piątek, 10 lutego 2023

"Pańskie oko ..."

Siedział przy swoim ulubionym stoliku w pobliskiej kawiarni i powoli sączył kawę. Pojawianie się tutaj, stawało się niemal jakimś jego porannym rytuałem - odkąd pojawił się w tym mieście, czyli przez jakieś siedem miesięcy, jeśli dobrze policzył. Lokal miał swoją atmosferę. Czuł się tu dobrze i swobodnie. Obsługa już zdążyła poznać jego preferencje odnośnie czarnego trunku. Można byłoby powiedzieć, że prawie "zadomowił się" i dołączył do grona tzw. "stałych bywalców". Niektórych znał z widzenia, z kilkoma wymieniał kilka uprzejmych zdań, a z paroma czasem się właśnie tu spotykał. 

Spojrzał przelotnie na zegarek. Nie musiał się dziś nigdzie spieszyć. Ten dzień był raczej ukierunkowany na oczekiwanie. Trzeba było więc uzbroić się w trochę cierpliwości, aby sprawy ułożyły się tak, jak to sobie zaplanował. Lubił mieć kontrolę. Irytowały go lekko 'niespodzianki', choć i z takimi potrafił sobie radzić. Musiał zresztą, jeśli mienił się "Mentorem" ... Pod opieką miał różniące się od niego i siebie wzajemnie, osoby. Ta różnorodność charakterów i stylów podobała mu się jednak. Była niczym wyzwania, którym on miał sprostać. Bliska współpraca z tym jego "stadem" sprawiała, że delikatny zastrzyk adrenaliny pobudzał jego umysł oraz ciało. Było to niezwykle przyjemne uczucie. Coś w stylu 'wiązki Energii', której potrzebował, gdyż ... wprawiała go w dobry nastrój. Pragnął tego. Podobnie jak jej. Zerknął ponownie na wyznaczaną przez wskazówki, godzinę. Dopijał już prawie kawę, gdy! Nagle przy stoliku ktoś się pojawił. 

– Zamówić coś jeszcze dla ciebie? – kobiecy głos przerwał otaczającą go wcześniej ciszę. 

– Może szklankę wody i soku pomarańczowego – odparł po krótkim namyśle. – Ja! ureguluję potem cały rachunek. Taką mam umowę z Lucy, więc weź sobie to, na co masz ochotę. Dzisiaj mają czekoladowe ciasto – mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się po raz pierwszy.

– Nie kuś, mój drogi. Muszę dbać o swoją formę – kobieta odwzajemniła jego gesty, a potem podeszła do kontuaru. Powiódł wzrokiem za jej nienaganną sylwetką, otuloną dzisiaj w sukienkę o pięknym kolorze butelkowej zieleni. Podkreślała nie tylko jej kształty, ale i barwę tęczówek. Lubił na nią patrzeć. Cieszył się, że łączy ich coś więcej, niż tylko wspólne projekty. Zdążyli się poznać na tyle, że mogli oboje pozwolić sobie na pewien luz w relacji. Mimo, że oboje mieli 'fioła' na punkcie perfekcyjności, savoir-vivre'u oraz podejścia do interesów.

– Jeden kawałek wcale by ci nie zaszkodził, kochanie ... Wyglądasz jak zwykle - Zjawiskowo! Co potwierdzają zresztą te wszystkie męskie spojrzenia, które towarzyszyły ci podczas drogi do stolika – roześmiał się cicho, gdy zbliżyła się ponownie do miejsca, w którym siedział.

– A ty jak zwykle oczywiście, czarujesz słowami ... i jak zwykle! jesteś w tym najlepszy – też się spontanicznie roześmiała, siadając obok niego na wygodnym krześle. – Dziękuję, ale wystarczy mi kawa. Na 'szaleństwa' przyjdzie pora później .. może ... – dodała i "puściła do niego oko".

– Nie chcę "wyjść z wprawy" ... – teraz już śmiali się oboje. Mogli sobie przez kilka chwil na to pozwolić. 

Nadejście młodej kelnerki z tacą wypełnioną filiżankami i szklankami nowych napojów, było jednak znakiem, że powinni oboje spoważnieć. Pewne sprawy wymagały omówienia. Ustalenia strategii działania. To nie było spotkanie wyłącznie - "dla przyjemności".

– Jak oceniasz zaangażowanie Kate? – spojrzał na swoją towarzyszkę z większą uwagą, niż wcześniej. Musiał usłyszeć jej zdanie. To ona była koordynatorką ostatniego projektu. Czuwała nad jego realizacją i pilnowała poniekąd, aby zakończył się sukcesem.

– Miło, że pytasz mnie o opinię. Nie wiem jednak, co chcesz usłyszeć. Odkąd stałeś się jej Mentorem i wziąłeś pod swoje ... Eee ... 'magiczne skrzydła', wywiązuje się świetnie z każdego zlecenia. Jak spędza resztę czasu, będącego w sumie trochę już jej prywatnym, potem? Niespecjalnie mnie to interesuje i nie zamierzam nikogo "śledzić". Mam inne sprawy na głowie. – odpowiedziała po chwili zastanowienia. Upiła łyk swojej kawy, lekko muśniętej bielą mleka i spojrzała w jego bursztynowe oczy. 

– Nie oczekuję, że będziesz mi zdawać szczegółowe raporty na temat Kate. Mam własnych "informatorów", mogę więc wyciągać prywatne wnioski. Oboje jednak wiemy, że jest niezwykle zdolna ... do wielu rzeczy .. ha, ha .. – Zrozumiał, że był bliski 'odkrycia kart' i to był ostatni moment, aby ... spróbować innej 'taktyki', czyli obrócić tę rozmowę w żart. Nie chciał przyznać, że wyrażane zainteresowanie osobą kobiety, znanej im dobrze, wynika nie tylko z pełnionej roli. Czyżby za bardzo przywiązywał się do jednego ze swoich podopiecznych? Nie chciał nikogo faworyzować. Wolał pozostać obiektywny i dzięki temu pomocny.

– Posłuchaj ... – zielone oczy oprawione gęstymi, czarnymi rzęsami wpatrywały się w jego - o równie niezwykłych tęczówkach. – Wierzę w zdrowy rozsądek naszej Wiedźmy. Osobiście nie mam jej nic do zarzucenia. Wypełnia swoje zadania i robi to wyjątkowo sprawnie. Oznacza to dla mnie, że się przykłada. To z kolei interpretuję tak, że nie pozwala sobie na rozproszenie uwagi. Może dlatego właśnie ... dzięki jej pracy ... możemy zamykać kolejne zlecenia z pozytywnym wynikiem. Niekiedy nawet sporo przed ustalonym czasem. Choćby z tego powodu uważam, że należy się jej potem trochę relaksu. Chyba ... ? – spoważniała lekko – ... nie sądzisz, że "Pan Szarooki" mógłby okazać się kimś, kogo moglibyśmy się obawiać?

– Wiesz ... tego właśnie taki pewny nie jestem – na jego twarzy trudno było doszukać się teraz, choćby cienia uśmiechu. – Myślałem, że może ... miałyście okazję porozmawiać o jej ostatniej misji. Damskie rozmowy bywają inne niż te, które my prowadzimy. Poza tym ... jesteście przecież dość blisko. Wystarczająco, aby pozwolić sobie na zwierzenia.

– Nie miałyśmy jeszcze szansy. Ona przecież dopiero co wróciła. Tak, masz rację! Znam ją dobrze. Wiem więc, że najbliższe dni ona chciałaby spędzić w samotności. Zapewne w tym jej ukochanym ogrodzie. Wybacz, ale nie zamierzam jej aktualnie 'nachodzić'. Ani też nie mam ochoty martwić się na zapas. Chyba masz za dużo czasu i zbyt wiele rozmyślasz ... Dziękuję za kawę, Przyjacielu Magu ... – odsunęła się od blatu i wstała. Ukryła przy tym na twarzy zdziwienie, jakie ogarniało ją coraz bardziej w trakcie rozmowy. Nie rozumiała jego zachowania. A może nie chciało się jej zgłębiać cudzych emocji. Na pewno nie dziś. Zaplanowała sobie, że dzień spędzi w przyjemny sposób. Jej też przecież należało się coś od życia ... i ktoś w nim ... Uśmiechnęła się nieznacznie na myśl o wieczornym spotkaniu "Lady Witch" z ...

[ fragment ]


^^

#piszęBoLubię #różneTEKSTY cykl: #Wiedźmy

środa, 8 lutego 2023

nie - do przewidzenia ??

Znowu "nie mogła sobie znaleźć miejsca" - jak to niektórzy mawiają. Kręciła się nerwowo po mieszkaniu. Przekładała rzeczy, które wpadły w jej ręce, niepotrzebnie zmieniając ich miejsce. Będzie miała później nie lada 'zagwostkę', gdzie znajdzie coś, co 'powinno' leżeć "tu i tu". Niestety te refleksje jakoś nie docierały do jej mózgu. Myśli zaprzątała zupełnie inna sprawa. Może nawet - niejedna ...

Wiedziała, po co tu jest. Miała swoje zadanie. Zobowiązała się, aby doprowadzić je do końca i oczywiście z pozytywnym wynikiem. Budowała wciąż przecież swoją markę i miała tego świadomość. Nawet trochę pokory. To pomagało do tej pory realizować wszelkie zlecenia, które otrzymała. Czy miała teraz "zawalić"? W takim momencie? To mogłoby oznaczać ... "No, wykrztuś z siebie to wreszcie!" - zbeształa siebie samą, stając nagle przed lustrem. Widziała w nim niemal całą swoją sylwetkę. Tę aktualnie wypracowaną - na potrzeby 'misji'. 

- "... wypadek przy pracy?!" - dokończyła rozpoczętą myśl. Chwilę potem roześmiała się, robiąc przy tym ironiczną minę do odbicia. To wciąż była ona. Nawet jeśli jej ciało ... jakby nie do końca należało do niej. Choć ogólnie - nie zamierzała zaprzeczać - dobrze czuła się, mając raczej wysportowaną sylwetkę. Nie mogła narzekać na zainteresowanie wyrażane, zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Tyle, że to ze strony tych ostatnich, mało ją w sumie obchodziło. Nie pojawiła się tutaj, aby wdawać się w jakieś nieistotne - z perspektywy Universum - "romanse". Musiała zachować czujność i mieć czysty umysł. Nie należało rozpraszać się zbytnio kontaktem z tymi, którzy szukali wyłącznie przygód. Takich, o których potem mogliby opowiadać kumplom w barze, chwaląc się własnymi 'podbojami'. Czy potępiała ich za takie zachowanie? Raczej nie. Przyjmowała do wiadomości, że tacy po prostu są. Większość panów to specjalnie ze swymi oczekiwaniami, nawet się nie kryła. Byli niekiedy "szczerzy do bólu" w opowiadaniu o nich. Znaczną część łatwo było zresztą "przejrzeć" po krótkiej wymianie zdań. Miała się więc na baczności, gdy na takich trafiała i umiejętnie unikała niepotrzebnego ryzyka.

- "Nie! Nie! W żadnym wypadku ... nie możesz tak tego nazywać! Miej trochę szacunku dla ... emocji" - odbicie jednak jakby już zaczęło żyć własnym życiem i ... choć nadal odwzorowywało jej ruchy, to myśli z pewnością już nie. Miało w sumie rację. Nie można było w taki sposób określić tego, co ich połączyło. To było jakieś niespodziewane dla niej "pokrewieństwo dusz". Nie sądziła, że może coś takiego się jej przytrafić. Nie jej ... Widocznie jednak - choć bywała w różnych miejscach i miała do czynienia z wieloma osobami - pewnych sytuacji nie mogła przewidzieć. Do tej pory nikomu nie udało się wywołać w niej, takich uczuć. Co sprawiło, że tak się nagle ... "odsłoniła"? Co właściwie on takiego miał w sobie, że ... tak bardzo ją zauroczył? Czy mógł mieć jakąś moc, której się nie spodziewała? Nie przypominał nikogo, kogo kiedykolwiek poznała. Był obcym człowiekiem. Ona była ...

To ona powinna "rozdawać karty". Nie on. Znała swoje 'mocne strony'. Uzyskane doświadczenia pozwalały wyciągać odpowiednie wnioski. Ćwiczyła swoją uważność niemal na każdym kroku. Obserwowała. Notowała w głowie i analizowała. Nie była głupia. Kierowała się najpierw rozumem, a potem dopiero sercem. To jednak nie biło nigdy w taki sposób, jak przy nim. Wyczuwała jakąś nieznaną sobie aurę, otaczającą jego postać. Ona widziała trochę więcej, niż inni. Nie afiszowała się z tą umiejętnością aż nadto, gdyż mogło to zagrażać realizowanym projektom. Czasem lepiej było pozostać w ukryciu i robić swoje. Dzięki tej strategii, niekiedy zadanie było wykonane przed uzgodnionym czasem. Miała wtedy trochę swobody. Zwiedzała miejsca. Smakowała lokalne potrawy. Poznawała ludzi. Miewała także okazje do spotkań ze znajomymi. Ich świat 'zleceniodawców' nie był aż taki mały. Zdarzały się nawet sytuacje, gdy współpracowali przy tych samych zadaniach. Niektóre wymagały pracy zespołowej, więc dobrze było trafić na kogoś sympatycznego, a zarazem profesjonalnego. Można było potem wspólnie cieszyć się z osiągnięcia celu. 

Tym razem też doprowadziła sprawę do finału wcześniej, niż zakładał projekt. Mogła więc trochę się zrelaksować i miło spędzić tych kilka ostatnich dni w tym miejscu. A następnie wrócić do domu na jakiś czas. Lubiła podróżować, jednak potrzebowała również pomieszkać u siebie. Tęskniła do znanych wnętrz i roślin. Otaczający posesję ogród był jej chlubą i miejscem, które ją relaksowało. "Prace polowe" były przyjemnością, a nie jakimś obowiązkiem. Myśl o urokach natury sprawiła, że postanowiła wybrać się na spacer po okolicy. Tego dnia pogoda zachęcała zresztą, aby wyjść z mieszkania i zostawić za sobą, lekko przytłaczające blokowiska. Czy Wszechświat z jego ironicznym poczuciem humoru sprawił, że zatęskniła za obecnością roślin? Te w parku były trochę inne od tych, które znała ... miały jednak pewien dobroczynny wpływ na jej duszę. A może i ciało też. Ach! Te rozchodzące się wokół zapachy! Niektóre miały swe źródło w ziemi. Inne pochodziły z drzew i krzewów. Były też takie, które skądś tam przynosił wiatr. Lubiła spacerować alejkami, zupełnie niespiesznym krokiem. Czasem przysiąść na jakiejś ukrytej wśród zieleni, ławeczce. Wystawić twarz do słońca i poczuć jego delikatny, pieszczotliwy dotyk. Pobrać ciepło, które rozgrzewało potem od środka i sprawiało, że doświadczała chwil szczęścia. 

- "Czy on mógł wybrać inną ławeczkę?" - zapytała swego odbicia.

- "Oczywiście, że tak! Stało się jednak inaczej i nic już tego nie zmieni .. Przecież dobrze o tym wiesz ..." - odparło zapytane i uśmiechnęło się do niej nieśmiało.

"Fakt! Na pewne sprawy nie mam wpływu" - potwierdziła w myślach coś, co wciąż krążyło w jej głowie. Nie mogła o nim zapomnieć. Powracały do niej obrazy spędzonych razem chwil. Nie było ich co prawda, aż tak wiele - data jej powrotu nie była aż tak odległa. I przybliżała się z każdym upływającym dniem. Dostrzegała coraz częściej w jego oczach pytanie, czy ta ich znajomość będzie kontynuowana. Nie mogła mu obiecać zbyt wiele. A może też  tego nie chciała. Pragnęła tylko delektować się każdym dostępnym momentem radości, której doświadczała w jego obecności. Jakby potrafiła, to ... zmagazynowałaby jakoś te chwile wewnętrznego spokoju i odprężenia, gdy uśmiech nie schodził z jej twarzy na długo. Przy nim była niemal sobą. Nie musiała nikogo udawać. Może jedynie ukrywała pewne swoje tajemnice. Ale nie musiała przecież "zdradzać" wszystkich od razu. Nie chciała mu niczego deklarować, jednak ... była niemal przekonana, że zobaczą się kiedyś jeszcze. Niewykluczone, że ona ponownie zawita do jego miasta. A może spotkają się w innym. Możliwości było trochę i to dodawało otuchy. Lub rozbudzało oczekiwania - niewykluczone, że nie tylko w niej. 

Dźwięk telefonu wyrwał ją z rozmyślań. Przytomność powoli wracała, gdy patrzyła przez kilka sekund na wyświetlający się numer. Ten, z trzema ostatnimi cyframi, które były takie same, jak jej. Czy należało ten fakt interpretować, jak ... jakiś kolejny "magiczny znak" od Wszechświata? Nie chciała na razie skupiać się na tym aspekcie. Będzie mogła pomyśleć o tym później. Odebrała wreszcie i uśmiechnęła się do rozmówcy.

- Tak, będę gotowa za 10 minut - potwierdziła, po czym zakończyła połączenie. Zerknęła po raz ostatni w lustro, a potem jej ruchy nabrały większego tempa i były mniej chaotyczne. Odzyskiwała kontrolę. To był najwyższy czas. 

***

Lotnisko było jak zwykle dość gwarne i wypełnione różnymi emocjami. Ludzie żegnali się ze sobą, obiecując oczywiście zachowanie kontaktu. Inni z kolei się witali, więc spontaniczne wybuchy radości i śmiechu rozbrzmiewały dookoła także. To była dobra energia. Jak również pewna nadzieja i dla niej. Tylko, czy należało ją pielęgnować w sobie? Zdawała sobie świetnie sprawę, że nawet jeśli ponownie się zobaczą, to ... będą to już trochę odmienne realia. Oni też mogli stać się innymi istotami. Rozłąka tak czasem wpływa na relacje międzyludzkie. Dopóki dzielimy 'codzienność', czujemy ogromną bliskość. Potem ... bywa różnie.

- Dasz znać, jak już będziesz mogła usiąść w tym swoim ogrodzie z lamką białego wina? - pytanie wysunęło się delikatnie spomiędzy jego warg, a szare oczy z uwagą wpatrywały się w jej, zielone.

- Tak, oczywiście ... możemy korzystać z 'naszego' komunikatora. Myślę, że będę miała zasięg ... w moim ogrodzie - odpowiedziała, próbując przywołać na twarz, uśmiech. Z jednej strony chciała mu wyjaśnić sytuację, ale z drugiej ... brakowało jej do tego odwagi. Poza tym, chyba nie chciała pozostawiać go z zagadkowymi informacjami, a wiedziała, że nie mogłaby inaczej. Nie miała pojęcia przecież, jak zareaguje na ... prawdę - o niej.

- Czy to oznacza, że ... mamy szansę być razem? - podszedł do niej i delikatnie wziął w ramiona. 

Czuła jego ciepło, które dawało jej ten, jakże przyjemny spokój. Tylko w jego obecności tak się czuła. Nieskrępowana bliskością i zmianami, jakie zachodziły wtedy w ich ciałach. Nie bała się. Raczej żałowała, że musi wyjechać. 

- Może ... w jakimś innym życiu - szepnęła mu do ucha, zostawiając ślad ust na jego policzku, a potem wyswobodziła się z męskich objęć. Ujęła rączkę torby i skierowała kroki tam, gdzie powinna iść. Spontanicznie obejrzała się po raz ostatni, wysyłając mu jeden ze swoich uśmiechów. Włożyła w niego tyle mocy, na ile mogła pozwolić sobie w tym momencie.

***

Samolot powoli zbliżał się do miejsca przeznaczenia. Wciąż nie otwierała oczu, ale już czuła energię ziemi. Cieszyło ją to, a jednocześnie - tym razem - lekko smuciło. Nadal pod powiekami tkwił jego obraz. Ciało pamiętało dotyk. Wiedziała, że przyjdzie się jej zmierzyć z efektami podjętych wcześniej decyzji. Powrót do domu oznaczał pewien "reset". Za drzwiami zostawiała 'sprawy zawodowe', z uporem nie wpuszczając ich do środka. Emocje jednak były w niej. Stanowiły integralną cząstkę jej 'wiedźmowego jestestwa'. 

"Trzeba będzie to przepracować ..." - uśmiechnęła się do swoich myśli, po czym wsiadła do czekającego na nią samochodu. Przyszłość jawiła się w intrygujących barwach, gdyż wciąż stanowiła pewną zagadkę ...

[ fragment ]

^^

#piszęBoLubię  #różneTEKSTY >>> cykl:  #Wiedźmy


sobota, 21 stycznia 2023

Rozbudzone nadzieje

Moja wyobraźnia obudziła się niespodziewanie i określone myśli pojawiły się spontanicznie - jak zazwyczaj zresztą 😉 - nabierając kształtów słów, które chciały zaistnieć. Tym razem były one jakby w opozycji do pogody, która powitała mnie dzisiejszego poranka chłodem, szarością oraz mokrym śniegiem. Co prawda dzięki temu ostatniemu świat na jakiś przybrał bardziej magiczny obraz, ale wiadomo ... nic nie trwa wiecznie.

^^

[...]
Wstała z łóżka i na bosaka podeszła do okna. Świat roztaczał już przed nią swoje uroki. Słońce rozsyłało swą życiodajną energię wszędzie tam, gdzie udało się dotrzeć jego promieniom. Niektóre błądziły teraz wśród jej rozczochranych po nocnych imaginacjach, pasmach włosów. Inne delikatnie pieściły twarz i - z niemal dziecięcą - ciekawością zaglądały w oczy. Zmrużyła je więc, aby nie dojrzały tego, co w nich było. Nie chciała odkrywać przed nimi tajemnic swej duszy. Nie była jeszcze na to gotowa. Może kiedyś nadejdzie odpowiednia chwila, aby to uczynić i wtedy wyszepcze im własne sekrety. Cicho wypowiedziane słowa porwie potem zapewne wiatr. A one pofruną z nim z ufnością, nie bacząc na to, że będzie to jednocześnie oznaczało ich koniec. Po nich wszak nadejdą nowe. A potem kolejne, choć prawdopodobnie już nie takie same. Będą bowiem nasycone inną magią uczuć. Była tego w pełni świadoma. Zdobyte dotychczas doświadczenia życiowe niemal utwierdzały ją w tym przekonaniu. 

Spod lekko przymkniętych powiek obserwowała otoczenie, które przez to traciło jakąś ostrość. Widok roztaczający się przed nią, lekko się rozmywał. Miało to jednak pewien urok. Niewykluczone, że to właśnie 'rozmazanie' zwyczajnie dziś do niej pasowało. Podobnie jak do snów. Te stały się zaledwie cieniem lub powidokiem tych, które zaraz po przebudzeniu były w miarę wyraźne. Leciutko uśmiechnęła się na ich wspomnienie. Miała nadzieję, że którejś nocy do niej jeszcze wrócą. Ponownie wezmą za rękę i poprowadzą tam, gdzie bywała szczęśliwa. Do krainy wyobraźni, w której niemal wszystko było dokładnie takie, jak tego oczekiwała. Miejsca, gdzie czekały na nią ciepłe i bezpieczne ramiona tego, którego sobie wyśniła. A może wymarzyła? Jej prywatnego Maga potrafiącego ... co? wywołać zawsze na jej twarzy uśmiech. Ten szczery oraz prawdziwy, gdyż ... wypływał wprost z serca. 

Zadrżała nagle. Może pod wpływem swych myśli, a może tylko? to dotyk chłodnej posadzki pod bosymi stopami zainicjował ten impuls. A ten powędrował wyżej. Wspinał się po nagich kostkach, piął się niestrudzenie po łydkach w górę, aby dotrzeć do nieosłoniętego brzucha, potem drobnych piersi, by wreszcie ... zatrzymać się na odkrytych ramionach. Poczuła, jak jej blada po zimie skóra napina się nieznacznie pod jego wpływem. Przez głowę przemknęła myśl, że może powinna? otulić się leżącym nieopodal szlafrokiem. Rozważała ją tylko chwilę. Uznała, że woli jednak poczekać, aż rozgrzeje ją słońce. Na nowo ...
[...]

Muzyka do dzisiejszego wpisu

^^

#piszęBoLubię   #różneTEKSTY

 

 

wtorek, 10 stycznia 2023

Może i boso, ale ...

Niezwykłe w życiu jest to, że ... niekiedy nawet taki mało przyjaźnie wyglądający poranek (było może po godzinie piątej) może stać się ... ???
Ktoś z Czytających ten wpis ma jakieś własne propozycje odpowiedzi? Dla mnie:
> inspiracją - do stworzenia nowej opowieści .. ha, ha ... niezbyt może długiej tym razem, ale cóż! było wcześnie, a mnie znowu groziło spóźnienie do pracy ... 😎

^^

Dzień jakby ... wciąż jeszcze nie zasługiwał na to, aby go tak nazywać. Na dworze było ciemno. Nawet okoliczne latarnie oraz pojedyncze światełka w oknach wysokich budynków, nie były w stanie rozproszyć tego po-nocnego mroku. Widocznie, nie miał ochoty odchodzić. Przedłużał więc swoją obecność, manipulując czasem. Trudno było się mu dziwić. Szczególnie, jeśli mógł to robić ...

Stała boso, patrząc przez szybę na ten wciąż nie do końca chyba, obudzony ranek. Przesiąknięty jeszcze wciąż zapachami i odgłosami nocy. Lekko odrealniony. Niby zaspany, a jednak w jakiś sposób już rozbudzony. Co ona tam widziała? Mógł się jedynie domyślać. Wiedział jednak, że w takich chwilach, jak ta właśnie, ona potrzebuje pobyć sama ze sobą. I chociaż obraz jej ... lśniących tajemniczo tęczówek o niezwykłym odcieniu zieleni był kuszący, to ... nie wykonał żadnego ruchu. Nie miał zamiaru zrobić nic, co mogłoby zburzyć budowaną misternie, imaginację. Miał przecież świadomość, że ... stojąca przed nim bosa postać, posiada pewne wyjątkowe zdolności. Przyciągały go one do niej jeszcze bardziej. Czasem "walczyli ze sobą", ale ... 

"Można przywyknąć do takiego życia ... " - zamruczał cichutko do siebie. Czuł przecież, że energie ich ciał nie pozwoliłyby im, na zbyt długą rozłąkę. Należały wszak do siebie nawzajem ... jak ich dusze.

Objął ją spojrzeniem ponownie. Przylgnął niemal wzrokiem do jej - teraz krótkich - sterczących w różne strony prawie 'kruczo-czarnych' włosów. Następnie zaczął zsuwać go po jej karku, aby powoli osiąść na wysportowanych ramionach. Dotknął każdej z łopatek, zataczając nieznacznie okrąg, wokół każdej z nich. Potem znowu ruszył przed siebie. Czekała go przecież odrobinę kręta droga, na której zdarzały się różne wzniesienia lub wgłębienia. Zwolnił zatem odrobinę, delektując się widokami. Chwilę później ponownie się zaktywizował, przemierzając już gładko kolejne odcinki. Ostatecznie osiągnął swój cel. Dotarł do tych jej gołych stóp. Myśl zawirowała mu w głowie i wprawiła w lekkie drżenie jego ciało. Uwielbiał ich dotykać. Rozbudzać w nich ciepło i podnosić poziom wrażliwości, tworząc przy tym określone emocje. Będące niczym zaproszenie - do ... wspólnej, ekscytującej wędrówki. Tam, gdzie było to ich upragnione "nasze miejsce". Uśmiechnął się. Dokonał już wyboru.

Podszedł do niej powoli, próbując wyczuć jej wibracje i dostroić się do nich. Stanął za nią, lekko górując nad jej sylwetką. Zsunął z siebie puchaty szlafrok w kolorze ciemnego wina. Kolejnym, zręcznym ruchem zarzucił materiał na jej ramiona. Otulał ją więc i szlafrok i on. Obaj wdychali zapach jej skóry. Tyle, że teraz to on stał zupełnie ... boso. A ona była Wiedźmą ... Jak to się mogło potoczyć dalej?

"Mmmm ... można przywyknąć do takiego życia ..." - zamruczał po raz kolejny. No, może tym razem trochę głośniej. Tak, aby ona usłyszała jego głos, a on ... mógł zobaczyć jej uśmiech ... zadowolenia 💕

^^

[ fragment ]

#piszęBoLubię #Wiedźmy


niedziela, 8 stycznia 2023

Historyjka o ...

– Ty .. ty .. ty ... – mężczyzna, mimo zdrowo prezentującej się sylwetki, sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał 'zejść na zawał' ... – Ty ... zwa-rio-wa-łaś!? – wykrztusił wreszcie i .. jak na jej gust nazbyt patetycznie, złapał się za miejsce, gdzie powinno swoim rytmem bić, serce. Zdecydowanie nie lubiła tych jego 'pokazów' - szczególnie, gdy poruszany temat był dla niej, na serio ważny. Czasem się zastanawiała, czy Ted zasługuje na to, aby mogła nazywać go "Facetem z jajami".

"Może przez małe 'f', bo jednak facet, tyle że robi sobie wciąż jaja?" – przemknęło jej przez głowę. Było to jakieś rozwiązanie, a może i nawet pocieszenie. Tymczasowe, ale ... nie miała innego. Nikogo innego. A potrzebowała w tym momencie "męskiego spojrzenia". Nawet jeśli dość 'cherliwie' w kwestii mentalnej - jak na jej preferencje - ono się prezentowało. A może się myliła w swych ocenach? Potrzebowała jednak rady. Czy może raczej - sojusznika? Kiedyś w końcu, byli blisko. Rozumieli się, mimo że różnili się od siebie. To był w końcu jej ... "Teddy Bear" - ktoś taki niemal, jak "lek na całe zło". Ich energie się przenikały. Niekiedy rozumieli się 'bez słów'. Mieli swój tajny kod i to w sumie niejeden. Niestety ostatnio za bardzo "szyfrowali" swoje komunikaty. Pogubili się w gąszczu liter, składanych zupełnie nierozważnie oraz często niepotrzebnie wypowiadanych. "Produkowali" nowe przekazy nie patrząc na to, czy ktoś chce ich słuchać. Tak jednak robili niemal wszyscy ... ci, co już przenieśli się do swoich "dorosłych światów".

– Oj, możesz już przestać ... tak ... dramatyzować? – wydusiła wreszcie coś, co cisnęło się jej na usta od chwili, gdy stanął w drzwiach jej domu. Jestem dorosła, tak jak i ty ... dobrze o tym wiesz. Mogę więc robić to, co chcę. To są tylko moje wybory. Moje własne! – podniosła lekko głos, bo ... emocje niemal wylewały się z niej, niczym lawa ... oblepiając powoli jej ciało. 

– Nie musisz się tak unosić, moja droga. – Sapnął lekko. Jakby wciąż teatralnie, ale widać było, że  stara się tę manierę, opanować. Owszem, lubił sobie żartować. Uważał, że śmiech jest dobry. Odprężał. Łączył. Uszczęśliwiał. Każdego. Nawet jeśli ta energia krążyła zwykle tylko chwilę, warto było jej doświadczać, ulegać jej ... Może dlatego właśnie ją wciąż tworzył - wokół siebie ten, którego ona nadal nazywała "Misiaczkiem". Niekiedy co prawda ironicznie - a dokładnie, to wtedy, gdy w jakiejś sprawie nie zgadzali się. Czasem jednak 'pieszczotliwie' - gdy dopadały ją jakieś ... trudne do wytłumaczenia? 'siostrzane uczucia' do ... brata - bliźniaka ... 

Odkrycie, że byli rodzeństwem i to takim dość szczególnym jednak, wiele osób wprawiało w lekkie osłupienie. Z wyglądu niespecjalnie byli podobni, co ... stanowiło jakiś plus. Oboje tak uważali. Każde z nich jednak, miało tęczówki w tym samym kolorze. Barwie bursztynu, choć oficjalnie takiego koloru oczu się nie uznaje. Zatem ... powiedzmy, że były: brązowe, ale o pewnych magicznych jakby, miodowych i ciepłych odcieniach. Te ich oczy niejednej kobiecie, ale też i ... mężczyźnie nieźle namieszały w głowach oraz sercach. Nadal też zachowały swoje wyjątkowe 'właściwości'. Widywali się od kilku lat głównie przy określonych rodzinnych uroczystościach. Dzwonili do siebie z życzeniami urodzinowymi, co było dość zabawne - śmiali się z tego oboje. Każde z nich miało jednak swoje życie. To, już od dawna dorosłe. Nadal odczuwali silną więź, ale ... zarówno ona, jak i on starali się radzić sobie sami. Rzadko prosili o pomoc to drugie. Czasem jednak odczuwali taką potrzebę, aby wkroczyć "z odsieczą" w życie bliźniaka ... Tak właśnie czuł się teraz on, Ted. Przybył może dość nieoczekiwanie, spontanicznie podejmując ten krok. Chciał dla niej dobrze. Popierał jej wybory. Także ten, choć ... wiedział również, że bardzo chciałby zobaczyć jej reakcję, gdyby ośmielił się rzucić w jej kierunku, coś w tonie jednej z ich irytujących ciotek. Coś o tym, że ... 'w jej wieku to już pewnych rzeczy nie wypada ...' – roześmiał się na tę myśl. Z-wizualizował sobie tę sytuację. "Ale by było-ooo ... O, tak! Byłaby Nieziemska afera ... ha, ha .."

– A ty, co tak się teraz szczerzysz, co? – obrzuciła go podejrzliwym wzrokiem, próbując odgadnąć przyczynę zmiany nastroju. Nie była pewna, co miała ona oznaczać. Czy nie dostrzegał, że tym razem jego żarty wcale jej nie bawią? Że wcale nie ma ochoty się śmiać, bo ... niektóre emocje na to nie pozwalają? I że trudno jest 'walczyć', gdy własna dusza podpowiada ci, że ... "to jest ten moment. Działaj!" ... Zdawała sobie sprawę z lekkiego 'wariactwa' tego całego przedsięwzięcia. Chciała jednak poczuć ... to coś! Radość, którą widziała na twarzach tych, co oddawali się swoim pasjom. Szczególnie takim, jak ta. Gdy masz do czynienia z żywiołem, który może się z tobą wesoło bawić, ale może też ... okazać swoje niezadowolenie - w dość dotkliwy sposób, musisz być czujnym. Ona jednak wyczuwała podobne wibracje. Była w końcu znakiem Wody. Kto, jak kto ... ale Ted powinien to rozumieć. Był przecież ...

– Że co? – próbował oprzytomnieć, spoglądając jednocześnie na Kate. W oczach coś mu nagle - jakby zamigotało, choć szybko zniknął z nich ten błysk. – Aha ... To wracając do pierwotnego wątku naszej dzisiejszej rozmowy. Tej, którą nadal prowadzimy ... – dodał z psotnym uśmiechem ... – Chciałem ci jeszcze na koniec powiedzieć, że ... Moim zdaniem ... Wiesz, no jednak ... W twoim wieku to już nie wypada tak ... nagle wszystko rzucić i wyjechać, aby ... uczyć się surfingu! I niechaj nic bardziej głupiego nie przyjdzie ci do głowy - przykładowo: aby wracać z jakimś młodym instruktorem, bo ... niektóre cioteczki w Rodzie tego nie przeżyją. Zostaniesz wyklęta, moje słowa zapamiętaj ... – zakończył teatralnie, po czym ... oczywiście zaczął się śmiać. Śmiechem zaraźliwym, płynącym 'prosto z serca', takim który oczyszcza zarówno duszę, jak i ciało, bo działa ... niczym odprężający masaż. 

Spojrzała na niego i nieoczekiwanie! ta energia nią zawładnęła. Chwilę później, podwójne "chichoty" ulatywały przez okna i drzwi tarasowe do ogrodu, a tam ... zamieniały się w różnokolorowe motyle, które poruszały się ... w tylko sobie znanym celu i kierunku. By jednak nieodmiennie zachwycać ... swoim kruchym pięknem ...

[fragment]
{ ??? }

... to chyba już wiecie, o czym jest ta historyjka ... 😉

 


 #piszęBoLubię #OPOWIEŚCI  #Wiedźmy #MagiaWyobraźni

piątek, 6 stycznia 2023

... a'la świąteczna bajeczka

[ początek - ??? ] 😎

Tak, to też mnie się przy-trafia ... w głowie pojawia się potrzeba napisania jakiegoś bardzo lekkiego tekstu. Podobnego właśnie do 'bajeczek dla dzieci', które jednak ... Hmmm .. chyba nie do końca tak tylko "dla dzieci" - bym rzekła. Otóż i przykład ... 

^^

Dawno, oj! bardzo dawno temu ... Daleko, łoj! jak daleko ... mieszkała sobie księżniczka. Wtedy wiele ich siedziało po różnych zamkach i pałacach, a niektóre to nawet miały zwierzątka ... taki smok to fajna sprawa w sumie. I to na każde czasy niemalże ... Magia zawsze kryła w sobie określone ślady energii. A ta Siła właśnie, niezmiennie zachwycała Wszechświat, więc ... "niemożliwe jest możliwe" - podobno ... gdy się tego bardzo pragnie ... 

Wracając jednak do wątku bohaterki. Uznajmy, że ... no .. była jedną z wielu żyjących wtedy księżniczek. Była może znana w określonych kręgach, ale wielkiej tam sławy nie miała. Uroda w rzeczywistości 'przeciętna', majątek oraz koneksje - 'poziom średni', charakter ... Ugh! tu właśnie! "zaczynały się schody", czyli ... "łatwa w obejściu nie była". A to za sprawą swojej ciekawości, którą podobno odziedziczyła nietypowo, bo po swojej pra-babce ... Ta cecha charakteru była bowiem dość uciążliwa dla otoczenia. Ile można razy odpowiadać na pytania? Czasem nawet te same? Bo jej się wydawało, że danego dnia ktoś może udzielić zupełnie innej odpowiedzi na takie: "Dlaczego kolor czerwony ma tyle energii?"

Pewnego dnia ktoś z królewskiego otoczenia [księżniczka, bo bohaterka była jednak córką ... jakiegoś tam monarchy ... lol .. ] podpowiedział, że może by tak przygotować dla niej specjalną i trochę inną koronę. Taką w kolorze, o który tak często pytała. Wtedy można byłoby podjąć próbę wyjaśnienia, że barwa ma tyle energii, co ona sama. Znaczy się ... zbyt wiele ...". Tak też się stało i ostatecznie księżniczce podarowano nowy atrybut, a poprzedni zamknięto w jakiejś skrzyni, w zamkowych piwnicach. Oczywiście rzadko tam ktokolwiek zaglądał. Młoda kobieta była jednakże zachwycona swoją indywidualną ozdobą. Nosiła ją bardzo chętnie i gdyby mogła to ... w ogóle nie zdejmowałaby jej z głowy. Nie było to zbyt 'mądre zachowanie'. Korona - choć w innym kolorze, niż tradycyjnie noszono - była przecież bardzo kosztowna. Robiono ją wszak na tzw. "specjalne zamówienie"  .. a nawet w tych czasach król miał określoną władzę 'nad ludem'. Stworzenie takiego 'arcydzieła' nie mogło bowiem być uznawane za ... "przyjacielską przysługę". O, nie! Należało sowicie wynagrodzić tego, kto stworzył takie "cacko" - ono mogło uszczęśliwić jego córkę. 'Jej Młoda Wysokość' za nic jednak miała rady dworzan, doradców, Ochmistrzyni i nawet własnych rodziców. Odkąd zresztą się urodziła, robiła co chciała. Para królewska miała już czterech synów i już raczej nie myślała o kolejnym potomku. W rodzinie ich obojga rodzili się głównie chłopcy. Można więc sobie wyobrazić zaskoczenie wszystkich zgromadzonych - w końcu nie mieli takiego sprzętu, jak my teraz - gdy okazało się, że Królowa Matka urodziła córkę. Nawet specjalne "pępkowe" zostało z tej okazji zorganizowane i ... może dlatego wciąż krążyły legendy o imprezce, jak i ... samej księżniczce. Niewykluczone też, że z tego względu (lekko 'wypaczonych', gdyż przekazywanych "z ust do ust" opowieści), nie interesowało się nią zbytnio ... wielu 'Amantów' o podobnym rodowodzie. W tym przypadku bowiem, należałoby walczyć (i to nie raz!) z samą zainteresowaną raczej - to ona stanowiła pewne 'niebezpieczeństwo' dla męskich rodów. Tak obiektywnie rzecz ujmując ... Cóż! 

Miała już skończone 19 lat i ani razu nikt jeszcze nie starał się, aby 'poprosić o jej rękę' ... jakkolwiek  makabrycznie [ żarcik ] może to brzmieć. Wkrótce to nawet już mogła uchodzić za ... przysłowiową "starą pannę" .. Ech! Żeby tak chociaż ... jakiś dziki kot był w to 'wmieszany' (utrudniał zdobycie uczuć kobiety .. no, nie! taka prawda ... nie było na to szans ... ). Księżniczce co prawda, ani w głowie były jakiekolwiek "amory". Była ciekawska i wciąż w sumie wolna. Nie miała zbyt wiele obowiązków - jak to osoby o jej pozycji społecznej. Czasem towarzyszyła ojcu w patetycznych uroczystościach ... niekiedy dawała się przekonać matce, aby zajęła się bardziej kobiecymi zajęciami ... Niekiedy te spotkania doświadczonych przez życie kobiet były nawet całkiem pożyteczne. Nasłuchała się różnych opowieści. Można rzec, że z każdą kolejną uszy jej rosły - aby wychwycić wszystkie istotne informacje. Mogły się przecież kiedyś tam, przydać. A ona przecież miała pewien plan. Tajemnicę, o której wiedziała tylko ona. Zachichotała mimowolnie, rozbawiona tymi wszystkimi myślami. Zapomniała jednak, że wcześniej wychyliła się dość mocno z okna swej komnaty. Ku swemu lekkiemu przerażeniu uświadomiła sobie też, że ... znowu nie posłuchała Ochmistrzyni. Tak! Nie chciało się jej ... przypiąć korony do loków. Teraz ... było już jednak za późno. Nie, nie mogła cofnąć czasu i zachować się inaczej. Jej atrybut 'statusu społecznego' powędrował ... Gdzie?

Hmmm ...  co tu zresztą gadać więcej ...
wystarczy? spojrzeć na zdjęcie ...

 


 ^^

[ fragment ] 

>> lub początek pewnej opowieści .... jeszcze nie wiem [autor - przyp. Redakcji] 😁

#piszęBoLubię #różneTEKSTY
#zabawa #zRedakcją .... lol ...