. Jeśli dobrze pamiętam. Impreza miała chwytliwy tytuł i zapowiadała się całkiem interesująco. Choć pomyślałam sobie, spiesząc na miejsce spotkania, że my wcale nie Tacy Starzy, dopóki potrafimy się wciąż bawić.

Uśmiechałam się do swoich myśli, ponieważ miałam kilka niespodzianek dla mojej Przyjaciółki. Każde nasze spotkanie ma swoją własną, indywidualną magię. Obie tworzymy naszą rzeczywistość, zależnie od nastroju danej chwili, energii miejsca oraz ludzi, którzy nas otaczają. Dajemy sobie jednak prawo do luzu. Należy niekiedy .. 'odpiąć szelki' .. ha, ha ... Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że ... to Monic ma dla mnie ... Prawdziwą Niespodziankę. Oto ona - zdjęcie poniżej ...


Pióra z moim ukochanym kolorem ... bursztynowym, z którym mam osobiste, niezwykle miłe skojarzenia. A ja miałam takie zaledwie ... drobiazgi, które miały wywołać uśmiech. Jeden z nich, to - jak może się domyślacie ... odpowiedź jest przecież na kolejnym zdjęciu. Pan, który został poproszony przez nas - oczywiście bardzo grzecznie 😈 - o pomoc w udokumentowaniu tej chwili ... hmmm ... zapewne się starał, jak mógł. Nie jest tak źle ... Energia jest chyba widoczna 😉 Jak Siostry, to miło jest mieć coś, co nas wyróżnia ... ha, ha ..


A chwilę później .. wśród śmiechu ... Monic zaprezentowała podarunek ode mnie. Ach! To jest w zasadzie już ostatni kapelusz z tych, które otrzymałam kilka lat temu ... od zaprzyjaźnionej Pani, pracującej w pewnej firmie na południu Polski. Kojarzy mi się z pewnym projektem, w który emocjonalnie się zaangażowałam, gdyż ... chodziło o dzieciaki. A konkretnie to o ... spełnienie marzenia tychże, o przyjeździe do Warszawy. Długa historia, więc .. innym razem może o niej opowiem. Wracając do wątku. Myślę, że moja Przyjaciółka ma coś z Modelki. Uroczo wygląda na tej fotce. Ach! Ma się jednak ... to oko ... ha, ha ... 
 

Tak sobie jeszcze dumam, patrząc na fotki, że ... dobrze się bawiłam ... w 'naszym' pokoju. Miał ciekawą aurę. Wszędzie było blisko i można było mieć wiele rzeczy ... na oku ... ha, ha ... Goście, którzy pojawili się w lokalu bawili się na różne sposoby - co obrazują chyba poniższe fotki. Może nie wszystkie wyszły mi ostre, ale .. zawsze możecie zmrużyć oczy ... 😁
 





Wybaczcie mi proszę to ostatnie zdjęcie - to taki mały żart ... może klucz? który jest zrozumiały dla ... Wtajemniczonych .. ha, ha .. ale ta Czerwień to za mną ... łazi .. 

Jak wspomniałam ... w przestrzeni, którą wybrałyśmy tego wieczoru ... krążyła Dobra Energia, wytwarzana przez tych, którzy byli tam razem z nami. My zafundowałyśmy sobie niezłą petardę czy też może raczej ... "bombę witaminową" - w postaci śmiechu. Prosta recepta. Chichrałyśmy się, prawie jak ... dwie małe dziewczynki, które cieszą się, że mogą się spotkać ... pogadać ... posłuchać fajnej muzy ... potańczyć ... poznać nowych ludzi ... śmiać się i bawić razem, nie zwracając uwagi na fakt, że każdy z nas jest inny. 

Ostatnio, pewien młodszy ode mnie "człowiek w czerwonej kurtce" - jak go nazwałam po swojemu ... powiedział mi, że ... ta technologia nas zniewala ... mamy taki sprzęt i możliwości, że nie musimy wychodzić z domu, aby w czymś uczestniczyć. "Chat-ujemy" .. a może czaimy się .. za ekranami naszych coraz bardziej ... "smart-phonów" .. laptopów .. tudzież innych "tech-no-winek" ... niby rozmawiamy, ale rzadko przypomina to ciekawy dialog. Wszystko staje się jakieś takie sztuczne. Bez smaku. Bez zapachu. Bez kolorów. W wirtualnych światach możemy być każdym i ... nikim. Możemy grać, udawać kogoś innego, niż jesteśmy. Może spełniamy w ten sposób nasze marzenia - bezpieczny sposób ??

Dużo lepiej jednak na tym wyjdziemy, gdy porzucimy na jakiś czas kontakt z takim światem, choć ... oczywiście wciąż przebywamy w rzeczywistości pod znakiem wirusa. Myślę sobie, że w głębi naszych dusz, tęsknimy za towarzystwem drugiego, żywego człowieka. Potrzebujemy poczuć. Przywołać na nowo emocje, które niekiedy ... pogrzebaliśmy gdzieś ... w pogoni za ... za czym właściwie?
 
Tak! Sądzę, że to, co jest NAJ-Lepsze ... niezależnie od pogody ...

... to SŁONECZNY Uśmiech ... oraz Ciepło płynące z Muzyki również ...


^^
#piszęBoLubię                   #RóżneTeksty
 
Małgorzacie, która współ-Prowadzi lokal na warszawskiej Pradze pod znanym Bywalcom tej części miasta szyldem "4 pokoje" .. chciałabym bardzo PODZIĘKOWAĆ za gościnę, sympatyczny uśmiech, taniec też ... oraz kilka innych miłych niespodzianek. Chętnie tutaj wrócę .. może przy jakiejś kolejnej okazji?


poniedziałek, 24 stycznia 2022

TAK! Piękna Sztuka

Początek tej mojej wersji opowieści sięga ... zapewne kilku miesięcy wstecz. Nie zawsze przywiązuję chyba wagę do dat. Owszem, niektóre cyfry pozostają w mej głowie, na bazie prywatnych skojarzeń. Inne gubią się gdzieś w ... nie-pamięci odmętach ... ha, ha .. 

Nie zanudzając Cię, Miły Czytelniku ... chciałam napisać, że nieoczekiwanie dla nas, wpadamy czasem na ludzi, których nazywa się popularnie ... Artystami. Rzucają niejako na nas, jakiś swój twórczy czar ... Bywa, że zdobywają szturmem nasze umysły, a nierzadko i serca. Jakoś tak naturalnie znajdują sobie przytulne dla siebie miejsce w nim ... osiadają na jakiś czas, aby znowu nieoczekiwanie dla nas - wyfrunąć z gniazda, jak ptaki. Potrzebują przecież przestrzeni, inspiracji, oddechu innym powietrzem i dotyku nowego otoczenia. Wiedzą jednak, że zawsze - jeśli tego zechcą - mogą do nas wrócić, zaskakując nas oczywiście, nagłym pojawieniem się. Osobiście uwielbiam takie "Niespodzianki". Są jak prezenty, których nie oczekiwałam .. i czynią mnie autentycznie szczęśliwą ... nawet jeśli trwa to ... określony czas.

Pewną wiadomość na jednym z komunikatorów odczytałam w niedzielne przedpołudnie. Kilka minut po tym, jak ułożyły się w mojej głowie, jakieś określone - choć nadal lekko rozmyte .. ha, ha .. - plany na drugi dzień weekendu. Poczułam lekki dreszczyk emocji. Zaraz potem nabrałam przekonania, że ta przedostatnia niedziela stycznia 2022 nie będzie taka, jak sobie ją naszkicowałam kilka chwil wcześniej. Magia Artystów ma swoją Moc. Na mnie ona działa ... ha, ha ...

obraz w Pracowni Mistrza Adama
- ul. Tykocińska; Warszawa-Targówek

Zjawiłam się zatem w umówionym miejscu, coś ok. 12:20. Pracownia była jednak zamknięta - ku mojemu zdumieniu. Świeciło jednak słońce - przyjemnie grzało, gdy znalazło się odpowiednie miejsce. Nigdzie w zasadzie nie spieszyło mi się, więc ... Cóż! ze spokojem wykręciłam numer .. komórki, należącej do Kobiety o imieniu bardzo dźwięcznym ... Dorota. Wkrótce ją ujrzałam ... przez szybę, toczącego się leniwie samochodu ... cóż, o miejsce do zaparkowania auta niełatwo w niedzielę, gdy niedaleko kościół ... 


Dopiero w tej chwili zrozumiałam znaczenie słów mojej Przyjaciółki: "Zaraz będę. Jestem z Księżniczką". Tego się na serio nie spodziewałam. Rzeczona postać okazała się faktycznie mieć jakieś królewskie geny, gdyż - nie znając w sumie terenu, bo była tu po raz pierwszy - zachowywała się odpowiednio do sytuacji. No, może poza pewnym momentem .. ha, ha .. ale o tym, to już innym razem ..

Całą swoją psią mocą, wspierała i kojąco wpływała na trzy Kobiety, prezentujące inny gatunek. Choć w zasadzie, to nie tylko im okazywała swoją przyjaźń i lojalność. Och, wierzcie mi ... to chyba widać zresztą na poniższych zdjęciach ... Trafiła się nam wczoraj Cudowna Towarzyszka ... Cierpliwa i przyjazna ... sądzę, że wyczuwała, że wolę ... koty .. a jednak wciąż dzieliła się Dobrą Energią.


zdjęcie: praca zespołowa = Pola + Dora

Do czego była nam potrzebna ta wspomniana Energia? Otóż ta opowieść, mogłaby posłużyć jako kanwa publikacji książkowej .. a może filmu .. jakiegoś reportażu? Niewykluczone, gdyż każdy może mieć własne, pomysły i sposoby ich realizacji. Mogę na razie powiedzieć tyle, że ... dzięki współpracy różnych osób .. których pewne aspekty dzielą .. ale chcą widzieć głównie to, co ich łączy .. udało się poczynić kolejny ważny krok, aby - jak to się mawia: "Ocalić od zapomnienia ..." - czyli zachować Pracownię na ul. Tykocińskiej w Warszawie, która zyskała rangę kultowego miejsca już dawno, dawno temu.. 


 

Wczoraj przekonałam się po raz kolejny, że Magia = Dobra Energia, istnieje i ma się całkiem nieźle. Akcja zbierania podpisów zakończyła się wynikiem zadowalającym sporo osób. Dla Tych, którzy nie słyszeli o tym obywatelskim projekcie dodam może, że tym razem dotyczyła poparcia społecznego, dla działań ukierunkowanych na pozyskanie środków finansowych, związanych z koniecznością remontu tego miejsca - aby dostosować go do potrzeb niemalże każdego, kto chciałby się tutaj pojawić. Czy to w ramach bezpłatnych - w zamyśle - zajęć plastycznych na czas trwania projektu, czy może tylko, aby zobaczyć obrazy ... spotkać się z innymi, podobnie wrażliwymi ludźmi ... poznać nowych, których może - jak my z Dorą .. - nie miałybyśmy okazji zobaczyć, gdyby nie ... właśnie Mistrz Adam.


 

TAK! Należy uchronić, ale też podtrzymywać tę wspaniałą Energię Artysty, który ... uśmiechał się nie tylko na zdjęciach ... Jako zadeklarowany Optymista - myślę, że właśnie tak chciał żyć ... człowiek obdarzony dodatkowo wspaniałym talentem oraz kochający Sztukę, dzielił się nią z tymi, którzy chcieli Jego rad, czasu, uwagi. Tyle nowych, niezwykłych historii usłyszałam. A wszystko to za sprawą zapewne tej Mocy Maga Adama, która ... o, na pewno tak łatwo nie opuści tego miejsca ... Niechaj trwa ... jak ta dzisiejsza moja opowieść .. a w zasadzie to może tylko ... jakiś jej fragment ...


#piszęBoLubię      #RóżneTEKSTY      #SZTUKAwyzwoliWnasPiękno


niedziela, 24 października 2021

roz ... MARZENIE

Niewielkie stadko gawronów lecących nad drzewami, rozproszyło się nieoczekiwanie. Ptaki obsiadły okoliczne drzewa. „Małe, czarne plamki pośród kolorów jesieni …” – pomyślała, przyglądając się przez warstwę szkła, z odległości wysokiego piętra biura, skrzydlatym stworzeniom. Przez uchylone okno doleciało ją echo ich krakania. Brzmiało to jak wspólna pieśń, może modlitwa. Nie znała zwyczajów gawronów. Niespecjalnie ją interesowało ich życie, zasady, troski i radości. Była przekonana, że miały takie emocje - żyły przecież i czuły, jak każde inne stworzenie na tej planecie. Dlaczego miałyby nie doświadczać, podobnych do ludzkich - uczuć?

Z lekką niechęcią odwróciła wzrok od kolorowych wciąż jeszcze drzew, ozdobionych czernią. Czekało ją mnóstwo pracy, a czas jakoś nie miał chęci zwolnić. „Dokąd tak bardzo się spieszył? Niby do czego? A może do kogo? Czyżby Pan Czas miał swoją wybrankę? Kim ona mogłaby być?” – myśli zatańczyły jej w głowie, wywołując delikatny uśmiech rozbawienia swoją abstrakcyjną postacią. „Ależ! Droga 😁 Pani Prawniczko .. czy to wypada interesować się aż tak ... prywatnym życiem innych?” – zapytała sama siebie, po czym parsknęła dźwięcznym śmiechem. Takim prosto ‘od serca’. Mogła sobie na to pozwolić. Gabinet miała tylko do własnej dyspozycji. Gdy ktoś czegoś od niej potrzebował, zawsze uprzedzał o zamiarze wejścia, pukaniem. Teraz była jednak sama. Podobnie, jak w życiu. Ale tak już wybrała i ... była zadowolona z podjętych decyzji. Czuła, że jest wreszcie gotowa, aby „wziąć stery we własne dłonie” i utrzymać je. Niekoniecznie czując bliskość, silnego męskiego ramienia. To ostatnie zbyt mocno się zacisnęło wokół niej. Nie chciała więcej doświadczyć tego stanu. Pragnęła zawdzięczać tylko sobie niektóre sukcesy. Zrozumiała - na szczęście! że ma wystarczająco dużo siły, aby je osiągnąć. Samodzielnie. Bez zobowiązań. Pokochała tę myśl o ... niezależności. Właśnie dlatego postanowiła walczyć. Tak długo, jak wystarczy jej wewnętrznej mocy. Jak również wiary w to, że … naprawdę może osiągnąć zamierzony cel. Co nim było? Właśnie to poczucie prawdziwej wolności, pewnej formy zgody na własne „ja”. Takiej, która sprawia, że człowiek czuje ... naturalne i wypełniające go po brzegi szczęście. Nie musi niczego udawać. Ani przed sobą, ani przed innymi. Momenty, w których dostrzega błahe na pozór drobiazgi i wywołują one w nim jakąś - dziecięcą może radość. Tak rzadko ją czuła przez ostatnie lata.

Zatęskniła nagle za chwilami, gdy była małą dziewczynką i spędzała wakacje u swojej dalekiej ciotki Matyldy. Koligacje rodzinne bywały niekiedy zawiłe, choć próbowała pewne informacje uporządkować sobie w głowie. Łatwiej było jednak nazywać tę dużo starszą od niej kobietę, ciotką. Oczywiście za jej plecami, bo ona sama wściekała się słysząc to określenie swojej osoby. Kazała jej wręcz! mówić sobie po imieniu, choć … mogło to być nieco dziwne i może nawet „mało wychowawcze”. Miała wtedy zaledwie kilka lat. Czas z Matyldą był dla niej zawsze magiczny. Uwielbiała spędzać długie godziny z książkami, wyszukanymi jakoś jednak spośród innych, stojących na wysokich pod sufit, regałach. Czasem siadywała z wybraną - w ogromnym fotelu ustawionym przy oknie pomieszczenia zwanego nie bez kozery, biblioteką. To było królestwo Matyldy, a wspomniany mebel obity karminowym i przyjemnym w dotyku pluszem, należał właśnie do ciotki. Nie zawsze był więc dostępny dla niej, jako gościa. W takich sytuacjach biegła z książką do ogrodu, który otaczał dom. Miejsc, w których można było się ukryć, była niezliczona niemal ilość. Ona najchętniej korzystała z tego, w którym pośród drzew, mienił się kolorami - hamak. Czasem leniwie wisiał, prawie bez ruchu. Niekiedy pozwalał sobie jednak na delikatne tańce  - z młodymi, wesołymi wietrzykami, które sfruwały z nieba, aby połaskotać znudzone liście. A jednocześnie czekał. Na co? Na kogo? Może właśnie na nią. Gramoliła się więc nieporadnie do środka, aby z przyjemnością i delikatnym sapnięciem ulgi, zapaść się w jego objęciach. Czuła się trochę, jak przeciętna gąsienica w swoim kokonie, bezpiecznie oczekująca na urzeczywistnienie swych marzeń. To tu kreowała swoje najpiękniejsze sny. Tkała je powoli, tak bez pośpiechu, na rozpostartych nad nią, przyjaznych gałęziach drzew. Szumiały akceptując jej poczynania.

Dźwięk oznaczający nadejście nowej wiadomości, wyrwał ją ze wspomnień. Zatrzepotały lekko długie rzęsy, pogrubione niebieskim tuszem. Lubiła ten kolor nieba. Podkreślał zresztą odcień jej tęczówek i sprawiał, że …

- Jak się masz dzisiaj, moja droga? Czy jadłaś już lunch? A może byś tak pozwoliła sobie …ha, ha .. na małą przerwę? – odczytała na komunikatorze słowa i mimowolnie się uśmiechnęła. Tak, ona – podobnie, jak Matylda oraz autorka pytań – zaczęła mieć świadomość własnej … 
 
#piszęBoLubię
#myDREAMof ... ??? #Seven days to ...
^^
#poSłonecznejStronieMocy😎   ALWAYS💕🎶
 
 
foto: materiały własne #KreatoraSłówKraina
 

sobota, 28 sierpnia 2021

... nie igraj z ...

Teraz już oczywiście, trudno byłoby jej umiejscowić w kalendarzu, tamten pamiętny dzień. Nawet jeśli dla niej okazał się przełomowy. Na swój sposób. Podskórnie jednak czuła, że ... nadszedł trochę może za późno. A może to tylko czas jakoś tak nagle! - od bliżej nieokrślonego momentu - nabrał innego zupełnie wymiaru. Biegł zupełnie inaczej. "Meta" była tak blisko przecież.

To był z pewnością! Jeden z najlepszych okresów w jej życiu. Nie przypuszczała, że ten plener może okazać się tak fantastyczny. To miejsce. Tak! Wyczuła jego magię. Tchnęła z każdego niemal zakamarka. Czasem czaiła się wśród roślinności. Niekiedy nadpływała z pobliskiego jeziorka, które oczarowało ją od chwili, gdy stanęła na jego brzegu. Lśniło w promieniach słońca. Szeptało coś. Miało jakieś własne tajemnice, które zapragnęła poznać. Zakochała się w tafli wody, która żyła. Zmieniała się każdego dnia. Była niemal jak ... przysłowiowa Kobieta. Kusiła i odpychała. Czarowała i uwodziła, by nieoczekiwanie pokazać zupełnie inne oblicze. Mroczną głębię, która mogła wciągnąć na zawsze tych, co byli zbyt nieostrożni bądź też ... łatwowierni. Bądź zbyt pewni siebie. Jeziorko stało się jej ulubionym miejscem. Przesiadywała tam często, delektując się jego widokiem o różnych porach dnia. Nie była jednak gotowa, aby na jego brzegu postawić swoje sztalugi. Szczęśliwie dla niej, tematyka prac była dowolna. Mieli inspirować się otoczeniem i "po prostu malować". Choć oczywiście były to niejednokrotnie próby odtworzenia własnych, wewnętrznych odczuć. Tego, co w danym momencie zobaczyli. Najciekawsze było dla niej jednak to, że ten plener niczego nie narzucał uczestnikom. Nie było określonej liczby prac, jakie mieli stworzyć i z których niejako, należało się potem "rozliczyć", jeśli chciało się uzyskać zaliczenie. Gdy zrozumiała zasady, poczuła wdzięczność do swojego promotora. A zarazem wstyd. W pamięci wciąż bowiem tkwiło - jak zadra - wspomnienie tamtej ich rozmowy. Jakże wtedy była wściekła! 

Poczuła nagle, że ponownie zaczynają ją "palić" lekką czerwienią uszy. Jakże dziecinne było jej zachowanie. Panowanie nad wewnętrznymi emocjami jednak, nigdy nie było jej mocną stroną. Tliło się w niej jakieś 'zarzewie buntu'. Czyżby urodziła się jakąś ... wojowniczką?! Może tak właśnie było, gdyż ... od początku musiała walczyć o swoje życie. Nie była niestety wyczekiwanym dzieckiem. Bywa, że Los drwi sobie z naszych planów życiowych. Odsunęła na bok myśli, które wkraczały na inne tory. Kiedyś przyjdzie czas, że się nimi zajmie. Nie dziś jednak. W ogóle nie była na to gotowa. Czuła się wystarczająco zagubiona. Cieniutkie nitki wspomnień zaczęły się splątywać w coś, czego nie zamierzała tworzyć. Wciąż uczyła się asertywności. Także wobec siebie samej. Skupiła się na wątku, który potrzebowała przemyśleć. Wiedziała, że musi uporać się z pewną partią swoich uczuć. Przepracować je. Oswoić. To była szansa, aby ... co? by mogła znowu odzyskać spokój duszy i skupić się na tym, o czym zawsze marzyła. Malowaniu.

 

– Jak pan mógł mi to zrobić?! – nie bacząc na osoby stojące przed jego pokojem, ani te w środku, wtargnęła jak burza do jego gabinetu. Zwykle działała spontanicznie - czyli pod wpływem określonego impulsu, natychmiast przechodziła do działania. Próbowała ? z tym walczyć, ale ... może nie miała jednak wystarczającej motywacji, aby chcieć wyrobić w sobie pewne przydatne nawyki. – Dlaczego dowiaduję się o tym po fakcie? Może mam inne plany? Są wakacje w końcu, a ja zaliczyłam sesję bez potknięć! – wrzeszczała, nie przejmując się wyrazem twarzy osób, będących aktualnie w pokoju. Wypełniała ją po brzegi niemal - wściekłość.

– Czy może nas pan zostawić na kilka minut? – zwrócił się do oniemiałego studenta, próbującego uzyskać właśnie zaliczenie z przedmiotu. Jego twarz pozostała pogodna, jakby zupełnie nie przejął się jej wybuchem.

– O ... o-oczywiście ... – zdołał z siebie wydusić młody człowiek, po czym odwróciwszy się żwawo na pięcie, pognał w stronę drzwi. Zamknęły się niemal dwie sekundy później, z cichym trzaskiem. Raczej ze względu na swój wiek, mimo wysiłków ekipy konserwatorskiej.

– Co to było? Erupcja wulkanu? Czy zapowiedź nowej klęski żywiołowej? Hę?! – zerknął na nią z delikatnym uśmiechem. Nie rozumiała, jak może zachować spokój i pogodę ducha w obecnej sytuacji. Po chwili pojęła, że wygłupiła się po raz kolejny. Nie chciała dawać mu powodów do tego jego kpiarskiego spojrzenia. Nie była dzieckiem. Nawet jeśli jej spontaniczne i może nazbyt emocjonalne zachowanie by o tym świadczyło.

– Dlaczego? Czy moje zdanie zupełnie się dla ... pana nie liczy? – wydukała, czując jak czerwień wypływa na jej policzki. Starała się nie okazywać emocji, ale w jego towarzystwie było to zbyt trudne. Wciąż nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie uczucia właściwie wzbudza w niej człowiek, którego wybrała ... na swojego przewodnika po świecie sztuki. Może lepiej było się nad tym za długo nie zastanawiać. Mogłaby dojść do dziwnych wniosków, a tego wolała uniknąć.

– Ma pani rację. Nie skonsultowałem tego, gdyż ... sprawa była dość pilna. Uznałem jednak, że pani obecność wśród kilku innych studentów naszej Akademii będzie pożądana. Nie tylko jednak perspektywa korzyści dla uczelni zaważyła na mojej decyzji. Uważam, że ... to będzie świetna okazja, aby rozwinęła pani w sobie kreatywność, talent ale i wrażliwość. Domyślałem się jednakże, że ... – uśmiechnął się do niej, błyskając mimowolnie bielą zębów oraz tym swoim urzekającym ognikiem w oczach – ... będzie czekała mnie taka 'rozmowa' z panią. Przygotowałem się na nią. Jeśli uzna pani, że udział w tym plenerze jest jednakże niemożliwy z ... hmm ... prywatnych względów, które szanuję oczywiście, bo każdy ma prawo do własnego życia ... proszę o tym powiedzieć. Poinformuję organizatora o zmianach.

Patrzył na nią tym swoim wzrokiem, któremu z trudem się opierała. Nie rozumiała zupełnie, dlaczego tak na nią działał. Czyżby to był jakiś ... syndrom czegoś tam? Jej przyjaciółka pewnie znalazłaby jakieś wytłumaczenie. Ona jednak miała znikomą wiedzę na temat psychologicznych aspektów duszy ludzkiej. Potrafiła mimo wszystko, wczuć się w atmosferę chwili. Wrodzona Empatia? Cokolwiek to było, działało. Na jej zmysły. Magia? Poczuła nagle, że jej skóra reaguje na aktualne myśli. Kolejny rumieniec ozdobił jej ciało. Zadrżała lekko, choć był upalny dzień. 

Tak samo było wtedy. Podczas pleneru, gdy kolejne godziny upływały im na malarskich eksploracjach, tudzież inspiracjach w gorących promieniach słońca. Rozstawiali własne sztalugi przed śniadaniem, na które mieli przeznaczone półtorej godziny. Szwedzki stół. Wygodna forma. Pozwalająca na wybór. Oni decydowali o tym, gdzie danego dnia będą oddawać się swojej pasji i uwalniać wrażliwość. Taki był w zasadzie cel tego wyjazdu, co było dla niej pewną niespodzianką. Prezentem. Czuła się tam wolna i niczym nieskrępowana. Czy tak działała - zupełnie inna, niż w mieście - Pani Natura, czy to może obecność ... barwnej postaci właścicielki lub też współwłaścicielki tej posiadłości tak na nią wpływał? Nadal szukała odpowiedzi na to pytanie. Jak również na wiele innych, które nagle otoczyły ją w jakimś magicznym kręgu. Czuła, że ten wyjazd będzie jakimś ... kolejnym, ważnym etapem w jej życiu. Cóż, nie myliła się. W tej kwestii, bądź - tym razem - z pewnością nie. 

Jego obecność - tak zaskakująco bliska, bo do tej pory nie mieli okazji malować w takim niewielkim oddaleniu - podziałał na nią, jak ... żadne ze skojarzeń nie brzmiało wystarczająco dobrze, w jej artystycznym odczuwaniu. Istotne było w zasadzie, że to było jak jakiś impuls. Teraz nazwałaby to 'trzęsieniem ziemi'. Tak właśnie było. Nagle świat zadrżał w posadach. Pochłonął coś, inne zniszczył. Nadał nowy wymiar. Była ciekawa, jak będzie wyglądał jego obraz tego samego miejsca, na które oboje patrzyli. Czy będzie podobny? Może jednak będzie się różnił? Czym? Co on dostrzegał w tym samym niemal widoku? Malowała i rozmyślała. Pędzel, napędzany jej dłonią, kreślił kolejne kształty, szczegóły, kolory. Tworzyła w jakimś zapamiętaniu, ale nie było tam ognia ... raczej ... rozmarzenie.

Długo potem rozmawiali o swoich obrazach. Może tamto doświadczenie tak bardzo ich zbliżyło? Poczuła z nim jakąś niewytłumaczalną dla siebie - bliskość. To było jak "zespolenie duszy". Tak to czuła. Przynajmniej wtedy. Ale ... może ta magia działała tylko tam? Pod wpływem snutych wspomnień lub kłębiących się w głowie myśli, sięgnęła po leżący niedaleko ... pamiętnik. Odkopała go niedawno w jednym z dawno zapomnianych pudeł, upchniętych w zakamarkach mieszkania. Znowu stał się powiernikiem jej emocji. Ujęła w palce jeden z miękko piszących długopisów, karnie stojących w pojemniku na biurku i zaczęła pisać.

& & & & & & & & &

Co to właściwie było?
Dlaczego już się skończyło?
Czy w ogóle się zdarzyło?
A może tylko się przyśniło?
lub spontanicznie wymarzyło?
że … mogłoby być nawet miło –

utonąć tak nagle i na dłużej …
zapaść się miękko i bezpiecznie …
w tych twoich szerokich ramionach …

Niebezpiecznie igrać z wyobraźnią
bo, gdy głowa w chmurach
serce znowu zaczyna … konać 

Warszawa

 

Warsaw's evening - 27.08.2021


#piszęBoLubię ... #WIEDŹMowASeria